• Wpisów:123
  • Średnio co: 16 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:51
  • Licznik odwiedzin:9 755 / 2067 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hej misie :3
Tak jak mówiłam .. będę Was informować w sprawie opowiadań , itd..

Więc...
1) Z powodu tego iż mam szkołę i do niej dojeżdżam, często wracam około 16 do domu, we wtorki mam lekcje gitary, a od lutego będę prawdopodobnie uczęszczać na zajęcia taneczne (w piątki i soboty) oraz będę chodzić (może) do szkoły muzycznej, i znowu będę musiała dojeżdżać i tego czasu będzie jeszcze mniej niż teraz...
Więc musicie uzbroić się w cierpliwość co do nowego opowiadania..
Bardzo chciałabym wstawiać już te pierwsze rozdziały co mam już napisane, ale to się mija z celem , skoro wstawię 10 pierwszych rozdziałów i potem będzie 2 miesięczna przerwa, o ile nie dłuższa..
Moje ferie zaczynają się 3 lutego, więc będę miała 2 tygodnie przerwy i będę mogła pisać..
Tak, wiem, że teraz były prawie 2 tyg przerwy, ale moja wena opuściła mnie.. ehhh
W styczniu/lutym poinformuję Was co dalej

2) bardzo cieszę się, że o mnie nie zapomnieliście, to bardzo miłe, fajnie słyszeć od kogoś że tęskni za moimi postami, dziękuję :3

3) jak mam wolny czas to czytam wasze opowiadania, ale czasami nie chce mi się komentować, albo jak siedzę na telefonie i czytam to nie chce mi się logować by je skomentować, zrozumcie mnie

4) chciałam wstawiać jakieś imaginy, jednoparty, ale nie mam za bardzo pomysłu na takie krótsze historyjki
Jeśli wpadnę na pomysł, obiecuję że zacznę pisać i natychmiast to wstawię

5) rozumiem , że często Was tu nie ma , więc możecie zostawić do siebie jakieś namiary , albo po prostu pisać do mnie żeby być na bieżąco z informacjami :3

kocham was,
wasza Zandra :3
  • awatar NEVER STOP DREAMING: Już nie mogę się doczekać twojego nowego opowiadania! <3 Cóż, musimy cierpliwie wszyscy czekać, trzymaj się! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mam do oznajmienia kilka rzeczy ..
Po pierwsze : ZAWIESZAM BLOGA , ale tylko na jakiś czas ..
Wytłumaczenie : nie mam czasu , by wchodzić na niego i żeby pisać cokolwiek ..
WRÓCĘ , na bank mogę Wam to zagwarantować .
Kiedy ?
Tego nie mogę określić ..
Wiem , że obiecałam , że to będzie w październiku .. że w październiku pojawi się 1 rozdział nowego opowiadania .. no ale nie dam rady ..
Minął dopiero pierwszy miesiąc szkoły , a ja już nie daję rady i mam coraz mniej czasu ..

Po drugie : dziękuję każdemu , kto był ze mną .. nieważne , czy od początku , czy od niedawna .. dziękuję Wam z całego serca .
WY jesteście najlepszym co mnie spotkało w życiu .. To dla Was pisałam te gówna .. i (mam nadzieję) będę pisać ..

Na dzień dzisiejszy mogę Wam obiecać , że powrócę z pisaniem ..
Będę tu zaglądać i komentować Wasze wpisy i takie tam , ale w najbliższym czasie nie planuję dodawać niczego u mnie .

Mam nadzieję , że nie zapomnicie o mnie , ani o tym blogu ..

Jeśli chcecie to mogę pisać jakieś jednoparty , imaginy , ale tylko jeśli chcecie : )

Z opowiadaniem powrócę do Was jakoś w listopadzie, grudniu, ewentualnie styczniu, gdy po prostu będę miała więcej czasu na pisanie i prowadzenie bloga .. bo jak zauważyłyście coraz rzadziej tu bywam ..

Ehh .. Nie mam weny dzisiaj do pisania takich notek , więc lepiej już skończę ..

Zaglądajcie od czasu do czasu tu na bloga , bo czasami będą pojawiać się nowe informacje związane z opowiadaniem i blogiem itp..

Noo i bym zapomniała .. Mój blog istnieje już ponad rok czasu ! Jestem z tego bardzo , ale to bardzo zadowolona ! Wiem , że to głupie i że dla niektórych banalne .. ale mi sprawia to radość ..
Dziękuję za te ponad 2400 wyświetleń .. jest to dla mnie naprawdę cenne :"
Dziękuję ♥

Dobra , kończę .
Pozdrawiam , całuję .. Zander :3
  • awatar Gość: omfg! pewnie, że chcemy jednoparty, imaginy czy cuś w ten deseń! my cie kochamy! i czekamy aż do nas wrócisz z opo! wiem, zę jest ci ciężko, wiem i rozumiem twoją decyzję, ale nie wątpię, że dasz radę. ty? ty musisz dać radę <3
  • awatar dying for love: wszyscy będziemy tęsknić! :c
  • awatar Gość: już tęsknię :c
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Cześć laski
Napisałam coś .. myślę , że fajnego : )
Niektórym się spodoba , niektórym nie , ich problem .. według mnie jest całkiem fajne ..
Nie oceniajcie mnie zbyt pochopnie .. pierwszy raz napisałam coś takiego ..
I z góry przepraszam za długość





Noah poznała Niall'a dwa lata temu na koncercie w Londynie. Od tamtego czasu wiele się zmieniło w jej życiu. Regularnie się spotykali, przeżyła z nim swój pierwszy raz, zaręczyli się, a 7 miesięcy temu dowiedziała się, że jest w ciąży. Brunetka zamieszkała na stałe w Anglii w małym mieszkaniu na przedmieściach, z dala od hałasu.. żyła w spokoju.
Dzisiaj miała iść na przedostatnią wizytę u lekarza. Niestety musiała iść tam sama, bo jej ukochany przebywał aktualnie w USA.
Lekko zapukała do drzwi i gdy usłyszała cisze „proszę” nacisnęła na klamkę, i lekko pchając drzwi do środka, przekroczyła próg.
Starszy mężczyzna siedział na swoim fotelu i zawzięcie w coś się wpatrywał.
- Dzień dobry. – powiedziała Noah siadając naprzeciw mężczyzny.
- Dzień dobry Noah. – powiedział tak, jakby miał zaraz przekazać złe wieści.
- Coś się stało? – spytała zdenerwowana.
- Mam złe wieści... Nie jest z Tobą za dobrze..
- Ale czuję się znakomicie..
- Z Tobą i z Twoją córeczką. – powiedział patrząc smutno na nią, poczym z powrotem przeniósł wzrok na swoją kartkę.
- Jak to? Ale jak to z moją córeczką? – z każdą sekundą brunetka była jeszcze bardziej zdenerwowana. – Przecież w tamtym miesiącu wszystko było dobrze..
- Pamiętasz jak w tamtym miesiącu robiliśmy Ci badania? – spytał, poczym nie czekając na jej odpowiedź kontynuował. – Wykazały, że jak dziecko się urodzi może mieć bardzo poważną wadę serca..
- Ale czym to jest spowodowane? – spytała załamana. – Przecież dobrze się odżywiam, nie palę, nie piję..
- To nie jest tym spowodowane.. Od jakiegoś czasu choruje Pani na cukrzycę.
- Co? Przecież lekarze mówili mi, że jestem w pełni zdrowa, że na nic nie choruję.
- Na początku ciąży, badania nie wykazały, by Pani była na coś chora. Dopiero badania robione w tamtym miesiącu, bardziej szczegółowe, pokazały nam, że choruje Pani na cukrzycę.
- Czyli co? Przeze mnie Ona jest chora? Przeze mnie umrze?
- Noah, dziecko nie umrze. Ma tylko wadę serca. Po urodzeniu dziecka, można ją leczyć chirurgicznie, ale..
- Ale co?
- Pani jest chora na cukrzycę i Pani odporność strasznie się obniżyła przez ciążę.
- Co to oznacza?
- Musi Pani wybrać, Pani lub Pani córka. – powiedział. – Za miesiąc, gdy Pani przyjdzie, proszę już znać odpowiedź.
- Dobrze. Do widzenia. – powiedziała zszokowana, poczym opuściła gabinet.
Idąc w kierunku mieszkania rozmyślała co wybrać. Cały czas myślała o tym, co będzie czuł Niall, gdy się dowie.
Bardzo chciał mieć dziecko, cieszył się jak głupi, gdy dowiedział się, że to dziewczynka, ale też bardzo kochał Noah i gdy wyjeżdżał w trasę, powiedział, że nigdy nie chciałby jej stracić.
Co wybrać?
Noah bardzo chciała, by dziecko żyło, ale nie chciała, by Niall się załamał, że jej już nie będzie..
Jej rozmyślenia przerwał telefon. Wyciągnęła go z torebki i nie patrząc kto dzwoni przycisnęła zieloną słuchawkę.
- Halo? – spytała rozkojarzona.
- Cześć. – z drugiej strony rozległ się radosny głos Harry'ego. – I jak tam u lekarza?
- Cześć. A nic nowego. – skłamała. – A kiedy wracacie?
- Za godzinę mamy samolot. – zaśmiał się.
- A co robi Niall? – spytała.
- Je i chwali się fanom, że będzie ojcem. Jest bardzo szczęśliwy z tego powodu.
- Ohh..
- A Ty nie jesteś?
- Jestem i to bardzo, ale..
- Jezu, Noah, co się stało?! – spytał wystraszony.
- Ciszej, nie chcę, by Niall się dowiedział.. Jak będziecie już w Londynie, to przyjedź do mnie. Pogadamy. Ale nie mów nic Niall'owi. Proszę, Harry..
- Jasne, nie ma sprawy, ale masz mi powiedzieć całą prawdę.
- Dobrze, obiecuję..
- Dobra, muszę kończyć. Będziemy wieczorem. Pa. – powiedział, poczym się rozłączył.
Brunetka schowała telefon i przyśpieszyła tempo. Po 10 minutach była już w domu. Położyła się na kanapie i zaczęła sobie wyobrażać reakcję Niall'a, gdy się dowie. Po chwili zasnęła..

Po kilku godzinach obudził ją dzwonek do drzwi. Niechętnie wstała i ruszyła w ich kierunku. Otworzyła drzwi i jej błękitnym oczom ukazał się Harry.
- A Niall gdzie? – spytała.
- Musiał jechać do studia z resztą, ja się wymigałem.
- Spoko. Właź. – powiedziała otwierając szerzej drzwi.
Chłopak wszedł, ściągnął buty i skierował się do salonu. Dziewczyna ruszyła za nim. Po chwili siedzieli już na kanapie i bez słowa gapili się na siebie.
- Więc co się stało? – spytał Harry z troską. – Jesteśmy przyjaciółmi od dwóch lat, dzięki mnie poznałaś Niall'a, więc?
- Lepiej chodźmy na spacer. Nie chcę, by Niall wszedł i usłyszał chociaż kawałek tego, co mam zamiar Ci przekazać.
Chłopak kiwnął głową i wstał. Ubrali się i opuścili dom. Po chwili siedzieli na ławce w parku.
- Dobra, teraz nie usłyszy.. – powiedział Harry, który z sekundy na sekundę coraz bardziej bał się o przyjaciółkę.
- Byłam dziś u lekarza. Badania, które robił mi w zeszłym miesiącu wykazały..
- Jezu, Noah! Co się stało?
- Od jakiegoś czasu choruje na cukrzycę..
- Ale..
- Nie przerywaj mi, Harry.. Przez to, że jestem chora, mała jak się urodzi będzie miała poważną wadę serca. Oczywiście, będzie można ją usunąć chirurgicznie, ale lekarz kazał mi wybrać.. Ja, albo mała..
- Co?! Noah!
- Harry, proszę, nie krzycz, bo ludzie się gapią.
- Przepraszam.. Ale jak to kazał Ci wybrać?
- Normalnie. Albo przeżyję ja, albo mała..
- I wiesz już co wybierzesz?
- Nie, Harry.. To nie jest takie łatwe.. Wybrałabym, żeby mała przeżyła, ale boję się o Niall'a.. Nie wiem, czy sobie poradzi.. Naprawdę, gdyby to zależało ode mnie, ja bym nie przeżyła..
- Nie mów tak.. Nie da się nic zrobić?
- Co to da? I tak umrę. Mam cukrzycę, nie leczyłam jej..
- Na pewno coś da się zrobić..
- Harry, zrozum, że nie! – Noah krzyknęła zdenerwowana, na co ludzie zaczęli się w nią wpatrywać.
- Ale..
- Nie. Zrozum to. I nie mówmy o tym więcej.
- Dobrze.. Przepraszam.
- Mam do Ciebie prośbę..
- Wal śmiało. – chłopak lekko się uśmiechnął, chciał, by ona też się uśmiechnęła.
- Jeśli nie przeżyję, to proszę.. Pomóż Niall'owi. Dobrze?
- Dla Ciebie wszystko. – powiedział, poczym ją przytulił.
Wtuliła się w Niego, a z jej oczu wyleciało kilka łez.
Harry był jej przyjacielem. Poznała go w sklepie, gdy przez przypadek wjechał w nią wózkiem. W zamian zaprosił ją na kawę i dał bilet na koncert. Tam przedstawił ją reszcie zespołu, w tym Niall'owi, który od razu jej się spodobał. Z Harry'm było inaczej niż z każdym poznanym przez nią chłopakiem. Żaden nigdy nie chciał być jej przyjacielem. Żaden nigdy nie rozumiał jej bez słów. Mogła płakać przy Nim, a On śmiejąc się stroił dziwne miny, przez co zapominała co się stało. Był opiekuńczy i kochał ją, jak rodzoną siostrę.
Siedzieli tak jeszcze przez dwie godziny – Harry opowiadał jej co zdarzyło się w trasie i co wyprawiał Niall.
Dzięki Niemu zapomniała na jakiś czas o wyborze, jakiego musi dokonać.
- Muszę już iść. Niall już pewnie jest, a ja nawet telefonu nie wzięłam. – powiedziała śmiejąc się.
- Och, no dobrze.. – powiedział chłopak udając smutnego. – Ale o wszystkim masz mnie informować.
- Oczywiście, będziesz wiedział o tym pierwszy. – uśmiechnęła się.
Chłopak przytulił ją i ruszył w kierunku Swojego domu. Wzdychając ruszyła do Siebie. Gdy była już pod domem zauważyła, że w środku pali się światło, więc przyśpieszyła tempo. Szybko weszła do domu i od razu powędrowała do salonu.
Był tam. Siedział na kanapie i oglądał jakiś program na MTV.
- Niall.. – powiedziała uśmiechając się.
- Noah! – krzyknął i rzucił się na ukochaną.
Na jej ustach złożył delikatny, ale namiętny pocałunek, poczym pogłaskał jej zaokrąglony brzuszek.
- Jak się czujecie? – spytał.
- Od kiedy Ty tu jesteś? O wiele lepiej. – wymusiła uśmiech.
- A co powiedział lekarz? – blondyn uśmiechnął się jak nigdy.
- Wszystko jest dobrze. – odpowiedziała, poczym usiadła na kanapie.
- A gdzie byłaś? – spytał siadając obok niej.
- Byłam z Harry'm. Opowiadał mi co się wydarzyło. – zaśmiała się.
- Czyli, że wiesz? – jakby posmutniał.
- Ale co? – zdziwiła się.
- To Harry Ci tego nie powiedział? – chłopak też się zdziwił.
- Nie. Niall, o co chodzi? – spytała zdenerwowana.
- Nieważne. Jesteś głodna?
- Nie zmieniaj tematu, Niall.. – powiedziała poważnie. – Co tam się wydarzyło?
- Nic takiego.. – podrapał się po karku.
- Niall! – brunetka podniosła głos.
- Kochanie.. Ale to naprawdę nic dla mnie nie znaczyło..
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?!
- Byłem pijany..
- Czekaj.. – przerwała. – Zdradziłeś mnie? – otworzyła szeroko oczy.
- Ale to nie moja wina.. Oni zabrali mnie do klubu..
- Skończ.. – dziewczyna przerwała mu. – Miałeś swój rozum, prawda?
- Przepraszam..
Wstała i spojrzała z obrzydzeniem na blondyna.
- Jesteś obrzydliwy.. – powiedziała i zaczęła iść w kierunku drzwi wyjściowych.
- Gdzie idziesz? – spytał smutny.
- Z dala od Ciebie. – powiedziała i trzaskając drzwiami opuściła dom.
Nie wiedziała co ma zrobić, za dwa miesiące miała urodzić dziecko, ukochany ją zdradził, nie ma gdzie się zatrzymać..
- Życie jest do dupy. – pomyślała.
Ruszyła do centrum Londynu. Po 15 minutach znalazła się pod wielkim domem swojego przyjaciela. Stał w oknie i obserwował okolicę. Gdy zauważył ją od razu wybiegł i założył na jej ramiona kurtkę.
- Jezu, Noah! Co się stało?! Chodź do środka, bo będziesz chora.. – powiedział ciągnąc ją do środka.
Usiedli na kanapie w salonie, a Harry podał jej swoją ciepłą herbatę.
- Co się stało? – spytał patrząc na przyjaciółkę.
- Wiedziałeś? – spytała patrząc na brązową ścianę naprzeciw.
- O czym? – spytał zdezorientowany.
- O jego zdradzie.. Wiedziałeś? – spojrzała na niego.
- Tak.. – odpowiedział spuszczając głowę.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi? Harry, przyjaźnimy się.. – powiedziała kładąc rękę na jego kolanie. – W przyjaźni szczerość to podstawa.
- Nie chciałem Cię zranić..
- Harry, ranisz mnie wtedy, gdy mnie okłamujesz, nawet wtedy, gdy kłamiesz dla mojego dobra, rozumiesz?
- Przepraszam..
- Ostatni raz mnie okłamałeś? Dobrze?
- Tak, obiecuję.. – powiedział patrząc na nią i lekko się uśmiechając. – A co teraz zamierzasz?
- Mogłabym zatrzymać się u Ciebie do czasu porodu?
- Jasne. Czyli zdecydowałaś już?
- Tak. Urodzę ją. I mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę.. Zrozumiem, jeśli się nie zgodzisz..
- Gadaj, a nie.. – zaśmiał się, chciał rozluźnić atmosferę.
- Gdyby Niall nie chciał jej wziąć, mógłbyś?
- Jasne. Zajmę się nią. Będzie najszczęśliwszą dziewczynką na ziemi.
- Ale gdyby on jednak zajął się nią, to proszę, pomóż mu..
- Dla Ciebie wszystko.. – Harry przytulił brunetkę.
Czasami w Harry'm miała lepsze wsparcie niż u Niall'a. W jego objęciach czuła się bezpiecznie, ale nic do niego nie czuła. Kochała Niall'a, na zawsze..
Harry nie chciał być jej przyjacielem, kochał ją, kochał jej czarne włosy, błękitne oczy, ledwo widoczne piegi, jej wady.. Kochał ją mimo wszystko. Ale nie chciał jej tego mówić, nie chciał niszczyć tej przyjaźni..

*2 miesiące później*
- Jest Pani pewna? – spytał lekarz, który za chwilę miał odebrać poród Noah.
- Tak, w stu procentach. Mógłby Pan zawołać mojego przyjaciela? Chciałabym, by tu był.. – powiedziała brunetka.
Lekarz kiwnął głową i wyszedł na korytarz, po chwili wrócił z Harry'm.
- Noah, jesteś pewna? – spytał Harry, w jego oczach widać było łzy i smutek.
- Tak, Harry. Proszę, zostań tu ze mną. Gdy będzie po wszystkim chcę, byś przekazał ten list Niall'owi. – dziewczyna podała mu kopertę, w którym przeprasza za wszystko Niall'a.
- Dobrze, ale..
- Nie, Harry. Decyzję podjęłam dwa miesiące temu i uszanuj ją, proszę.. Dla mnie..
- Dla Ciebie..
- Kocham Cię, Harry..
- Nawet nie wiesz jak ja kocham Ciebie.. – pomyślał szatyn.
- Ja Ciebie też.. – ucałował ją w czoło.
- Pamiętaj jak ustalaliśmy, jeśli Niall nie będzie chciał się Nią zająć Ty masz ją wziąć do siebie, nie chcę, by jacyś obcy ludzie dotykali mojego maleństwa, rozumiesz? – chłopak kiwnął głową. – I ma mieć na imię Hope. Pamiętasz?
- Tak.. Ale jeszcze możesz zmienić decyzję. – powiedział z nadzieją w głosie.
- Nie. Jest to moje pierwsze dziecko i Ona ma żyć.
- Dobrze.. Kocham Cię.
Kiwnęła głową uśmiechając się.
- Przekaż Niall'owi, że jest mi przykro i że bardzo go kochałam i kochać będę. Przepraszam Harry, za wszystko..
- Nie masz za co, jesteś moją najlepszą przyjaciółką i nią zostaniesz. Za kilkanaście lat spotkamy się. Jestem tego pewien. – powiedział Harry uśmiechając się.
- Noah, już czas. – powiedział lekarz smutnym tonem.
- Nie dziwię mu się, miał zaraz odebrać poród, gdzie mam umrzeć.. – pomyślała Noah.

*4 godziny później*
Po trzech godzinach trudów, w końcu na świat przyszła Hope.
Mały aniołek od godziny śpi w inkubatorze, przez sen uśmiechając się.
Jednak jeden anioł musiał opuścić już ten świat, by inny mógł do niego zawitać.
Noah oddała życie dla Hope.
Tak jak mówił lekarz, mała ma wadę serca, ale nie zagraża ona jej życiu.
- Jest śliczna. Przypomina mamusię. – powiedziała pielęgniarka. – Tylko szkoda, że umarła..
- Noah bardzo pragnęła tego dziecka. Z resztą narzeczony Noah też.. Mieli być razem szczęśliwi.. A teraz jej nie ma.. Nie ma mojej Noah.. – powiedział szatyn, poczym zaczął płakać.
- Niech Pan nie płacze. – powiedziała pielęgniarka i położyła rękę na ramieniu Harry'ego. – Spojrzy Pan na małą. Ma jej oczy, włosy.. – pielęgniarka się uśmiechnęła.
- Tak, to prawda.. – Harry również się uśmiechnął patrząc na dziewczynkę, na córkę Noah, na Hope. –Ma ten sam uśmiech i te kości policzkowe.. – Harry się zaśmiał.
- Zawiadomił Pan już rodzinę o śmierci Noah? – spytała pielęgniarka.
- Nie, jeszcze nie. – Harry całkowicie o tym zapomniał. – Już idę dzwonić.
Szatyn wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer do Zayn'a. Po kilku chwilach chłopak odebrał telefon.
- Siema Harry, co jest? – spytał brunet śmiejąc się.
- Noah nie żyje. – powiedział szatyn dusząc w sobie płacz.
- Co?! Ale jak to?! – Zayn nagle spoważniał.
- Możesz powiadomić resztę i przyjechać do szpitala, tego niedaleko mnie?
- Jasne, zaraz będziemy!
- Dobra, muszę teraz zadzwonić do Niall'a. – powiedział Harry, poczym rozłączył się.
Szatyn usiadł na krzesło i wybrał numer do blondyna. Po kilku sygnałach odebrał.
- Niall? – spytał Harry.
- Nie, tu Demi Lovato. Niall je obiad w kuchni.
- Możesz oddać mu słuchawkę? Mam mu coś ważnego do przekazania.
- A co?
- Daj mi go, kurwa, do telefonu! – Harry z sekundy na sekundę był coraz bardziej zdenerwowany.
- Dobra. – dziewczyna poddała się i dała do telefonu Niall'a. – Halo? – tym razem odezwał się blondyn.
- Możesz przyjechać w TEJ chwili do szpitala, tego niedaleko mnie?
- Nie za bardzo, a co się stało?
- Masz córkę, ale straciłeś narzeczoną. – powiedział Harry prosto z mostu.
- Będę za 5 minut. – powiedział Niall i rozłączył się.
Szatyn schował telefon do kieszeni i spojrzał na małą Hope.
- Mamusia byłaby z Ciebie dumna. – powiedział Harry i lekko pogłaskał Hope po rączce. – Jesteś taka do niej podobna..
Harry uśmiechnął się i wyszedł z sali, poczym usiadł na korytarzu. Chwilę później do szpitala przybył Zayn z Perrie.
- Przykro nam, Harry.. – powiedziała blondynka. – Bardzo ją lubiłam.. – dziewczyna przytuliła się do swojego chłopaka.
- A co z małą? – spytał Zayn, który tak samo jak reszta nie mógł doczekać się zostania wujkiem.
- Hope? Akurat śpi. – powiedział Harry lekko się uśmiechając na wspomnienie twarzyczki dziewczynki.
- Jest zdrowa? – spytał zdenerwowany Zayn.
- Ma jakąś tam wadę serca, ale niby nie jest groźna dla jej życia. A tak to jest zdrowa. I strasznie przypomina Noah..
W tym momencie na korytarz wbiegła Danielle z Liam'em, Louis z Eleonor i Niall z Demi.
- Harry! Co z nimi?! – spytał krzycząc Niall.
- Nagle Cię to interesuje? Przez dwa miesiące nie obchodziło Cię co się z nią dzieje, a teraz nagle chcesz coś wiedzieć? – spytał wściekły Harry.
- Harry, przestań.. – powiedziała Demi.
- Ty się lepiej nie wtrącaj. – powiedział Harry patrząc nadal na blondyna. – Nie wiesz jak cierpiała. Bała się umrzeć, ale chciała by Hope żyła, a Ty zdradziłeś ją i nawet nie interesowałeś się co się z nimi dzieje. Brzydzę się Tobą, Niall..
- Co Ty pieprzysz?! – blondyn się zdziwił. – Jak to bała się umrzeć?! To ona nie żyje?!
- Chorowała. Miała cukrzycę. Tak, nie żyje. Miała wybrać, ona albo Hope. Wybrała życie małej. Przez dwa miesiące co wieczór płakała w kącie w moim pokoju.. Bała się tego, ale cieszyła się, że Hope będzie żyła.. – powiedział Harry, a w kącikach jego oczu zaczęły gromadzić się łzy.
- Gdybym wiedział.. – powiedział Niall, który po chwili zaczął płakać i wtulił się w Demi.
- Tak, gdybyś wiedział. Wiesz, Niall? – zaczęła mówić Perrie. – Często ją odwiedzałam, zresztą tak jak reszta, opowiadała o Tobie i smuciła się, że tak szybko odpuściłeś sobie. Myślała, że ją kochałeś, każdy z nas tak myślał.. Widocznie się myliliśmy.. – powiedziała przytulając Zayn'a.
- Mogę coś powiedzieć? – po dłuższej chwili odezwała się Demi. – Niall martwił się o nią, o nie.. Codziennie oglądał jej zdjęcia, często bywał pod Twoim domem, Harry. Możesz mi wierzyć, lub nie.. Często chciał do niej zadzwonić, ale bał się, że nie odbierze, że nie będzie chciała go słuchać, więc rezygnował. On ją naprawdę kocha.. Je obie..
- A Ty? – spytała Danielle patrząc na nią.
- Ja? Jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Nic więcej. – odpowiedziała Demi.
- Dlaczego jej to zrobiłeś? – spytał Harry siedzący na krześle. – Ona Ci ufała.. kochała Cię..
- Nie wiem.. Nie wiem jak to się stało.. Napiłem się drinka i potem już nic nie pamiętam.. – blondyn odpowiedział na pytanie Harry'ego. – Harry, uwierz mi, nie chciałem tego.. – mówił zapłakany. – Kochałem ją, nie potrafiłbym jej umyślnie skrzywdzić.. Była całym moim życiem.. Ona i nasza córka..
Między nimi nastała długa cisza. Nikt nie chciał się odezwać. Nikt nie wiedział co powiedzieć.. Od czasu do czasu słychać było pociąganie nosem, lub zanoszenie się płaczem.
Harry rozmyślał, czy ma przeprosić Niall'a za wszystko.. w końcu po części to jego wina.. to on miał pilnować blondyna wtedy w klubie.. ale z drugiej strony Niall bardzo skrzywdził Noah..
Niall natomiast zastanawiał się co by było, gdyby nie poddał się i odważył iść do niej i porozmawiać..
Do szpitala wleciał podmuch wiatru. Niósł ze sobą słowa Noah: „Harry, zrób to dla mnie..”.
Harry wstał i otworzył usta, by coś powiedzieć, ale nie potrafił..
- Kocham Cię, Noah.. – szepnął z zamkniętymi oczami.
Zobaczył twarz uśmiechniętej brunetki. Już wiedział, co ma zrobić. Chciał powiedzieć mu całą prawdę.
- Przepraszam, Niall.. – Harry odważył się, wypowiedział te słowa, które głębił w środku.. – To przeze mnie.. Zostawiłem Cię tam samego.. Wyszedłem z klubu.. Wybacz, stary..
- Dlaczego? – Niall spojrzał na przyjaciela.
- Zadzwoniła Noah.. Ty nie odbierałeś, a ona strasznie się nudziła. Chciała pochwalić się, że poczuła pierwsze kopnięcie Hope.. Wybacz, stary.. – Harry klęknął przed przyjacielem.
- Więc dlaczego nie przyszedłeś po mnie z powrotem? – Niall wlepiał swe ślepia w przyjaciela.
- Wróciłem, ale Ciebie nigdzie nie było. Uznałem, że wróciłeś do domu, więc też poszedłem. Nie mieliśmy pokoju razem, a ja byłem bardzo zmęczony, więc od razu poszedłem do siebie i zasnąłem. Gdybym tylko wiedział, że..
- Przestań. – Niall przerwał Harry'emu. – To nic nie zmieni.. Ale powiedz mi prawdę.. Ona.. Noah żyje, prawda? – blondyn lekko się uśmiechnął.
Harry pokiwał przecząco głową i ponownie wybuchł niepohamowanym płaczem. Niall rozejrzał się po korytarzu, popatrzył na miny przyjaciół. Po chwili zrozumiał, że to prawda, że Noah odeszła, na zawsze.. Blondyn wybuchł płaczem i wtulił się w Harry'ego. Kilka minut później Harry przypomniał sobie, że Noah zostawiła list do Niall'a. Odsunął się od przyjaciela i z kieszeni wyciągnął białą kopertę.
- Ona.. – Harry się zaciął. – Noah kazała Ci to przekazać. – Szatyn podał kopertę przyjacielowi.
Niall odebrał kopertę, poczym szybko ją otworzył i zaczął czytać.
„Niall..
Kochany..
Wybacz, nie tak mieliśmy żyć.
Mieliśmy mieć mnóstwo dzieci, mieliśmy wziąć ślub, kupić dom..
Bóg pokrzyżował nasze plany..
Ale cieszę się, że Hope żyje, że ona zostanie na ziemi..
Byłeś moim jedynym, byłeś moim ideałem, byłeś MÓJ, do czasu..
Nie jestem na Ciebie zła.. Harry wytłumaczył mi, że to nie Twoja wina..
Wiele razy chciałam iść do Ciebie, przytulić Cię, ale nie mogłam.. Nie mogłam, coś mi nie pozwalało..
Wybaczam Ci również to, że nie odbierałeś, gdy do Ciebie dzwoniłam.. Już nawet nie mówię o tym, gdy nie mieszkaliśmy razem. Mam na myśli wtedy, gdy byłeś w trasie. Teraz pewnie byś się wykręcał, że byłeś zajęty, że ciągle pracowaliście.. Niall, kochanie.. Harry odbierał ZAWSZE, ZAWSZE miał dla mnie czas.. Ale wybaczam Ci to. Wiem, że nie robiłeś tego umyślnie, chyba..
Teraz chciałabym przekazać Ci kilka informacji o Hope.
Po pierwsze. Jeśli nie chcesz jej zatrzymać, proszę, byś oddał ją Harry'emu. On się nią zajmie.
Po drugie. Jej chrzestnymi mają być Harry i Perrie.
Po trzecie. Jej imię to Hope.
Wiem, że chciałeś by Twoja pierwsza córka miała na imię Julia, ale moja córka ma mieć na imię Hope.
Może jak znajdziesz sobie inną to będziesz miał córkę o imieniu Julia..
Po czwarte. Jeśli ją zatrzymasz, to chcę, by Harry miał pełne prawa do niej, tak, jakby to on był jej matką – wiem, dziwnie to brzmi, ale tak ma być.
Po piąte. Rozmawiałam już z Harry'm, obiecał, że jakby co to pomoże Ci. Wierzę, że jakoś się dogadacie.
Myślę, Niall, że uszanujesz moje decyzje i dostosujesz się do nich.
Kochałam Cię, kocham i będę kochać.
Mam nadzieję, że Ty też jeszcze chociaż trochę mnie kochasz..
Przepraszam, za wszystko..
Twoja Noah..”
Blondyn po przeczytaniu zgniótł kartkę i rzucił na podłogę.
- Dlaczego jej nie powstrzymałeś?! Ona mogła żyć! – blondyn rzucił się na Harry'ego. – Mogliśmy mieć jeszcze dzieci! Dlaczego nie zareagowałeś?!
- Odczep się, Niall! – Harry krzyknął odpychając od siebie blondyna. – Myślisz, że nie próbowałem?! Codziennie jej powtarzałem, że jeszcze może zrezygnować! Myślisz, że mnie słuchała?! Ona była strasznie uparta! Ona pragnęła Hope! I nie obwiniaj mnie o to! Ona sama zdecydowała, bez niczyjej pomocy!
- Harry.. – szepnęła Perrie łapiąc szatyna za ramię. – Powiedz mu prawdę..
- Jaką prawdę? – zdziwił się blondyn.
- On nie musi o tym wiedzieć.. – szepnął Harry patrząc na blondynkę.
- Powiedz mu.. – powiedział Louis.
- Nie! Ona tego nie chciała! – krzyknął zdenerwowany Harry.
Szatyn zdenerwował się i odszedł od nich, ruszył na salę, gdzie leżała Hope. Stanął i zaczął się w nią wpatrywać.
Tym czasem na korytarzu nastała cisza.
- Co przede mną ukrywacie? – szepnął Niall dusząc się płaczem.
- Noah.. - zaczęła Perrie. – Twoja zdrada przyśpieszyła jej decyzję.. Ona chciała, by Hope przeżyła, bo nie chciała żyć dłużej tu na ziemi.. żyć z myślą, że Ciebie nie interesuje, że jej nie kochałeś..
- Ale ja ją kocham! Zawsze kochałem.. – blondyn się załamał.
- To już niczego nie zmieni.. Ona już nie wróci. – powiedział Zayn.
Cała grupka usiadła na krzesłach i zaczęła wpatrywać się w drzwi, w których zniknął Harry. Nikt nie miał odwagi by tam iść, by zobaczyć co się tam kryje..
Za drzwiami Harry miał na rękach małą Hope. Dziewczynka uśmiechała się słysząc głos szatyna.
- Twoja mama bardzo Cię kocha. Będzie przy Tobie całe życie. Będzie Cię chronić. Będzie Twoim aniołem stróżem. Będzie z Tobą.. – szeptał Harry powstrzymując łzy napływające do jego oczu.
W tym momencie do pomieszczenia weszła pielęgniarka z mlekiem dla dzieci.
- Dzień dobry. – powiedziała do Harry'ego. – Śliczna mała, jak i śliczny tatuś, ale nie jest podobna do Pana..
- Bo to nie jest moja córka. Hope jest córką mojej przyjaciółki, która umarła przy porodzie.. – powiedział Harry wycierając twarz dłonią.
- Przykro mi.. – powiedziała. – A chciałby ją Pan nakarmić?
- Chyba nie powinienem.. – szatyn zaczął się wycofywać.
- Czego się Pan boi? Na pewno karmił Pan już kiedyś dzieci.. – pielęgniarka podała mu butelkę.
Harry odważył się i jako pierwszy zaczął karmić małą Hope. Nikt przed nim tego nie robił. Czuł się wspaniale.
Po chwili butelka była już pusta.
- Teraz powinien Pan położyć ja na ramieniu, żeby jej się odbiło. – powiedziała pielęgniarka uśmiechając się.
Harry wykonał jej polecenie. Położył Hope na ramieniu.
- Teraz trzeba delikatnie poklepać ją po pleckach. – pielęgniarka uśmiechnęła się i wzięła na ręce jakieś inne dziecko i zaczęła je karmić.
Po chwili Hope się odbiło, a Harry szczęśliwy nie mógł w to uwierzyć.
- Mógłbym wziąć ją na chwilę na korytarz, pokazać ojcu Hope i przyjaciołom? – Harry niepewny spojrzał na pielęgniarkę.
- Oczywiście, tylko na chwilę i zaraz proszę ją przynieść. – kobieta uśmiechnęła się, a Harry kiwnął głową i ruszył w kierunku drzwi.
Gdy otwierał drzwi zauważył, że Hope zasnęła. Uśmiechając się ruszył do przyjaciół.
- To Hope. – szepnął, gdy stał już naprzeciw nich.
Przyjaciele otoczyli go i małą, poczym zaczęli się uśmiechać.
- Naprawdę jest podobna do Noah. – powiedziała Perrie.
Harry patrzył cały czas na Niall'a. Siedział i nie miał zamiaru podchodzić.
- Czekajcie.. – powiedział Harry i odszedł od przyjaciół.
Podszedł do blondyna.
- Nie ciekawi Cię jak wygląda Twoja córka? – Harry spytał z niedowierzaniem.
- Boje się.. – szepnął patrząc na przyjaciela.
- Czego? – spytał Harry nie wiedząc o co chodzi.
- Boje się, że jeśli ją zobaczę.. jeśli zobaczę jej twarz.. że za bardzo będzie przypominać Noah.. – patrzył z zaniepokojeniem na twarzy.
- Też się o to bałem, ale obiecałem Noah..
Blondyn wstał, a Harry podał mu dziewczynkę. Niall nie wiedział co powiedzieć. Gdy tylko zobaczył twarz Hope, gdy tylko ją zobaczył, zaczął płakać. Nie wiedział co zrobić.. przytulił małą do swojej piersi i płakał..
Przyjaciele obserwowali całą sytuację. Oni również nie wiedzieli co powiedzieć..
17 lat później.
Ich życie prawie się nie zmieniło. One Direction zamieszkało na stałe w Londynie, by być blisko siebie.
Niall i 17-letnia Hope wraz z 4-letnią Julią, którą Niall adoptował po tym, gdy jej biologiczni rodzice zrzekli się praw do niej 4 lata temu, zamieszkali na bogatej ulicy w Londynie i są szczęśliwi. Jak dotąd blondyn sam wychowuje dwie córki i jak na razie nie ma zamiaru się z nikim wiązać.
Harry mieszka obok nich, w niewielkim domu wraz z żoną Sue, z którą ma 15-letniego syna Conrad'a i 3-letnią córkę Darcy.
Zayn mieszka w domku przy ulicy, z której ma 5 minut do Hope, którą ubóstwia. 15 lat temu ożenił się z Perrie, z którą rok później spłodził syna James'a.
Louis i Eleonor pobrali się 9 lat temu, a dwa lata później na świat przyszła para bliźniąt – Tom oraz Caroline. Cała czwórka mieszka na przedmieściach Londynu, do domu Niall'a mają niecałe 20 minut.
Najpóźniej z całej piątki ożenił się Liam. Wraz z Danielle pobrali się 3 lata temu. Aktualnie Danielle jest w 6 miesiącu ciąży. Za trzy miesiące na świat przyjdzie ich synek Lucas. Liam wraz z Dan mieszka w dwupokojowym domku skąd ma niecałe 10 minut do Niall'a.
One Direction nadal daje koncerty i nadal są bardzo popularni. Nie są już tymi samymi chłopakami z X-Factor'a, teraz mają żony, dzieci. Ale do końca życia będą pamiętać o fanach, którzy już o tylu lat są z nimi. Kto by pomyślał, że One Direction będzie trwać 20 lat? Nikt. A oni wierzyli, że będą to robić do końca swoich dni.
Jednak dzisiaj jest to ostatni raz.
Dzisiaj ostatni raz zaśpiewają dla fanów. Ostatni raz dadzą koncert. Pierwszy i ostatni darmowy koncert, na który każdy może przyjść. Bez względu ile ma w portfelu, bez względu gdzie mieszka, skąd pochodzi.. Każdy, bez wyjątków. Fani jeszcze nie wiedzą, że to ostatni raz, nikt się tego nie spodziewał.
Hope i reszta stoją na lotnisku i czekają. Na koncert przyszło kilka tysięcy fanów, o ile nie więcej. Stoją na około nich i czekają. Chłopcy zamknęli się w grupowym uścisku i liczą do 10.
Wzięli mikrofony i rozejrzeli się. Ekipa, która z nimi była wiedziała co za chwilę ma się wydarzyć, mimo wszystko nagrywali ich i nie uronili żadnej łzy, mimo iż to również ich rozdzierało od środka, spędzili z nim prawie 20 lat i teraz ich drogi się rozchodzą. To koniec One Direction.
Nie mówiąc nic zaczynają śpiewać piosenki z X-Factor'a.
Zaczynają od „Torn”, a kończą na „She's The one”. Potem lecą piosenki z pierwszej płyty, drugiej, trzeciej..
Gdy kończą przychodzi czas na przemowę.
- Cześć wszystkim. – zaczyna Liam.
- To niesamowite, że tylu Was tu przyszło.. – dodaje Harry.
- Byliście z nami od początku. Byliście mimo tylu problemów, zawodów.. Wielu z Was nigdy nie zobaczyło nas na żywo mimo iż bardzo tego pragnęło. Nie mogliśmy wszędzie przyjechać.. Dokładnie 17 lat temu odeszła nasza najlepsza przyjaciółka Noah, ale przyszła na świat Hope, którą bardzo kochamy. – mówi Zayn patrząc na dziewczynę.
- Uznaliśmy, że dzisiejsza data będzie tą właściwą. – zaczyna Louis. – To wiele dla nas znaczy.. One Direction przetrwało 20 lat. Musicie wiedzieć, że zawsze będziecie dla nas wiele znaczyć..
- To już koniec. – dodaje Niall unikając wzroku kogokolwiek.
Fani wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Teraz nikt nie zważa na nic, każdy płacze.. chłopcy, ich żony i dzieci, fani, kamerzyści.. każdy, bez wyjątku..
Ich przygoda właśnie dobiega końcowi.
Po chwili zaczynają śpiewać refren piosenki „Forever Young”. Brzmi to trochę niezrozumiale przez ciągłe podciąganie nosem lub zanoszenie się płaczem.
Kończą śpiewać i ponownie zamykają się w uścisku, szlochając coś do siebie szepczą..
Podchodzi do nich Hope. Klepie ojca w plecy, a gdy ten się odwraca zabiera mu mikrofon i rozgląda się. W końcu zatrzymuje się i patrzy wprost na kamery.
- Cześć, jestem Hope, ale pewnie większość z Was mnie kojarzy. A jeśli nie to już Wam mówię. Jestem córką Niall'a. Tata jest bardzo dzielny. Mówi dzisiaj niewiele, ale rano wypowiadał tysiąc słów na minutę. Tata i reszta zespołu są dla siebie rodziną. Każdy z nich jest inny. I każdy inaczej dogaduje się z ludźmi. To bardzo miłe z ich strony, że wybrali akurat dzisiejszą datę.. Jest to data, którą przeżywa każdy z Nas każdego roku od 17 lat. 17 lat temu, oddając za mnie życie umarła Noah, moja mama. Mimo iż jej nie znam osobiście to bardzo ją kocham. Z roku na rok wiem o niej coraz więcej. Wujek Harry i tata opowiadają mi o niej gdy mają czas, mówią mi o jej marzeniach.. W tym roku dowiedziałam się, że bardzo lubiła ich muzykę, piosenki One Direction i że bardzo kochała śpiewać. Nie wiem, czy odziedziczyłam to po niej, czy po tacie, ale ja również kocham to robić. Chciałabym zaśpiewać teraz jej ulubioną piosenkę. Mam nadzieję, że mi pomożecie. – dziewczyna lekko się uśmiechnęła.
Po chwili zespół zaczął grać „Little Things”. Niewysoko brunetka zaczęła kołysać się w rytm ballady i śpiewać. Jej anielski głos zahipnotyzował wszystkich. Niall nigdy nie słyszał jak jego córka śpiewa i był tym wyrazie zaskoczony.
Gdy dziewczyna skończyła ludzie zaczęli klaskać, a Niall podszedł do córki, mocno ją przytulił szepcząc jej do ucha, że jej głos jest nieziemski oraz że bardzo ją kocha i jest z niej bardzo dumny, poczym ucałował ją w czoło.
Dziewczyna odsunęła się na chwilę od ojca i ponownie zabrała głos.
- Tata chciał Wam coś przekazać. – powiedziała, poczym podała ojcu mikrofon i uścisnęła jego dłoń.. dobrze wiedziała, że ojciec jest nieśmiały. – Powiedz to co rano mówiłeś mi. Jestem tu z Tobą, nie bój się. Mów. – dziewczyna uśmiechnęła się ukazując dołeczki w policzkach.
- No więc.. – blondyn spojrzał na córkę, która kiwnęła głową, by zachęcić go do dalszej mowy. – Spędziliśmy z Wami wiele wspaniałych chwil.. Wszystkie występy, wywiady, piosenki.. Wspieraliście nas zawsze i wszędzie, bez względu na porę dnia lub nocy.. Tyle szalonych chwil, prawda? – blondyn rozejrzał się po ludziach, każdy mu przytakiwał. – Cóż, chłopcy.. lepiej będzie jeśli już zakończymy.. Ale po raz ostatni.. ta jedna i ostatnia piosenka nie zaszkodzi? Prawda? – spojrzał na chłopaków, którzy mu przytaknęli i podeszli bliżej niego wręczając dodatkowy mikrofon Hope.
- Ale ja nie mogę.. – powiedziała brunetka.
- Pomóż nam, jesteś jedną z Nas. – powiedział Harry.
- Dobra.. – powiedziała niepewnie i spojrzała na swoje ciotki. – Chodźcie do mnie. – gestem ręki wskazała by podeszły bliżej.
One nie wiedząc o co chodzi podeszły. Hope wzięła na ręce swoją młodszą siostrę i spojrzała porozumiewawczo na chłopaków.
- Forever Young, I wanna be Forever Young. Do you really wanne live forever... – zaczął Niall.
Kiedy piosenka się skończyła chłopcy ponownie zaczęli płakać tuląc się do siebie. Fani robili to samo. Nie ważne było czy znasz osobę stojącą obok, to się teraz nie liczyło.
- Forever Young.. – wyszeptał Harry, poczym wszystko się skończyło.
Fani, do których to jeszcze nie dotarło – zostali, natomiast reszta płacząc rozeszli się ostatni raz rzucając na nich spojrzenie. Gdy została już tylko garstka ludzi. Hope wzięła mikrofon i stanęła przed nimi. Chłopcy nie wiedzieli co ona zamierza zrobić, ale żaden nie chciał jej przed tym powstrzymać.
- To Wy jesteście True Directioners. Wy byliście z nimi naprawdę. – szepnęła. – Dziękuję, że im pomagaliście.. – dodała ciszej i po chwili upadła.
Harry szybko podbiegł do dziewczyny i nie wiedząc co się stało zaczął nią lekko trząść.
- Hope, złotko.. Obudź się.. To nie jest zabawne.. – mówił płacząc.
Po kilku minutach dziewczyna odzyskała przytomność.
- Co się stało? – spytał zdenerwowany Niall, mocno przytulając córkę.
- Widziałam mamę.. – szepnęła Hope, poczym wtuliła się w Niall'a i Harry'ego.
Chłopcy nie wiedzieli o co jej chodzi. Brunetka kręcąc głową wstała i śmiejąc się ruszyła w kierunku samochodu Harry'ego.
Przed chwilą w śnie zobaczyła swoją matkę, zobaczyła Noah.
Hope czuła się wspaniale. Zobaczyła ją w śnie, przytuliła się do niej.
Pierwszy raz zobaczyła ją gdzieindziej, niż na zdjęciu.
To było dla niej niedopisania. Znała to, ale teraz nabierało to nowego znaczenia.
Szczęście, miłość, tęsknota, smutek..
Wszystko się ze sobą mieszało.
Hope wsiadła do samochodu wraz ze swoją młodszą siostrą. Po chwili dołączyła do nich reszta.
Nie zamierzali wracać do domu, jeszcze nie teraz.
Ich kierunek był inny.
Po 20 minutach zajechali pod miejsce, w którym spoczywała Noah. Cmentarz.
W oczach niektórych był on nieco straszny, ale dla Hope był to zaniedbany cmentarz, na którym leżą dziesiątki ludzi, tak samo kochanych jak Noah. Wiele ludzi zapomniało o swoich przodkach, rodzinach..
Hope przychodziła tu codziennie. Od najmłodszych lat Harry przychodził z nią tu codziennie i opowiadał.. opowiadał o Noah.
Stanęli przed jej nagrobkiem. Nikt się nie odzywał. Każdy patrzył na jej nagrobek.
Większość z obecnych nie znało jej osobiście, ale mimo wszystko bardzo kochało.
Noah odmieniła ich życie i uczyniła je piękniejszym..
- Noah byłaby z Ciebie dumna.. – powiedział Harry.
Hope spojrzała na wujka uśmiechając się.
- Byłaby dumna z Nas wszystkich.. – poprawiła go. – Z uporem walczyliśmy o to co najlepsze. Z trudem zrezygnowaliście z zespołu.. Wasza przyjaźń trwa 20 lat i będzie trwać.. Ale z dwóch rzeczy jest najbardziej zadowolona.. – rozejrzała się na około. – Z tego, że każdy z Was dbał o mnie i starał się dawać mi wszystko co najlepsze, chociaż i tak najbardziej potrzebowałam miłości, którą okazujecie mi do dzisiaj..
- A druga rzecz? – spytała Perrie.
- Jesteśmy razem i pamiętamy o mamie. – powiedziała patrząc na nagrobek i uśmiechając się.
Nastała cisza..
- Niall, muszę Ci coś powiedzieć.. – powiedział Harry podchodząc do przyjaciela.
Odeszli na bok.
- Wiem to. – powiedział blondyn.
- Ale co wiesz? – spytał szatyn.
- Wiem, że ją kochasz. Każdy to wie. – powiedział Niall patrząc na przyjaciela.
- Przepraszam.. – chłopak spuścił głowę.
- Nic się nie stało. – Niall się uśmiechnął.
- Ale ona kochała Ciebie.. zawsze..
- To również wiem. Wybaczam Ci wszystko, Harry.
Harry uśmiechnął się szeroko. Niall widząc zadowolenie przyjaciela mocno go przytulił, poczym obaj wrócili do reszty.
- Byłaby z nas dumna.. – powiedziała Danielle przytulając Liam'a.
- Jest z nas dumna. – poprawiła ją Hope.
Wszyscy wpatrywali się w nagrobek Noah jeszcze przez kilka chwil, poczym rozjechali się do swoich mieszkań.

Pamięć o Noah przeżyła już kilkadziesiąt lat i będzie żyć przez kilkadziesiąt kolejnych.

______________________
No i mam pomysł na nowe opowiadanie !
Już mam nawet trochę napisanie i nawet jedna osoba mogła czuć się zaszczycona i przeczytać to co mam (Julka) xd
Jej przypadło do gustu i myślę że Wam też powinno : )
Będzie ono o blondynce o imieniu Ruby i jej przyjacielu Harry'm. Chciałabym aby opowiadanie nie przekraczało 30 dni (w opowiadaniu rzecz jasna) . Myślę , że będę je wstawiała jakoś w przyszłym miesiącu , gdy będę miała napisane całe , z tego względu , że wolę mieć napisane i dodawać codziennie (przez 30 dni) niż żeby rozdziały pojawiały się co kilka dni , tygodni ..
Wstawię Wam kilka lepszych fragmentów , może one Was trochę przekonają co do mojego nowego opowiadania
„- Co Ci, debilu? – spytałam.
- Patrz. Widzisz dziewczynę w rudych włosach? I ona wraz z tą czarną trzymają transparent.. – powiedział i ponownie zaczął się śmiać.
Zaczęłam rozglądać się za tym, co przed chwilą powiedział mój przyjaciel. W końcu dostrzegłam dziewczyny. Na wielkim transparencie widniał napis „Harry, fuck us”.
- Niezbyt oryginalne. – powiedziałam i z powrotem usiadłam na kanapie. – Poza tym, są brzydkie! – krzyknęłam patrząc na Hazzę.
- Jesteś zazdrosna i tyle. – powiedział podchodząc do mnie.
- O Ciebie? – uniosłam brwi ku górze.
- Chociażby. – zalotnie się uśmiechnął.
- Tak jak mówiłam wczoraj, dwa lata temu. Już łysy kujon z okularami poruszający się o kulach byłby lepszy od Ciebie. – powiedziałam.”

„– Harry? – odezwałam się niepewnie.
Chłopak spojrzał na mnie smutno, poczym z powrotem odwrócił wzrok.
- Dlaczego? – spytał.
- Zamierzam iść na studia, ale w Holmes Chapel nie ma.. – odpowiedziałam siadając obok przyjaciela.
- A Londyn? – spojrzał na mnie.
- Ciebie i tak nie będzie przez większość czasu w Londynie, to i tak nic nie da. A w Nowym Jorku..
- Co tam jest? – spytał przerywając mi.
- Nic, ale to jest szkoła moich marzeń..
- Nie możesz zostać?
- Harry.. – usiadłam obok niego. – Posłuchaj.. Mam zamiar mieć w przyszłości pracę, nie siedzieć na garnuszku rodziców, nie wysługiwać się mężem. Chcę mieć dobrą pracę i móc kupować dzieciom to, co będą chciały. Ty masz przyszłość zapewnioną. Ja nie. Rodzina pochwala moją decyzję, tym bardziej, że dostałam stypendium.
- Ale ja Ci pomogę. – powiedział patrząc na mnie.
- Nie pozwolę Ci na to, rozumiesz? W przyszłości będziesz miał SWOJĄ rodzinę, ja z moją będę problemem. Potem zapomnisz o mnie, a ja mam zamiar, by moje dzieci tak jak ja, były zadbane, kochane i miały to co najlepsze.
Nastała niezręczna cisza.
- Ja już decyzję podjęłam. To czy ją zaakceptujesz zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. – powiedziałam, poczym wstałam z miejsca. – Jedziesz do Holmes Chapel, czy mam wrócić autobusem? – spojrzałam na niego.”

„(…)
- Rozwija się. Musiałem nawet zatrudnić nowego pracownika, po tym jak oboje mnie opuściliście. – zaśmiał się. – Ale skończmy o piekarni.. Znalazłaś jakiegoś chłopaka? – zapytał zabawnie ruszając brwiami, na co zaśmiałam się.
- Nie. Wie Pan, że TE SŁAWY to nie dla mnie. Ja szukam prostego chłopaka, z którym będzie mnie łączyć coś nadzwyczajnego. Rozumie Pan?
- Rozumiem.. Ale Harry się nadaje, prawda? – uśmiechnął się.
- To mój przyjaciel. To niedorzeczne.. Ja i On? To byłoby dziwne.. – wyjrzałam za okno. – Oj na maksa dziwne. – powiedziałam patrząc na Phil'a.
- Ale Wy pasujecie do siebie. Nie ukryjesz się przed tym. Kiedyś będziecie razem, zobaczysz..
- Wcale nie. – powiedziałam.”

„- Halo? – powiedziałam nadal zaspana.
- Rubs? Gdzie Wy jesteście?! Jakąś godzinę temu wysłałem Ci sms'a, że za pół godziny wyjeżdżamy! – po drugiej stronie słychać było krzyki Harry'ego.
- Spadaj.. – powiedziałam rozłączając się i rzucając telefon gdzieś na bok.”

„- A mogę zrobić sobie z Wami zdjęcie? – spytała patrząc na mnie i Harry'ego.
- To daj aparat lub telefon i Wam zrobię. – powiedziałam.
- Kochanie, powiedziała „Wami”. Chodź, miśku. – powiedział Harry i przyciągnął mnie do siebie.
Z drugiej strony stanęła dziewczynka, Harry odebrał jej telefon i zrobił zdjęcie.
- Proszę. – powiedział, poczym podał jej telefon.
- Ciociu, ciociu! Mam zdjęcie z Harry'm Styles'em i jego nową dziewczyną! – zaczęła krzyczeć na całą plażę.”

„- Przepraszam.. Nie chcę, byś znowu musiała to przeżywać.. – zaczął. – To wszystko odmieniło wtedy nasze życie, nikt nie myślał, że..
- Przestań.. – przerwałam mu. – To przeszłość.
- A co jeśli to wróci? Co jeśli to wszystko powróci?
- To wtedy będzie moja sprawa. Zajmij się sobą, martw się o swój tyłek, bo ludzie będą się mścić za to, że Tobie się udało, a im nie. A choroba w moim przypadku to nic złego. Najwyżej umrę.
- Nie mów tak. Nie przetrwam bez Ciebie ani jednego dnia.
- To się lepiej tego naucz zawczasu. Cześć. – powiedziałam i ruszyłam w kierunku domu.”

„Każdy mi o tym przypomina i każe się oszczędzać. Nic mi nie jest, ale oni wiedzą lepiej.
Nie przemęczaj się.. nie jestem zmęczona.
Zjedz więcej.. nie jestem głodna.
Boli Cię głowa, zaraz przyniosę Ci tabletkę.. nie boli.
Jesteś jakaś blada, połóż się spać.. nie jestem śpiąca, ani blada..
Odkąd istnieje ryzyko nawrotu choroby każdy się o mnie martwi.. bez podstawy..”

Myślę , że to jedne z tych lepszych fragmentów .
W opowiadaniu One Direction jest zespołem i takie tam sprawy xd
Mogę Wam zdradzić , że po 30 dniach (prawdopodobnie) Ruby umrze .. Ale jeszcze co do tego nie jestem pewna , bo ciągle mam nowe pomysły ..
Mogę Wam zagwarantować , że dużo będzie się działo w tym opowiadaniu i myślę , że będzie ono fajne : )
To na tyle : )
Pozdrawiam , Zander :3
  • awatar Belive in Dreams ♥: Ehh..Czytałam już i napisałam Ci co o tym myślę.. Też ryczałam, jak idiotka, ale w końcu nią jestem.. Podobało mi się to, że nie zrobiłaś z Demi takiej "pustej idiotki", tylko normalną dziewczynę.. Wiesz, że jestem cienka w pisaniu komentarzy, nie? A jak nie no to już wiesz..Nigdy nie wiem co mam w nich napisać.. Po prostu masz talent i to co piszesz jest zajebiste! Yeah! Miałam zaszczyt przeczytać Twoje opowiadanie przed innymi :D Jestem bossem xD Czekam aż zaczniesz je dodawać ;D
  • awatar Let me to go to paradise ... †: Ja tu beczę! Jak bobas! ... Świetne porównanie Patrycja... Mniejsza... Więc tak: Po pierwsze: Jest świetny! *-* Aż czytałam 3 razy. xD Łzy mi przeszkadzały i nie mogłam czytać, ale jakoś dałam rade. :) Po drugie: To jest świetne! Jak pierwszy raz pisałaś to wyszło znakomicie! Na prawdę mówię to z czystym sercem! :) Po trzecie: Końcówka ona mnie najbardziej zaskoczyła, albo jak ona (Hope, piękne imię... Nadzieja*-*)"Dziękuję, że im pomagaliście." i upadła, ja tutaj zawału serca dostawałam! xD Świetnie wyszło! Na prawdę! (Już to pisałam, ale Ciiii :D) Cóż opowiadanie zapowiada się bardzo, ale to bardzo interesujące i będzie się działo dużo z czego oczywiście się jak najbardziej cieszę. :D Jak to Ruby umrze?! Nie może Ona kurde umrzeć! Błaaaaaagaaam! Te niektóre fragmenty mnie rozwaliły... XD Nie no, nie mogę się doczekać rozdziały tego opowiadania i nowego opowiadania... Seeeriiooooo... Będzie fajne ... Ja to wiem. :D Kończę bo się rozpisałam. Pozdrawiam, Patyczek xoxo
  • awatar ♥Everything About You♥: OMFG! To pierwsze... Nie powiem, że płakałam, bo nie płakałam. Ja ryczałam jak głupia, kiedy czytałam to po raz pierwszy. Nie wiem czemu śmiesz, bądź śmiałaś twierdzić, że to sie nie nadaje do niczego, nie wiem. To jest genialne, wiesz? Tak samo genialne jak ty! Na pierwszy temat nie będę się rozpisywała, bo już chyba wiesz co o tym myślę. Wiedziałaś troochę wcześniej. Co do nowego opowiadania. Zapowiada się bardzo ciekawie. Niektóre fragmenty naprawdę bawią, hahahahah <3 Ale z tym, że ona może umrzeć to mnie wystraszyłaś, nie starczy ci, że Noah nie żyje?! Oszczędź chooociaż Ruby! Prooszę! Hahahahaha, wieem, że moje prośby się na nic nie zdadzą, bo i tak napiszesz jak uważasz, ale warto próbować. Nieeee? I pewnie, że nam się spodoba i podoba! Proszę! Uwierz w końcu w siebie i w to, że to co robisz nigdy nie było beznadziejne, nie jest i nie będzie! <333 To ja, Oliś xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

*13 września 2013 – piątek. Erie.*
Wypoczęta obudziłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu. Elliot'a nie było w pokoju. Wstałam z łóżka i ruszyłam w kierunku kuchni. Zapach jajecznicy roznosił się po całym apartamencie. Przechodząc obok kanapy w salonie zauważyła Jaxon'a śpiącego na ziemi i Marco oglądającego TV.
- Dzień dobry. – powiedziałam do niego.
- Cześć Ann. – odpowiedział mi
- Nieźle wczoraj zabalowaliście. – zaśmiałam się. – O której wróciliście?
- Coś po 5. – odpowiedział trzymając głowę i pocierając skronie.
- Mam nadzieję, że to będzie nauczka i nie upijecie się więcej. Słychać Was było tutaj nawet. Około 23 dostałam sms'a od Philip'a, że Ty i Jaxon byliście nieźle najebani, bo złapaliście się bramy jakiegoś domu i krzyczeliście, dlaczego Was zamknęli. – zaśmiałam się. – Wszyscy w domciu zdrowi? – spytałam z udawaną troską w głosie.
- Bardzie śmieszne, Ann.. – powiedział udając śmiech. – Elliot czeka w kuchni.
- Przecież go widzę. – powiedziałam z ironią.
- To lepiej idź, zanim Cię dorwę za te Twoje teksty. – powiedział i ze złością na mnie spojrzał.
- To zgłoś się do mnie jak wytrzeźwiejesz. – zaśmiałam się i ruszyłam w kierunku Elliot'a.
Podeszłam do niego i przytuliłam od tyłu, lekko muskając jego szyję.
- Witaj śpiochu. – powiedział i odwrócił się w moją stronę.
Delikatnie, a zarazem namiętnie mnie pocałował.
- Jak się spało? – spytał.
- Znakomicie, tylko że znowu obudziłam się sama.. – powiedziałam i udałam smutną.
- Przepraszam, ale robiłem nam śniadanie i musiałem dać tabletki i wodę Marco, bo najebał się.. – głośno westchnął.
- Wybaczę, jeśli dasz mi jeść. – zaśmiałam się.
- Nie ma sprawy. – zaśmiał się.
Usiadłam na krześle i zaczęłam obserwować co robi blondyn. Po chwili podał mi talerz z jajecznicą polaną ketchupem.
- Proszę. – powiedział i uśmiechnął się.
W tym momencie Marco i Jaxon dołączyli do nas. Z obrzydzeniem spojrzeli na mój talerz.
- Jak Ty możesz jeść jajecznicę z ketchupem? – spytał Jaxon.
- Jak możesz spać na dywanie w salonie? – spytałam śmiejąc się.
Jaxon skrzywił się i zaczął konsumować swoją porcję, którą przed chwilą podał mu Elliot.
- Mam dla Was wszystkich niespodziankę. – zaczął mówić Elliot.
- Jaką? – spytałam przeżuwając jajecznicę.
- Kupiłem dom. – powiedział i wzruszył ramionami.
- To fajnie! – krzyknęłam uradowana, lecz po chwili tego pożałowałam.
- Jezu, Ann, ciszej.. – powiedział pełnym bólu głosem Marco.
- Przepraszam.. – szepnęłam. -A gdzie? – spytałam spokojniej.
- Na 407 East 14th Street. – powiedział blondyn. – Duży dom. Pomieści nas wszystkich. Za kilka lat i tak wynosimy się stąd i wracamy do Anglii bądź Irlandii, więc pomieszkamy trochę tam. Spokojna okolica, mili sąsiedzi.
- To kiedy się wprowadzamy? – spytał Jaxon.
- Kiedy będziemy chcieli. – odpowiedział obojętnie Elliot.
- To lecę się pakować. – powiedziałam i pospiesznie odeszłam z kuchni.
Wbiegłam do pokoju i szybko zaczęłam pakować moje rzeczy. Gdy skończyłam podeszłam do okna. Na plaży było pełno osób. Zachwycali się ciepłem, albo raczej gorączką panującą na zewnątrz.
Po chwili poczułam czyjeś ręce na moim brzuchu.
- Jak tam nasz mały Robbie? – spytał i lekko musnął moją szyję.
- William? – spytałam lekko się śmiejąc.
- Robbie, to będzie Robbie. – powiedział Elliot i odwrócił mnie w swoją stronę.
- Dlaczego? To ja noszę go pod sercem. To ja będę się męczyła, żeby on przyszedł na świat. – powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
- Ale to dzięki mnie on jest pod Twoim serduszkiem. – mruknął.
- Raczej dzięki Twojemu plemnikowi. – wtrąciłam śmiejąc się.
- Kochanie, uważaj na słowa. Bo w nowym domu będziesz spała na kanapie.
- Zabawne Elliot. Kobieta w ciąży nie powinna spać na kanapie. – uśmiechnęłam się zwycięsko.
- I nie powinna uprawiać seksu..
- Cii.. Bo chłopacy usłyszą.. – powiedziałam uderzając go w ramię.
- Skarbie, cały hotel już słyszał. Szczególnie Twoje jęki w nocy. – zaśmiał się.
- Świnia! – krzyknęłam.
Popchnęłam go i wzięłam w rękę swoją walizkę. Wyszłam z pokoju i stanęłam w salonie.
- Spakowani? – spytałam chłopaków, a Marco ręką wskazał walizki. – To dobrze, idziemy, już!
Chłopcy jak na gwałt wstali i chwycili swoje walizki, a Jaxon – już bez nogi w gipsie – wziął moją.
- Dziękuję. – szepnęłam i ucałowałam jego policzek. – Jesteś zupełnie inny, niż ten kretyn! – powiedziałam trochę głośniej.
Chłopak uśmiechnął się i razem ze mną i Marco wyszedł z pokoju. Windą zjechaliśmy na parter i usiedliśmy przy recepcji. Po chwili dołączyła do nas reszta ekipy. Wsiedliśmy do autobusu wynajętego przez Elliot'a.
Po półgodzinnej jeździe w końcu dojechaliśmy na 407 East 14th Street. Elliot szedł jako pierwszy. Otworzył nam drzwi i kazał wejść do środka. Jako, że jestem jedyną dziewczyną weszłam jako pierwsza.
Zaraz na wejściu był wielki hol z szafą w ścianie – pewnie na kurtki i buty. Dalej były trzy pary drzwi. Uchyliłam te po lewej – kuchnia, po prawej – salon, na wprost schody na górę.
Najpierw ruszyłam do kuchni. Duża, przestronna, urządzona bardzo stylowo, nowocześnie. Piekarnik, duża lodówka, szafki, zmywarka. Cud, miód i malina.
Opuściłam kuchnie i weszłam do salonu. Tak samo jak kuchnia – urządzony stylowo, tyle że bardziej wiejsko, co wyglądało pięknie. Na ścianach obrazy i portrety każdego z nas, wyglądało to pięknie. Na środku czarna, skórzana kanapa, przed nią szklany, brązowy stolik, a po bokach dwa fotele. Na wprost mnie widać było duże szklane drzwi i kilka okien, z których widać było zielony ogródek.
Weszłam głębiej. Po lewej były drzwi. Otworzyłam, a tam krótki korytarz i dwie pary drzwi.
Już wiedziałam, że te dwa pokoje są moje i mojego synka.
W pierwszych drzwiach był błękitny pokój z jasnym łóżeczkiem pod oknem i kilkoma szafami. To będzie pokój naszego synka.
Teraz czas na drugie drzwi. Powolnie zbliżam się do nich. Lekko je uchylam. Moim oczom ukazuje się liliowy pokój z jasnymi meblami. Duże łóżko z żółtą pościelą. W oknach żółte zasłonki i liliowe rolety.
- Podoba się? – spytał Elliot, obejmując mnie od tyłu i kładąc brodę na moim ramieniu.
- Jest pięknie. – szepnęłam. – Dziękuję.
- Dla Ciebie wszystko. – powiedział i lekko musnął moją szyję. – Chodź do chłopaków.
Wyszliśmy z naszego pokoju i weszliśmy do salonu. Chłopacy już tam siedzieli. Większość na podłodze. Dla mnie miejsca nie było, więc usiadłam na kolana Marco, który nie wzruszony usiadł tak, żeby było mi wygodniej.
- Więc jak wiecie.. – zaczął mówić Elliot. – Ann jest w ciąży i za 7 miesięcy na świat przyjdzie nas synek Robbie.
- William. – wtrąciłam.
- Robbie..
- William!
- Przestańcie się kłócić. – powiedział Drake.
- Dobra. – powiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Za tymi białymi drzwiami są dwa pokoje. Mój i Ann oraz mniejszy dla naszego pierworodnego. Nie możecie tam wchodzić. – Elliot kontynuował. – Wy śpicie na górze. Po 23 nie chcę, żeby było słychać Was. Ma być cicho. Marco i Jaxon.. Wy najczęściej przychodzicie najebani, więc wtedy kierujcie się na górę, nie tu na kanapę.
- Jasne. – powiedział razem.
- Mogę coś powiedzieć? – zgłosił się Andrew.
- Wal. – powiedział Elliot i przeniósł swój wzrok na niego.
- Skoro my mamy być cicho, to Wy też, tak? – spytał tłumiąc śmiech.
- Ja płacę za ten dom. Moje zasady. A ja.. nigdy się ich nie trzymam, więc mogę robić co chcę. A jeżeli któryś z Was złamie tą zasadę, to wyleci na zbity pysk. Rozumiemy się? – powiedział Elliot.
Każdy z nas kiwnął potwierdzająco głową.
- Marco, masz mojego laptopa? – spytałam i spojrzałam na niego.
- Tak. Na górze. Przynieść Ci go?
- Jakbyś mógł. – uśmiechnęłam się.
Zeszłam z jego kolan, a on pobiegł na górę, natomiast ja zajęłam miejsce na kanapie. Po chwili wrócił z białym notebookiem. Podał mi go i usiadł na białym, puchatym dywanie, poczym zaczął mi się przyglądać. Szybko włączyłam go i włączyłam jakąś plotkarską stronę. Moją uwagę przykuł wielki napis: „Niall Horan i jego nowa piękność! Kto to taki?!”.
Zaciekawiona włączyłam tą stronę i zaczęłam czytać.
„Piękna brunetka, mierząca 1.64 m. Aktorka, modelka i piosenkarka. Aliana Lohan (siostra Lindsay Lohan) – ta o to piękność pojawia się coraz częściej u boku Niall'a Horan'a z One Direction. Para przestaje ukrywać się przed paparazzi. Poznali się pod koniec lipca na imprezie charytatywnej, na której One Direction grało swój nowy kawałek „Female”, który jest singlem promującym nową płytę „The passage of time”. Piosenkę napisał Niall z pomocą Eda Sheerana. Przykładowa zwrotka:
„One thing I left../Jedno mi pozostało..
Wait for you without end./Czekać na Ciebie bez końca.
Because you are my first../Bo Ty jesteś moim pierwszym..
And the last sunset!/I ostatnim zachodem Słońca!”
Singiel „Female” opowiada o dziewczynie, na którą chłopcy będą czekać do końca swojego życia. Wracając do Niall'a i Aliany.. Aliana potwierdziła związek, ale blondyn nadal milczy. W każdym bądź razie życzymy im szczęścia.”
Piosenkę napisał Niall z myślą o mnie.. On nadal kocha mnie.. Ale próbuje zapomnieć, tak jak ja. Ale czy to możliwe?!
Wyłączyłam stronę i zalogowałam się na Twitter'a.
Nialler miał dzisiaj urodziny.
Weszłam na jego profil i napisałam kilka słów.
Gdy to zrobiłam szybko wylogowałam się z Twitter'a i wyłączyłam notebooka.
- Dzięki, możesz go sobie wziąć. – powiedziałam podając sprzęt Marco, który tylko skinął głową i uśmiechnął się.
Wstałam i ruszyłam w kierunku pokoju, mojego i Elliot'a.
- Gdzie idziesz, kochanie? – spytał blondyn.
- Idę się położyć. Spać mi się chce. – powiedziałam i wymusiłam uśmiech na twarzy.
- Dobrze. – powiedział Elliot uśmiechając się.
Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Czy byłam zmęczona? Nie, po prostu muszę pomyśleć.. W samotności..

Niall 's POV
Od rana na Twitterze dostaję pełno życzeń z okazji urodzin, jak i obelg, że spotykam się z Alianą. Co tym wszystkim ludziom do tego?
Przeglądając życzenia trafiłem na jedno, które przyciągnęło moją uwagę.
„Więc to dzisiaj jest ta piękna data! To Twoje 20 urodziny! Scruffy, stary już jesteś! Nie mam daru do wymyślania życzeń, więc będą one skromnie, ale za to płynące prosto z serca. Kochaj jakby nikt Cię nie zranił. Pracuj, jak gdybyś nie potrzebował pieniędzy. Tańcz, jak wtedy, gdy nikt nie patrzy. Śpiewaj, jak gdyby nikt nie słuchał. Żyj jak gdybyś był w raju. Ahh.. I jeszcze jedno. Przekaż Alianie, że ma o Ciebie dbać.. W końcu o każdy dar trzeba dbać, a Ty nim jesteś.. Wszystkiego Naj, Scruffy! Shawty xoxo”
Życzenia z podpiskiem „Shawty”.. Chwileczka.. Przecież razem z Ann wymyśliliśmy sobie ksywki. Ona mówiła mi „Scruffy”, a ja jej „Shawty”.. Więc były to od Niej życzenia. Od mojej Annie! Na samą myśl o niej uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
Nazwała mnie darem.. Miło z jej strony. Ja jestem darem, a Ona Aniołem zesłanym na ziemię, by chronił ludzi, na których jej zależy. By chronić rodzinę, chłopaków i MNIE.
W szpitalu ostrzegała.. Mam się nie przyzwyczajać, bo Ona ma zwyczaj uciekać.
Tak też zrobiła..
Uciekła..
Zostawiła mnie samego..
Z problemami i wielką miłość do NIEJ.
Tylko, że JEJ już nie ma, a chłopacy na marne wmawiają mi, że ONA wróci.
Niepotrzebnie.
~~~~
„Scruffy i Shawty na zawsze razem” – taki napis został wyryty w ich sercach na zawsze, tylko że ONI nie zdawali sobie z tego sprawy..
**

6 grudnia 2013 – piątek. Erie.
Dochodziła 5 nad ranem, ale nie mogłam spać.
Ślub z Elliot'em wzięłam w listopadzie. Chcieliśmy, by nasz potomek był ślubnym dzieckiem. I tak się stanie.
Końcówka 6 miesiąca ciąży, a brzdąc dawał o sobie znać. Coś przed 6 obudził się Elliot.
- Czemu tu jest tak mokro, a Ty nie śpisz? – spytał przecierając oczy.
- Jak mokro? – zdziwiłam się.
- Rozlałaś coś? Czy rodzisz? – spytał śmiejąc się.
- Nie miałam picia tutaj. – odpowiedziałam szybko.
W tym momencie zgięłam się w pół.
- Kochanie?! Nic Ci nie jest?! – spytał wystraszony Elliot.
- Zawieź mnie do szpitala! – rozkazałam.
Chłopak kiwnął głową i natychmiast wstał. Ubrał dresy, adidasy i jakąś zmiętoloną koszulkę, poczym podszedł do mnie. Pomógł założyć mi spodnie dresowe, jakąś jego koszulkę oraz trampki. Wziął mnie na ręce i wyniósł z mieszkania. Wsadził mnie do swojego Seat’a Leon Cupra na miejsce pasażera, a sam usiadł na miejscu kierowcy. W 20 minut byliśmy w szpitalu. Na sali poczekań było pełno ludzi, ale byłam jedyną, która prawdopodobnie rodziła. W końcu nadeszła nasza kolej. Powoli doczłapałam się do pielęgniarki.
- Co się dzieje? – spytała spokojnym tonem.
- Moja żona.. Ona prawdopodobnie rodzi.. – powiedział zdenerwowany Elliot.
- Panie Butler? Mamy kobietę z podejrzeniem porodu. – powiedziała znudzona.
Średniego wzrostu brunet podszedł do nas.
- Który miesiąc? – spytał i zaczął oglądać mój brzuch.
- Końcówka 6. – powiedziałam.
- Poważnie? Brzuch ma Pani tak, jakby już było po terminie. - zaśmiał się. – Zapraszam na porodówkę.
Elliot pomógł mi dojść na salę. Lekarz kazał mi się położyć i ściągnąć spodnie. Tak też zrobiłam. Blondyn stanął obok mnie i chwycił moją rękę.
- Będę cały czas przy Tobie. – powiedział.
- Dziękuję. – szepnęłam.
Po chwili na porodówkę wszedł niejaki doktor Butler z dwoma pielęgniarkami.
- Panno Edwards, proszę sprawdzić rozwarcie. – rozkazał brunetce.
Kobieta zajrzała i spojrzała na mężczyznę.
- Około 2 centymetrów. – powiedziała.
- To będzie musiała być cesarka. – powiedział i przygotował wszystko co potrzebne.
Blondynka – druga pielęgniarka – zaczęła wbijać mi w skórę środki znieczulające.
*
W końcu po wszystkim. Elliot siedzi obok mnie i próbuje dodzwonić się do chłopaków, którzy od rana dobijają się do niego.
- Siema… Jesteśmy w szpitalu… Ann miała cesarkę… Jeszcze nie wiemy… Jak czegoś się dowiemy to od razu Was poinformuję… Muszę kończyć… Cześć. – odłożył telefon na szafkę.
W tym momencie do sali wszedł lekarz.
- Co z nim? – spytał Elliot.
- Spokojnie, Panie Schneider. – powiedział lekarz uśmiechając się. – Czegoś takiego jeszcze nie było. Wasz syn dostał 10 na 10 w skali Apgar'a. Niesamowite! Jest wcześniakiem rozwiniętym jak dziecko, które urodziło się w terminie takim jak powinno, a nawet jest lepiej z nim. Wasz syn jest 9 cudem świata!
- A nie 8? – wtrąciłam się.
- 9. Wiesz dlaczego? Bo 8 cudem jest to, że moja żona jeszcze nie spaliła domu. – zaśmiał się.
- Moja Ann nie gotuje. – powiedział Elliot i zaśmiał się.
- Elliot! Nie dopuszczasz mnie do kuchni, to jak mam gotować? – spytałam.
- Nie ugotowałabyś dla nas wszystkich jedzenia, kotku. – puścił mi oczko.
- Spadaj. A kiedy będziemy mogli wyjść? – spytałam.
- Za dwa, trzy dni. – powiedział lekarz i z uśmiechem na twarzy wyszedł z pomieszczenia.
- Czyli Robbie? – spytał Elliot.
- Mam dość kłócenia się. – powiedziałam. – Będzie Robbie William Schneider.
- Dziękuję, kochanie. – powiedział i ucałował mnie w czoło.
(…)
______________________________
Jestem ! Po długiej przerwie wróciłam z ostatnim rozdziałem .
Dwie wiadomości . Jedna dobra , jedna zła .
Dobra :
Mam zamiar kontynuować to opowiadanie , mam na nie pomysł .
Zła :
ZAWIESZAM BLOGA !
Nie wiem kiedy wrócę .
Postaram się jak najszybciej , ale nic nie obiecuję ..
Mogę wrócić we wrześniu, październiku .. nie wiem ..
Wytłumaczenie :
Będę od września dojeżdżać do szkoły , skąd powroty będą około 17 , i praktycznie nie będę miała czasu na wejście na kompa i pisanie .. W weekendy praktycznie będę odsypiać , albo zajmować się dziećmi tak jak dotychczas .. Ale będę starała się pisać .. Obiecuję ..
I tak ..
Możecie dalej powiadamiać mnie o rozdziałach . Będę je czytała , gdy znajdę chwilkę : )
To chyba wszystko , co chciałam Wam przekazać .
Widzimy się w przyszłości xd
Bajo <3
‘Zander :3

PS. Widzę, że mój Aleksander zdobył popularność , w tamtym tygodniu oglądał WMYB na esce i nawet fajnie tańczył , ale nie zdążyłam go nagrać xd

Do zobaczenia : )
  • awatar **I will forgive, but never forget **: Idealny ... Tylko trochę pogubiłam, się w postaciach , długo Cię nie było ... Weny weny do tworzenia zajebistości ! Buziakii
  • awatar dying for love: Awwww *.* cudowny! Ann jest w ciąży z Elliotem - moja reakcja "DZIEWCZYNO OGARNIJ SIĘ, KOCHASZ NIALL'A I ROBISZ TO Z INNYM" grrr. Ale w ciąż wierzę, że będzie z Horankiem. :D <3
  • awatar Let me to go to paradise ... †: ;o Nie spodziewałam się , że ona będzie w ciąży i co najlepsze , że weźmie ślub ! :) Urooodziłaaa zdrowego chłopczyka . *-* Życzenia dla Niall'a *-* Świetne . Szkoda , że zawieszasz , ale będę wytrwale czekać , aż wrócisz . :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*12 czerwca 2013 roku (środa), Erie.*
- Wstawaj piękna.. – obudziło mnie szeptanie jakiegoś chłopaka.
Otworzyłam oczy i moim oczom ukazał się Elliot. Zajęłam siedzącą pozycję.
- Co chcesz? – spytałam przecierając oczy.
- Przygotowałem dla Ciebie śniadanie, a potem spędzamy razem popołudnie. – szepnął i lekko pocałował mnie w czoło. – Czekam w kuchni.
Niechętnie zgramoliłam się z łóżka i podeszłam do niewielkiej komody w celu wyszukania jakichś ciuchów.
Po dłuższym zastanowieniu wybrałam różowe rurki, białą bokserkę z nadrukiem minki oraz czarne trampki i białą bieliznę.
Z ciuchami udałam się do łazienki. Wzięłam szybko prysznic, umyłam włosy i wyszłam spod kabiny. Ubrałam bieliznę i wysuszyłam włosy. Ubrałam resztę rzeczy. Wyprostowałam włosy i spryskałam je lakierem. Lekko pomalowałam rzęsy i wyszłam z łazienki. Po chwili siedziałam już przy blacie w kuchni. Elliot stał przy kuchence i coś smażył.
- Ty gotujesz? – spytałam lekko zdziwiona.
- Kocham to robić. – powiedział z uśmiechem.
W tym momencie do salonu/kuchni wszedł Marco z Jaxon'em.
- Dzień doberek! – krzyknął szczęśliwy Marco.
- Ćpałeś? – spytałam, na co Elliot prychnął.
- Nie. My wychodzimy. - powiedział i ruszył w kierunku drzwi razem z Jaxon'em z nogą w gipsie.
- Kiedy wrócicie? – spytał Elliot.
- Wieczorem. Zostawiamy Wam wolny apartament. Tylko grzecznie. – Jaxon pogroził nam palcem i obaj wyszli przez drzwi.
- To jesteśmy sami. – powiedział Elliot.
- Taa.. Co tam robisz? – spytałam zaglądając mu przez ramię.
- Śniadanie. – zaśmiał się.
Po chwili podszedł do mnie i na talerz nałożył mi dwa naleśniki, poczym polał je syropem klonowym. To samo zrobił dla siebie i usiadł obok mnie.
- Smacznego. – powiedział i razem zaczęliśmy konsumować nasze śniadanie.
- To co dzisiaj robimy? – spytałam po chwili.
- Myślałem, że dzień filmów? – spojrzał na mnie.
- Dla mnie bomba. – powiedziałam uśmiechając się.
Chłopak uśmiechnął się ukazując dołeczki w policzkach. Gdy już zjedliśmy Elliot pozmywał.. nie chciał dopuścić mnie do zlewu.. idiota..
- To chodź, piękna. – powiedział, gdy skończył, poczym podszedł do mnie.
Złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę kanapy. Szybko na niej usiadłam, a Elliot poszedł po filmy. Po chwili podał mi je.
- Wybierz coś fajnego. Ja idę zrobić popcorn. – powiedział, poczym zniknął w kuchni.
Przejrzałam filmy, poczym wybrałam „Toy story”. Włożyłam płytę do odtwarzacza i z pilotem w ręce usiadłam na kanapie. Chwilę później usiadł obok mnie Elliot.
- To co oglądamy? – spytał.
- Zobaczysz. – uśmiechnęłam się zadziornie i włączyłam film.
Chłopak zaśmiał się i zaczął wpatrywać w ekran. Po chwili na ekranie pojawił się tytuł, a Elliot śmiejąc się spojrzał na mnie.
- Serio, Annie? Serio? – spytał.
- Och zamknij się i oglądaj. – powiedziałam i odwróciłam od niego wzrok.
Chłopak stłumił swój śmiech i zaczął oglądać.

*Wieczór*
Akurat oglądaliśmy „Trzy metry nad niebem”, gdy do naszego apartamentu wleciał Jaxon z Marco.
- Siema! – przywitali się i rzucili na kanapę obok nas.
- Chyba powiedzieliśmy Wam, że macie być grzeczni, co nie? – powiedział Marco i spojrzał na nas.
- Co Ty bredzisz? – spytał Elliot.
- No wiesz.. Annie leży na Twoich kolanach.. – powiedział Jaxon.
- Ach to! – powiedziałam i usiadłam. – Kręgosłup bolał mnie od siedzenia to się położyłam. A gdzie Wasze laski, co?
- A poszły na imprezę. I nie nasze, okey? – odpowiedział mi Marco.
- Jasne, jasne. – podniosłam ręce do góry w geście poddania się.
Obejrzeliśmy film do końca i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Szybko się przebrałam i weszłam pod kołdrę. Kilka minut później ktoś zapukał do mojego pokoju i po chwili wszedł do środka.
- Mogę na chwilę? – spytał Elliot.
- Jasne. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy. – Mam akurat do Ciebie takie małe pytanie, więc właź.
Farbowany blondyn usiadł koło mnie na łóżku.
- Może Ty zacznij. – powiedział i spojrzał na mnie, poczym spuścił wzrok.
- Dlaczego to wszystko robisz? Mógłbyś wyjść z Marco i Jaxon'em na laski, a Ty wolisz siedzieć tu i to na dodatek ze mną. Dlaczego?
- I to właśnie ta sprawa. – uśmiechnął się. – Annie, ja Cię kocham, rozumiesz? – spojrzał na mnie. – Zdaję sobie sprawę, że w Twoim sercu jest teraz ten blondyn. Ale chciałbym, żebym to ja teraz w nim był. Będę robił wszystko, byś była szczęśliwa..
- Elliot.. – zaczęłam. – Doceniam to, naprawdę..
- Annie.. – wciął mi się. – Posłuchaj, to co do Ciebie czuję.. to coś więcej niż miłość. Gdy nie ma Ciebie obok.. wariuję..
- Skąd wiesz, że mnie kochasz? – spytałam przerywając mu.
- A skąd wiesz, że Cię dotykam?
- Czuję to.
- No właśnie. Czuję to. – odpowiedział i złapał mnie za rękę. – Daj mi szansę, a nie pożałujesz.. Będziesz najszczęśliwszą dziewczyną na tej ziemi.
- Zgoda. Ale pomóż mi o nim zapomnieć.. pomóż mi.. Niech będzie szczęśliwy z inną.. Niech o mnie zapomni.. Ja też zapomnę.. Kiedyś na pewno.. Pomóż mi, Elliot..
- Pomogę.. –powiedział i lekko ucałował moje czoło. – Śpij dobrze.
Wstał i ruszył do drzwi.
- Nie. Zostań. – powiedziałam, a farbowany blondyn spojrzał na mnie. – Śpij dziś u mnie.
Chłopak podszedł do łóżka. Ściągnął spodnie i koszulkę, poczym położył się na drugiej stronie łóżka. Położyłam głowę na jego torsie, a ręka chłopaka spoczęła na mojej talii.
- Opowiedz mi coś o sobie. – powiedział po dłuższej chwili Elliot.
- Co na przykład? – spytałam lekko się śmiejąc.
- Kto to był ten Chris? – na samo imię przeszły mnie ciarki. – Jeśli nie chcesz, to nie musisz..
- Powiem Ci.. – przerwałam mu. – Chris.. Miał wtedy miesiąc.. Miałam wtedy 15 lat.. Był to mój syn. Mój i Jaxon'a.. Stevenson porwał go.. – z moich oczu uleciało kilka łez. – Porwał i zabił.. Rozumiesz? Zabił mojego syna. Wtedy przysięgłam sobie, że zemszczę się. Że zabiję Jordan'a.
- Przykro mi.. A czy.. ktoś o tym wiedział?
- Oprócz mnie i chłopaków nikt. Kilka dni później policja znalazła ciało w jeziorze w Doncaster. A ja nie mogłam tam nawet pójść i zobaczyć ostatni raz mojego synka.. – Elliot zaczął głaskać mnie po głowie. – Wszystkiego dowiadywałam się od ludzi, albo z prasy, Internetu. Zastrzelił go. A najgorsze było to, że policja nic mu nie zrobiła. Puściła go wolno. To był cios poniżej pasa. Razem z chłopakami obiecaliśmy sobie, że jak nadejdzie odpowiedni czas.. zabijemy go.
- Ale jak on mógł zabić dziecko?!
- Skąd do cholery mogę wiedzieć? Jebana policja gówno zrobiła w tej sprawie. Nie wszczęli nawet dochodzenia. Tylko przesłuchali Jaxon'a i Jordan'a. Nic więcej.
- Gdybym wcześniej wiedział..
- To i tak by nic nie zmieniło..
- Wiem, ale to ja był zabił tego drania..
- Elliot, nie poświęcaj się dla mnie.
- Muszę.. Jesteś dla mnie wszystkim. Będę poświęcał się dla Ciebie cały czas. Zapamiętaj: od dziś jesteś moją dziewczyną i zarazem najszczęśliwszą kobietą na ziemi. A to oznacza, że szacunek i miłość masz zagwarantowaną.
- Dziękuje.. – szepnęłam.
- Nie ma sprawy. A teraz idziemy spać. Dobranoc, Annie. – powiedział i ucałował mnie w czoło.
- Dobranoc, Elliot. – powiedziałam i zamknęłam oczy.
Bicie serca Elliota cały czas w tym samym rytmie ukołysało mnie do snu..

*Jakoś w lipcu. Londyn. Niall 's POV*
Ann nie odzywa się od miesiąca. Miłość mojego życia zniknęła i nie daje znaku życia. Policja zgubiła trop. To jest chore! Jak mogą zgubić trop takiej ilości ludzi?!
- Ejj, Niall, stary? – z rozmyśleń wyrwał mnie głos Louis'a.
- Co?! – warknąłem.
- Masz już jakiś fragment piosenki?
- Tak.
- To zaśpiewaj?
Wziąłem gitarę do ręki i zacząłem grać melodię, by po chwili dodać wokal.
- One thing I left../Jedno mi pozostało..
Wait for you without end./Czekać na Ciebie bez końca.
Because you are my first../Bo Ty jesteś moim pierwszym..
And the last sunset!/I ostatnim zachodem Słońca!
Odłożyłem gitarę na łóżko i spojrzałem na Louis'a.
- To było piękne. Pisałeś to specjalnie dla Ann? Prawda? – spytał niebieskooki.
Kiwnąłem głową potwierdzając jego słowa.
- Łatwo powiedzieć koniec, ale nie łatwo przestać kochać. – powiedziałem.
- Stary.. Ona wróci.. – powiedział Lou i uśmiechnął się.
- Ona już nie wróci...
- Wróci, wróci. Zobaczysz.
- Nie! Bo tam jest On..
- A kim jest On? – Lou się zdziwił.
- On? On jest dla niej kimś ważnym. Jest kimś kto potrafi sprawić, że Ona się raduje. Kimś kto prostuje i koloruje jej życiową drogę.. Właśnie dlatego Ona nie wróci..
- Skąd wiesz o NIM? – spytał akcentując ostatnie słowo.
- Jakaś fanka podesłała mi zdjęcie Ann jak spacerowała z jakimś chłopakiem po plaży. Za rękę.
- Ale to nic nie znaczy. Może spotykać się z nim, ale kochać może Ciebie. Mówi się: „jak kocha to wróci”.
- A co jeżeli druga osoba pomyśli tak samo? – spytałem i spojrzałem na przyjaciela.
Louis lekko zdziwiony spojrzał na mnie.
- Ona nie pomyśli. Zaufaj mi. Ona wróci. Kiedyś na pewno wróci. Musi po prostu przeczekać tą burzę. – powiedział po dłuższym zastanowieniu.
- A co jeśli nie? Wyjdzie za tamtego blondyna, urodzi mu piękne dzieci, zamieszkają na wsi w ładnym domu i umrą razem. Ich śliczne dzieci pochowają ich razem na cmentarzu, a na ich nagrobku będzie wyryte: „Na zawsze razem..”? Co wtedy? Nadal będziesz uważał, że wróci?
- Dlaczego Ty do cholery cały czas masz czarne scenariusze przed oczami?! Annie nie jest taka głupia! Za 10 lat znowu pojawi się w Twoim życiu i wtedy będziesz prosił mnie o wybaczenie, że mi nie wierzyłeś! – krzyknął i wyszedł z mojego pokoju trzaskając drzwiami.
A co jeśli Louis ma rację? Co jeśli za 10 lat będzie przy mnie? To absurdalne! Za 10 lat będzie szczęśliwa z tamtym blondynem..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ubiór Ann :
___________________________________
Dobra , więc tak ..
Na początku ..
Siemacie , jak tam u Was ? XD
U mnie zajebiście ^^
Odzyskałam cały folder z tym opowiadanie *_*

Hmm ..
W tamtym tygodniu miałam 4 letniego chłopca do pilnowania . Zajebisty dzieciak *_*
No zobaczcie jaki słodziak , zajebisty prawda ? *_*
O a paczcie tu ! Oglądał se BSE !! Rośnie Directioner XD
A tu takie ze mną .. Miał się uśmiechnąć, ale coś nie wyszło XD
Oo , on ma na imię Aleksander i ma trójkę braci , w tym jednego młodszego – będzie miał roczek 19 sierpnia – Karola , który jest jeszcze bardziej słodszy od Olka . tym młodszym też się zajmuję czasami , ale ostatnio go nie miałam , bo gdy byli nad morzem to złapał jakąś bakterię i teraz leży w szpitalu .. : c

27 lipca byłam se na weselu *_* Było zajebiście , był tam taki Kamil (19 l.) – dupek ponad dupkami , ale zajebiście się z nim kłóciło . Uwielbiam gościa , tylko szkoda , że kiepsko prowadzi – nie chcecie wiedzieć XD ^^
Kamil jest bardzo podobny do Harry'ego .. Przystojny , ma zajebisty uśmiech , piękne niebieskie bądź szare (nie pamiętam dokładnie XD) oczy , jest flirciarzem .. Ogólnie to mógłby być moim chłopakiem , gdyby nie to , że strasznie się do mnie podlizywał i miał beznadziejny patent na wyrwanie mnie do tańca (wziął mnie na ręce , przez co prawie dostałam zawału – mam lęk wysokości, zaniósł na środek parkietu , postawił i chwycił za ręce , a że ja nie umiem tańczyć to zaczęłam mu się wyrywać .. Skończyło się na tym , że usłyszałam , że jestem bardzo silna i do końca wesela nie odstępował mnie na krok..)
Na poprawinach w niedzielę , gdy pomagałam sprzątać stał cały czas koło mnie . Czułam jak mnie mierzy wzrokiem .. Gdy się odwróciłam i powiedziałam , że ma się odczepić i pomóc im w kuchni , poszedł , więc ja poszłam do takiej kanciapki z talerzami itp. i pomagałam im tam .. Potem wyszłam i przy barze stał Kamil z Radkiem (drugi flirciarz , tyle że ten Radek ma 31 lat..) zaczęli się na mnie gapić to ja też zaczęłam. Oni odpadli pierwsi więc ja zaczęłam się z nich śmiać , z czego usłyszałam , że jestem ruda .. Tyle że kuźwa nie wiem w którym miejscu XD Kamil jest debilem , tyle w tym temacie : )
Gdy w niedzielę wychodziłam z sali i miałam zamiar iść do domu , usłyszałam , że mam się pilnować , bo Kamil na mnie poluje – nie wiem , czy Radek żartował , czy co, ale od tamtego czasu rozglądam się za jego fioletowym skuterem i czerwonym samochodem .. Nie to , żebym się bała , czy coś , ale tak będzie lepiej .. Nie wiem do czego Kamil jest zdolny .. XD


Dobra , teraz z innej beczki .. Słyszałyście o projekcie BUTTERFLY ?
Jeśli nie to macie , znalazłam na FB :
UWAGA! BUTTERFLY PROJECT.
http://butterfly-project.tumblr.com/
.
czyli akcja, której zasady to:
1. Kiedy czujesz się źle, i decydujesz się na pocięcie się, weź marker, długopis, lub mazak i narysuj motyla na swojej ręce lub dłoni.
2. Nazwij motyla po kimś kogo kochasz, lub po kimś kto naprawdę chce żebyś czuł(a) się lepiej.
3. Musisz pozwolić motylowi zniknąć naturalnie. ŻADNEGO szorowania.
4. Jeśli się skrzywdzisz przed zniknięciem motyla, zabiłeś/aś go. Jeśli nie, on żyje.
5. Jeśli masz więcej niż jednego motyla, nawet najmniejsze pocięcie się zabija wszystkie.
6. Inne osoby mogą również narysować na Tobie motyle. Te motyle są bardzo wyjątkowe. Zadbaj o nie.
7. Nawet jeżeli się nie tniesz, również zachęcam do narysowania motylka, żeby pokazać innym twoje wsparcie. Jeśli to zrobisz, nazwij go po kimś kogo znasz, kto się tnie lub cierpi w tej chwili, i powiedz mu. To może pomóc..
Pomysł jest niesamowity .. I zamierzam wziąć w nim udział . Chciałam Wam wstawić zdjęcie z moim motylkiem , ale przemyślałam to i to nie będzie najlepszy pomysł : )
Nie wiem , czy mi się uda , ale postaram się ..
Dla mojej Julki , której obiecałam , że już nigdy nie tknę żyletki .. Mam nadzieję , że będziesz ze mnie dumna ..
I dla Oli , z którą .. nie wiem jak to nazwać .. obiecałyśmy , że nie dotkniemy już więcej żyletek .. chyba jakoś tak xd
Damy radę : )

Paczcie , piękne *_*

Aa i bym zapomniała .. Zobacz Julka , tą koszulkę se ostatnio kupiłam (nie pacz na mój brzydki ryj i lewą rękę, zdjęcie robiłam jakiś czas temu xd) :

A to moja kochana mamusia , usypiająca mojego małego Damiana (jeden z dzieciaków , którym się zajmuje. Zdjęcie robione w sobotę , dwie godziny przed chrztem Damianka xd) *_*
Jak się dowie , że wstawiłam to zdjęcie , to chyba mnie zabije XD
No i moja matka choruje na anemię , właśnie dzisiaj się dowiedziałam , gdy wróciła od lekarza .. Anemia .. Nawet nie wiem co to jest XD

Ostatnio kilka osób powiedziało mi , że jestem ładna ..
Dalej uważam , że to prześmieszny żart . : D

A no i byłam se ostatnio w szpitalu robić badania . usłyszałam , że mam niedowagę .. Kurcze , ciekawe gdzie .. Mierzę 156/157 , ważę na dzień dzisiejszy 47,1 .. Kurwa , gdzie tu jest niedowaga ?! O.o

Ostatnio miałam brak żelaza , teraz brak magnezu .. I trzeba znowu łykać tabletki ..
Czyli zliczając wszystkie tabletki , łykam dziennie ponad 10 .. Nie polecam , mają ohydny smak , aż rzygać się chce .. : /

Dobra , kończę ..
Następny rozdział – 14 – dodam jak będę w domu i będę miała czas .. Będzie to ostatni rozdział z tej części.
Zamierzałam przez sierpień wstawiać inne opowiadanie , ale chyba się nie wyrobię .. Mam na nie pomysł , ale brakuje mi czasu na pisanie .. Więc jeśli nie uda mi się nic napisać , to spotkamy się dopiero we wrześniu z drugą częścią tego opowiadania. Musicie zrozumieć ..
Od jakiegoś czasu jaram się piosenką Magic – 1D . Jest zajebista *_*
„This Is Us” będzie grane w Heliosie w Pile i mam już bilet kupiony *_*
Dobra , kończę ..
Bajo , skarby <3
Pozdrawiam, Zander :3
  • awatar Vi i Ve: Świetny rozdział. Ale namieszałaś, szacun ;) Fajne te dzieciaki, a szczególnie mały directioner :D Moja mama też ma anemie, w sumie to nie jest nic strasznego, ale lepiej jej niemieć. I powodzenia z tabletkami ;) Pozdrowionka Vi
  • awatar NEVER STOP DREAMING: jak zwykle świetny! mnie też wkurza Elliot, ale pewnie i tak będzie z Niall'em :D słodki jest ten chłopczyk *.* a ta akcja z motylami jest genialna ;)) Czekam na następny i zapraszam do siebie <3
  • awatar Belive in Dreams ♥: wiesz, że ja jak zwykle powiem, że rozdział jest zajebisty *__* tylko wkurza mnie ten Elliot -.- odwal sie od Ann! ona jest Horana! a ten mały jest słodki i przypomina mi Olly'ego Murs'a *__* hahah fajna ta bluzka :D a Twoja mama jest śliczna *__* u mnie też podejrzewali anemię -.- głupia choroba ; / współczuję Twojej mamie ; / masz niedowagę, a ja nadwagę i tyle w temacie! czekam na następny ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wybaczcie , że tak długo nie ma rozdziału .. Praktycznie codziennie mam jakieś dzieci do pilnowania .. W piątek miałam polter .. Wczoraj było wesele i jak wróciłam to nie byłam już w stanie dodać .. Dzisiaj rano budzę się i miałam zamiar wstawić , ale nie mam dostępu do swojego konta [coś jest uszkodzone] , co wiąże się z tym , że muszę dać go do naprawy . Gościu usunie całe oprogramowanie , czyli usunie też te rozdziały , które miałam napisane .. : /
Czyli na następny rozdział jeszcze trochę poczekacie .. niestety .. : c
Postaram się pożyczyć laptopa od wujka i tam napisać ten rozdział 13 , ale nie wiem czy mi się uda .. Wybaczcie ..
Kurwa , rozdział 13 i taki pech .. Zabiję się .. : /
Aaa i jeszcze coś .. Rozdział 12 jest , tyle że nie wyświetla się na głównej . Szukajcie go w archiwum , bo pinger ZNOWU się psuje .. : /
Dobra .. Spadam się ubierać i odświeżyć, bo na 13 poprawiny ..

Kocham Was !
Wkurzona Zander . -,-
  • awatar Milunia<lol2>: Spoko xD tylko dodaj szybciutko, albo przynajmniej sie postaraj bo juz sram ze zniecierpliwienia :P Do mnie do domu praktyczni codziennie do domu przychodza jacys znajomi (do moich rodzicow) i kto sie opiekuje ich dziecmi... nikt inny jak ja '-.- Zadko kiedy znajduje wolny wieczor xD Czekam kochana, czekam, czekam !!! ;***
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: A tam przejmujesz się ! Nic się nie stało :) Są wakacje wyluzuj . :) Czekamy . :)
  • awatar ♥Everything About You♥: już szukam 12 rozdziału i czytam. i rozumiem cię, bo też mam takie wakacje, które nie przypominają do końca wakacji xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*17 czerwca 2013 – poniedziałek , Erie.*

Niall's POV
- Harry, byliście dla siebie jak bracia.. Pogadaj z nim.. On nie może tam cały czas siedzieć.. Umrze z głodu! – zza drzwi od mojego pokoju dobiegał głos Liam'a.
- Postaram się, ale nie obiecuję.. – tym razem odezwał się Harry.
Po chwili nie pukając do środka wszedł kędzierzawy. Usiadł obok mnie na parapecie i zaczął wpatrywać się w niewielki ogródek z basem za oknem.
- Jak leci? – spytał po dłuższej chwili.
Nie odzywałem się.
- Wiem, że tęsknisz za nią. Wszyscy za nią tęsknimy.
Spojrzałem na chwilę na niego, poczym ponownie wlepiłem ślepia w niebo.
- Nie możesz tu siedzieć całymi dniami. Musisz wyjść, odetchnąć, zjeść coś.
Nastała niezręczna cisza.
- Głodzenie się nic Ci nie da. – powiedział spokojnie, poczym wstał i ruszył w kierunku wyjścia.
Odprowadziłem go wzrokiem aż do momentu, gdy dotknął palcami klamki, poczym odwróciłem wzrok i spojrzałem na chmurę w kształcie serca.
- Wiesz co, Niall?! – Harry powiedział lekko oburzony i podszedł do mnie. Spojrzałem na niego. – Ona.. Annie by nie chciała, byś głodował z jej powodu.. Kochała Cię, mimo jaki byłeś upierdliwy! Kochała Cię takiego jakim byłeś! A teraz.. gdy jej nie ma.. Zmieniłeś się, Niall.. Odizolowałeś się od świata.. Od nas.. Ode mnie.. Pamiętasz? Kiedyś mówiliśmy sobie o wszystkim.. A teraz nawet nie chcesz się do mnie odezwać słowem.
Szatyn machnął zawiedzony ręką i ponowie ruszył do wyjścia.
- Zastanawiałeś się kiedyś, czy osoba, którą kochasz patrzy w tej samej sekundzie, minucie w niebo i chociaż troszeczkę o Tobie myśli? – spytałem patrząc na chmurę w kształcie serca.
Kędzierzawy lekko zdziwiony moim pytaniem usiadł powoli po drugiej stronie parapetu.
- Ja niemal cały czas o tym myślę.. Zastanawiam się, czy akurat w tym momencie Ona patrzy w niebo, na chmury.. – powiedziałem.
- Wiem, że nie potrafisz zapomnieć.. Ale kiedyś nie będziesz wiedział kto to była Annie Colins.
- Siedząc tu, wpadło mi do głowy kilka tekstów. Chcesz posłuchać? Zrozumiesz chodź trochę..
Szatyn kiwnął głową. Powolnym krokiem podszedłem po gitarę i z powrotem usiadłem na parapecie.
Zacząłem grać przypadkową melodię.
„Gdy słyszę twe imię,
Moje serce płakać chce,
Bo zapomnieć nie potrafię,
A bez ciebie jest mi źle..”
Zaśpiewałem pierwsze słowa piosenki, poczym spojrzałem na chłopaka. Lekko się uśmiechał.
- Masz coś jeszcze? – spytał zadowolony.
Kiwnąłem głową i zacząłem grać.
„Więc żegnaj.
Zawsze będziesz najwspanialszą rzeczą,
jaka mnie spotkała w życiu.
Jestem zbyt ślepy!
By zobaczyć, że jesteś jedyną kobietą,
która nigdy nie przejdzie obok mnie obojętnie..”
Skończyłem i odłożyłem gitarę, poczym spojrzałem na przyjaciela.
- Tęsknisz za nią? – spytał patrząc na mnie.
- Nie. – odpowiedziałem.
- Nie brakuje Ci jej? – spytał z niedowierzaniem.
- Nie może brakować mi czegoś, czego nigdy nie miałem.
Szatyn zamarł. Wlepiał swoje gały w moją twarz i powoli analizował każde słowo, które przed chwilą wypowiedziałem.
- Teraz rozumiesz? – spytałem.
- Dlaczego Ty do cholery uważasz, że nigdy jej nie miałeś? – spytał.
- Bo taka jest prawda. Zobacz.. Chodziliśmy ze sobą przez jeden dzień. Teraz jej nie ma..
- Jaki Ty jesteś głupi! – Harry zdenerwowany wstał. – Dzień? Ty jesteś ślepy, czy co? Już w szpitalu widać było, że jej się podobasz! Byliście razem za nim do Was dotarło, że jesteście dla siebie przeznaczeni! Spieprzyłeś wszystko, Horan! Wszystko!
- Wszystko?! Pojebało Cię, Styles!? – zdenerwowany również wstałem i stanąłem naprzeciw przyjaciela. – To Ty zawsze musiałeś coś zrobić, zawsze niszczyłeś moje życie! Przez trzy lata! Rozumiesz?! Żałuję, że poszedłem wtedy na casting i zgodziłem się, by utworzyli ten pieprzony zespół! Żałuję, rozumiesz?! Zawsze zabierałeś mi laski! Zawsze! I musiałeś przyprowadzić tą pieprzoną Violettę, albo raczej Camille wtedy do szpitala! Gdyby nie Ty, Annie może by jeszcze z nami była! Zniszczyłeś moje życie, Styles! A teraz wynoś się z mojego pokoju! Tam są drzwi! – palcem wskazałem drewniane drzwi.
Szatyn zdenerwowany ruszył do wyjścia, poczym chwycił klamkę i spojrzał na mnie.
- Gdy Cię poznałem i połączyli nas w zespół.. Od razu widać było, że kochasz muzykę.. Wiedziałem, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi.. Jednak myliłem się.. Skoro żałujesz, że połączyli nas w zespół.. Nie kochasz muzyki.. Przynajmniej nie tak jak wtedy.. Przyjaciółmi już raczej nie będziemy.. Ale, wiesz co? Dziękuję Ci za te wspaniałe trzy lata. Naprawdę, dziękuje Ci za te trzy pieprzone lata! – ostatnie zdanie wykrzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami.
- I co? – na korytarzu znów słychać było Liam'a.
- Kurwa gówno! – krzyknął rozłoszczony Styles.
Potem słychać było, że obaj zbiegli po drewnianych schodach na dół. A już później nie obchodziło mnie co robią.
Usiadłem na parapecie i spojrzałem na sercową chmurę.
- Gdzie jesteś, Annie? Przy Tobie wszystko było inaczej. Gdzie jesteś do cholery?!
Nie wytrzymałem.. Zalałem się łzami.. Kolejny raz..
Po raz kolejny spojrzałem na tą chmurę..
Obeszło mnie jakieś dziwne uczucie.
Potem już nic nie widziałem.. Poczułem tylko ból głowy, poczym całkowicie odpłynąłem..

Ann's POV
Kolejny dzień leżę chora na łóżku. Lekarze hotelowi nie wiedzą co mi jest. Nikt tego nie wie. Ja podejrzewam, że to tęsknota. Nic nie jem od kilku dni. Głoduję. Nie pijam. Nie sypiam. Umieram od środka. Elliot nie może mi pomóc. Nikt nie może.
Lekko pukając w drzwi do środka wszedł Marco.
- Cześć, księżniczko.. – powiedział cicho. – Jak się czujesz? Lepiej?
Pokręciłam przecząco głową.
- Może chciałabyś coś zjeść? Zobacz co mam.. Lody czekoladowe. – powiedział z uśmiechem. – I jeszcze coś.. Czekoladki nadziewane rumem. Twoje ulubione.
Nie wytrzymałam.. Zalałam się łzami. Marco widząc to usiadł pośpiesznie obok mnie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego. Potrzebowałam się teraz wypłakać..
- Co się stało, kochanie? – spytał zmartwiony i spojrzał na mnie.
Jednym zgrabnym ruchem kciuków otarł łzy spływające po moich polikach.
- Wszystko mi o nim przypomina.. Wszystko.. – szepnęłam.
Marco złapał mnie za prawą rękę i lekko zaczął ją pocierać kciukiem.
- Co na przykład? – spytał.
- Wszystko. Zaczynając od jedzenia, a kończąc na wspomnieniach, które wracają, gdy tylko zamknę oczy. – z oka wyleciało kolejne kilka łez. – Cały czas przed oczami mam jego twarz.. Przerażoną twarz, że zaraz Jordan może go zabić.. Jego łzy.. Nie mogę wymazać tego z pamięci.. Gdyby on go zabił.. Gdyby Stevenson zabił Niall'a.. Marco.. Proszę Cię..
Chłopak lekko się uśmiechnął i wziął mnie na ręce.
- Co Ty robisz? – spytałam zdziwiona.
Chłopak z wielką łatwością podniósł mnie, poczym ruszył w jakimś kierunku i po chwili postawił przed wielkim oknem.
- Och, malutka.. Zawsze marzyłaś mało, ale teraz to już przesada.. Zacznij mi jeść, bo jak nie to uwierz.. Będę zmuszał Cię do jedzenia siłą. – zaśmiał się lekko, na co ja odpowiedziałam uśmiechem. – Spójrz na chmury.. Jeżeli będą Ci o nim przypominać, to znaczy, że jesteś chora psychicznie. – uśmiechnął się promiennie.
Biorąc głęboki oddech spojrzałam za okno, w niebo.. Mój wzrok przykuła wielka chmura w kształcie serca. Natychmiast zamknęłam oczy..
- Otwórz, bo przez powieki nic nie zobaczysz. – Marco zaśmiał się.
Po chwili odważyłam się. Otworzyłam je. Sercowa chmura nadal była.
Kilka sekund później usłyszałam jakiś głos w głowie..
„Gdzie jesteś, Annie? Przy Tobie wszystko było inaczej. Gdzie jesteś do cholery?!”
Potem słychać było płacz..
Mokra ciecz zaczęła spływać po mojej twarzy mocząc moją pidżamę w misie.
Chwilę później zrobiło mi się słabo.. Nogi były jak z waty.. Ciemność pojawiła się przed oczami.. Nie kontrolowałam niczego. Upadłam.
Ostatnie co usłyszałam to słowa przyjaciela:
„Ann! Malutka, kochanie, księżniczko! Mała! Co Ci?”

Louis's POV
Niall doszczętnie zdenerwował Harry'ego. Dosyć mam tego, że załamał się tym, że Ann zniknęła z naszego życia. Jest moją kuzynką i ja już się pogodziłem, że jej nie ma. Ona była przestępcą.. Zabiła człowieka na oczach tysięcy ludzi.. Mam gdzieś, że robiła to, by nas chronić.. Zabiła go! Zabiła człowieka!
Pośpiesznym krokiem weszłem do środka pokoju blondyna.
- Niall! Nagrabiłeś sobie! Mam dość tego, że przez Ciebie wszyscy mają zły humor! – zacząłem krzyczeć, ale gdy dostrzegłem, że nigdzie go nie ma podbiegłem szybko do okna.
Leżał.. Na podłodze.. Nie przytomny..
- LIAM! ZAYN! HARRY! – wydarłem się na całe gardło.
W czasie, gdy oni tu szli wybrałem numer na pogotowie. Po chwili ktoś odebrał.
- Dzień dobry, prosimy o cierpliwość.. Jest Pan 23 w kolejce.. – odezwał się jakiś stary mężczyzna.
Rzuciłem telefonem w ścianę, a ten rozpadł się na drobne cząstki. Rzuciłem się na przyjaciela.
- Niall! Słyszysz mnie? Niall? – to nic nie da, mówiłem do siebie.
- Co się stało? – spytał Harry, bez większego entuzjazmu.
- Nie wiem, kurwa! Idź po samochód! Trzeba go zawieźć do szpitala! – krzyknąłem.
Zayn i Liam natychmiast podbiegli do nieprzytomnego blondyna, a Harry poleciał do garażu po samochód. Liam zaczął reanimację, a Zayn próbował się do kogoś dodzwonić.
- Do kogo Ty do cholery dzwonisz? – spytałem zdenerwowany.
- Do jego matki, tyle że ani ona, ani jego ojciec nie odbierają! – wydarł się zdenerwowany brunet.
- Trzeba go zabrać do szpitala! – krzyknął Liam.
Zayn wziął szatyna na ręce i całą trójką wybiegliśmy z domu. Zayn ułożył Niall'a na fotelu z tyłu. Natomiast my upchaliśmy się, jeden trzymał jego nogi, drugi głowę, a pozostała dwójka usiadła z przodu.
- Jedź! – krzyknął Zayn do Harry'ego.
Chłopak natychmiast ruszył. Po niespełna 10 minutach znaleźliśmy się pod szpitalem. Dwóch lekarzy stało przed wejściem i paliło fajkę. Wybiegłem z samochodu i podbiegłem do nich.
- Nasz przyjaciel chyba zasłabł.. – powiedziałem szybko do nich. – Znaleźliśmy go w jego pokoju, leżał na podłodze, koło jego głowy było mnóstwo krwi.. On jest nieprzytomny.. Proszę pomóżcie mu.. – powiedziałem zanosząc się płaczem.
Dwóch mężczyzn natychmiast zaczęło biec za mną do samochodu.
- Musimy przenieść go do środka! – krzyknął jednej z lekarzy.
Zayn podbiegł i wziął blondyna na ręce, poczym wniósł go do środka..

Marco's POV
- Ann! Malutka, kochanie, księżniczko! Mała! Co Ci? – krzyczałem zdenerwowany.
W tym momencie do środka wszedł lekarz z Elliot'em.
- Co się stało? - spytali niemal w tym samym momencie, poczym podbiegli do nas.
- Ja, ja, ja.. Nie wiem.. – powiedziałem. – Staliśmy i obserwowaliśmy chmury. Powiedziałem do niej, żeby otworzyła powieki, bo inaczej nic nie zobaczy.. Przez chwilę zastygła, nie ruszała się, poczym upadła. Złapałem ją, ale ona się nie odzywała.. Co jej jest do cholery?!
- Przenieście ją na łóżko, potem lećcie po doktora Jacob'a i nie wchodźcie tu, póki Wam nie pozwolę.. – powiedział lekarz.
Tak jak powiedział, tak też zrobiliśmy…
Siedzieliśmy przez kilka godzin przed pokojem Ann i czekaliśmy na jakiś znak. Przed 20 wyszli lekarze, uśmiechnięci.
- Co z nią? – spytałem natychmiast wstając z miejsca.
- Jakiś cud! – krzyknął zadowolony. – Nie mieliśmy pojęcia co jej jest i nagle w radiu powiedzieli coś o jakimś chłopaku, że leży w szpitalu i nagle otworzyła oczy i powiedziała, że mamy stąd wyjść.
Lekarze opuścili nasz apartament, a ja wraz z Elliot'em wszedłem do pokoju Annie.
- Elliot, nie gniewaj się, ale chcę zostać sama z Marco. – powiedziała Annie.
Elliot kiwnął głową i wyszedł. Usiadłem na łóżku i złapałem ją za rękę.
- Niall jest w szpitalu. – powiedziała patrząc w okno. – Louis odnalazł go nieprzytomnego w jego pokoju.. Posłuchaj.. Znowu gadają..
Blondynka zaczęła wsłuchiwać się w audycję.
- „Niall Horan, który w po południowych godzinach trafił do szpitala jest pod stałą kontrolą lekarzy. Jednej z naszych dziennikarek udało się nagrać kawałek rozmowy chłopaków. – powiedziała kobieta.
„- Harry, do cholery! Nie musiałeś tak na niego najeżdżać! – krzyknął Liam. – Co jeśli się załamał jeszcze bardziej i coś łyknął?!
- Kurwa, nie moja wina, że nie da się z nim po tym wszystkim dogadać! Zmienił się i to na gorsze! Czy tylko ja to zauważyłem? Ta cała sytuacja na każdego z nas wpłynęła, każdy z nas przeżywa to inaczej, ale bez przesady! Co mnie to obchodzi, że ją kocha? Przez nią są i były same problemy! Gdyby nie to, że się pojawiła, nie było by nas tu!”
- Tylko tyle udało się jej nagrać, potem ochrona wywaliła ją z budynku. Po całym zajściu Harry Styles pośpiesznie opuścił budynek z krwawiącą raną nad lewym okiem. Porządnie oberwał od któregoś z przyjaciół. To na razie tyle. Jak się czegoś dowiemy, damy znać. Dla trójki mówiła Jessica Alba.”
Spojrzałem na Ann. W kącikach jej oczu gromadziły się łzy, ale ona chciała być silna. Przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech, poczym wypuściła powietrze.
- Co się stało? – spytałem.
- Najpierw poczułam takie dziwne uczucie.. Później słyszałam jego głos..Pytał gdzie jestem.. I upadłam.. Nie wiedziałam co się dzieje.. –Mówiła patrząc w ścianę naprzeciw.
- Ann.. – powiedziałem.
- Chcę zostać sama. – powiedziała zamykając oczy.
- Jesteś pewna? Boję się o Ciebie.. – powiedziałem patrząc na nią troskliwie.
- Tak, idź. – powiedziała trochę chłodno.
Wstałem i wyszedłem zamykając drzwi.
- Mogę do niej wejść? – spytał Elliot.
- Lepiej nie. Chce zostać sama.
- A wiesz co się stało?
- To bardzo dziwne.. Ale Niall, ten blondyn z zespołu też trafił do szpitala.. Zasłabł w tych samych godzinach co ona.. To wygląda tak, jakby oni byli połączeni jedną linią, której nikt nie przetnie. Rozumiesz? Jedno jest zależne od drugiego. Wiesz.. Jak takie bliźniaki syjamskie. Ona słyszała jego myśli, przeszło ją takie dziwne uczucie.. To tak, jakby to, że nie są blisko siebie zabijało ich od środka.. Rozumiesz? Bez siebie, umierają..
__________
Siemka ! :3
Dodałam ten mój ukochany rozdział ! W końcu !
Miał być jutro , ale jest dzisiaj z trzech powodów :
1) Księżna Kate urodziła synka *_*
2) Jest BSE <3

O czym mowa w 'Best Song Ever':
Na początku Jonny i Harvey rozmawiają o Angelinie Jolie i Bradzie Pitt'e, Jonny cytuje swoje słowa do Harvey'a 'Angelina, bardzo chcę, serio, bardzo chcę'. Wchodzi Veronica i mówi do nich, że przyszli chłopcy z One Direction, z którymi mają pracować nad filmem, Jonny 'uwielbiam nowe filmy'. Harvey i Jonny witają chłopców słowami 'Oto i oni, największy boyband tego świata'
Harvey: Chodźcie, siadajcie
Jonny: Chciałbym Wam powiedzieć, że jesteśmy Waszymi wielkimi fanami
Harvey: WIELKIMI. Niall, Liam, Louis, Harry, Zack
Zayn: Mam na imię Zayn
Harvey: Jasne, cokolwiek powiesz facet
Jonny: [..]to będzie najlepszy film wszechczasów
Tutaj Harvey i Jonny zachwalają film, który mają stworzyć, mówią, że będzie dużo lepszy od Titanica, Foresta Gumpa itp., że będzie lepszy, śmieszniejszy i bardziej wzruszający niż wszystkie hitowe filmy ostanich lat.
Zayn: Brzmi okey
Jonny: Lepiej niż okey Zack
Dalej kontynuują zachwalanie teledysku mówiąc, że podbije cały świat.
Harvey przedstawia chłopcom Marcela, speca od marketingu, który mówi, że bardzo mu miło, że może ich poznać, jest ich wielkim fanem, są najlepsi.
Marcel: Widzę w filmie świetny taneczny numer, myślę nad setką tancerzy, fajerwerki.. Taniec jest teraz na topie.
Harvey mówi do Jonny'ego, że kiedyś tańczył.
Marcel przedstawia chłopcom Leeroy'a, który ma być ich choreografem.
Leeroy: Hejka chłopaki!
Marcel: Heeej!
Leeroy pokazuje chłopcom krótką rozgrzewkę, to co ich czeka, pokazuje po kolei co każdy z nich będzie robił, a do Liama mówi, że zostaje tak jak jest, bo jest idealny.
Louis: Nie zrobimy tego
Leeroy jest w szoku, Marcel mówi, że będą musieli nad tym popracować.
Marcel: Teraz popatrzmy na stylizacje do filmu, osobiście uważam, że ten *pokazuje projekt* jest numerem jeden.
Harry: Absolutne 'nie'.
Louis: Nigdy tego nie założymy
Marcel: Okey, a co wy na to?
*kolejny projekt*
Liam: Nie.
Zayn: Nigdy, nawet za kolejne milion lat.

via. One Direction Polska

3) Julek mi kazał XD
A więc według mnie to jest najlepszy rozdział jakie kiedykolwiek napisałam . Są tego dwa powody.
1) Zakochałam się w tym rozdziale , pisałam go tzry dni , aby wyszedł idealnie !
2) Moja mama go czytała i niedowierzała, że to ja sama go pisałam xd Bardzo jej się podobał , a bądźmy szczerzy , mojej mamie rzadko podoba się coś , co podoba się mnie xd
Zrozumiem , jeśli Wam nie przypadnie do gustu ..

~~~~~~~~~~~~
Ten moment *-*
http://25.media.tumblr.com/e212604d6121ce568ea74f15b685562f/tumblr_mqclg7H1Kz1rqv2jbo3_500.gif
http://25.media.tumblr.com/a0e214f2516457a8f4bd460774c7c154/tumblr_mqclg7H1Kz1rqv2jbo2_500.gif
http://25.media.tumblr.com/3b0e8f269f500dc50d3e1c948af5c640/tumblr_mqclg7H1Kz1rqv2jbo4_500.gif
I teraz każda chce być na miejscu Zayna/Victorii :3
~~~~~~~~~~~~
TWITTER OSZALAAAAŁ
DIRECTIONERSKA FALAAAAA
CZYSTE SZALEŃSTWOOOOO
BSE Z NÓG POWALAAA

Pierwszy raz oglądam BSE: *skupienie*
Drugi raz: *wzruszenie*
Trzeci raz: *śmiech*
Czwarty raz: Boże, jak ja ich kocham...

Poznajcie nowy zespół: THE PATOLOGIC.
W składzie: Veronica, Marcel, Jonny, Leeroy, Harvey.
Fandom: Crazy mofos.

To tyle na dziś .
Pozdrawiam , Zandeer :3
  • awatar ♥Everything About You♥: Miałaś rację, rozdział jest niesamowity, a to co się w nim dzieje jest magiczne! <3 Ale tak bardzo, bardzo bym chciała, żeby chłopaki przestali się kłócić, a Annie wróciła do nich no! Jesteś, genialna! I mimo, że rozdział jest smutny, to strasznie mi się podoba! :3
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: Ten rozdział jest cudowny ! *-* Tak jak mówiłaś . :) Harry ty bezmózgu ! <facepalm> Jak mogłeś powiedzieć (cytująć) " Co mnie to obchodzi, że ją kocha? Przez nią są i były same problemy! Gdyby nie to, że się pojawiła, nie było by nas tu! " ?! To było chamskie . On będą razem na bank . :D Skoro są powiązani ;D . Czekam na następny .
  • awatar Belive in Dreams ♥: to jest zajebiste <3 zgadzam się z Twoją mamą <3 Harry, kretynie no! ugh..-.- Boże oni są magiczni o.O i powiązani ze sobą o.O taak zgadzam się, że to najlepszy rozdział jaki kiedykolwiek napisałaś (czyt. jaki kiedykolwiek przeczytałam ^^) czekam na następny ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*11 czerwca 2013 (wtorek). Erie.*

Ann's POV
- Ann! Wstawaj! – obudził mnie krzyk Marco.
- Co jest?! – spytałam przecierając oczy.
- Wylądowaliśmy. – powiedział również zaspany Elliot.
Powoli wstałam i razem z chłopakami opuściliśmy samolot.
Zapach wody, świeże powietrze. Rozrywka, wypoczynek, spokój. Nowe życie.
- To gdzie dokładnie jesteśmy? – spytałam Elliot'a.
- Erie. – powiedział i zszedł schodami na dół.
- Pensylwania? – spojrzałam na niego.
- Yep. – uśmiechnął się.
Ruszyłam za nim. Autobus dowiózł nas do strefy przylotów. Ludzie ponownie sprawdzili nasze fałszywe paszporty i puścili nas wolno. Zadziwiające, że ludzie tak wysoko wykwalifikowani nie rozpoznają fałszywek. Dziwne..
- To gdzie teraz? – spytał Jaxon wsiadając przy pomocy Marco do jednego z autobusów stojących przy chodniku.
Poszliśmy w jego ślady.
- Do hotelu Hilton Garden Inn Erie. – powiedział Elliot.
Usiadłam z tyłu, a Elliot obok mnie.
- Kiedy to zaplanowałeś? – spytałam i spojrzałam na niego.
- Podczas jazdy do Twojej mamy. Obdzwoniłem kilku ludzi i mamy najlepsze pokoje. – powiedział i puścił mi oczko.
- Nie wnikam. – powiedziałam i wyjrzałam przez okno.
Po około 20 minutowej jeździe w końcu podjechaliśmy pod hotel.
- Podoba Ci się? – spytał Elliot.
- Jest okey. – odpowiedziałam.
Czy skłamałam? Tak. Hotel był zajebisty! Już nie mogłam doczekać się ujrzenia swojego pokoju.
Przekroczyliśmy próg i podeszliśmy do recepcji.
- Dzień dobry. Nazywam się Elliot Crisby. Zamawiałem trzy pokoje.
Kobieta wyszukała czegoś w komputerze i spojrzała na niego.
- Tak. - kobieta podała klucze Elliot'owi. – Życzymy miłego wypoczynku. – sztucznie się uśmiechnęła.
Wszyscy razem ruszyliśmy za Elliot'em. Windą wjechaliśmy na drugie piętro. Przeszliśmy kawałek i zatrzymaliśmy się pod pokojem z numerem 85.
- Dobra.. – zaczął Elliot. – Tutaj wchodzą moi, czyli Stefan, Andrew, Tom i Max.
Podał im klucz, oni weszli, a my ruszyliśmy dalej. Teraz pokój 91.
- Philip, Drake, Dennis. – powiedział i również podał im klucz.
Nasz ostatni przystanek to pokój numer 100.
- To nasz pokój. – powiedział Elliot i uśmiechnął się.
- A pokój dla mnie? – spytałam.
Jaxon i Marco zaczęli się śmiać.
- Śpisz z nami. – powiedział Elliot i przekroczył próg.
Głośno wzdychając weszłam za nimi do środka. Mały hol, w którym można było zostawić buty, kurtki i takie tam. Idąc prosto można było dojść do salonu, który był urządzony bardzo luksusowo i bogato. Na ścianie wisiała plazma. Skórzana kanapa i dwa fotele. Szklany stolik. Duże, szklane drzwi z wyjściem na taras, z którego widok był na plażę. Kilka obrazów, kwiaty w wazonie na komodzie, figurki.
Po prawej kuchnia, którą od salonu oddzielał łososiowy blat.
Po lewej króciutki korytarz, a z niego pięć drzwi.
Nie patrząc co robią chłopaki ruszyłam w kierunku niewiadomych drzwi.
Postanowiłam, że wejdę do drugich drzwi na lewo.
Przekroczyłam próg.
Liliowe ściany, drewniana i biała podłoga. Duże łóżko z białym obramowaniem. Żółta pościel i czekoladki na poduszkach. Meble również białe. Naprzeciw drzwi wielkie okno, z którego był niesamowity widok.
- Zaklepuję ten pokój! – krzyknęłam wychylając się z pokoju.
- Okey! – usłyszałam w odpowiedzi, ale nie wiem kto to powiedział.
Podbiegłam do łóżka i rzuciłam się na nie. Dosłownie. Wzięłam w ręce jedną z dwóch czekoladek. Rozpakowałam ją i zaczęłam rozkoszować się jej smakiem. Nadziewana. Czekoladowa z rumem w środku. Niall jak był kiedyś u mnie w szpitalu wspominał coś o tym, że uwielbia takie. Teraz pewnie by się ucieszył, że zjadłby taką. Lekko się uśmiechnęłam, poczym po chwili skrzywiłam, przypominając sobie, że nie zobaczę go tak długo.
Do mojego pokoju ktoś zapukał i po chwili próg przekroczył farbowany blondyn. Szczerze, to bardzo przypominał mi Niall'a, ale bądźmy szczerzy, Horan'a nikt nie zastąpi!
- Co tam księżniczko? – spytał siadając na skraju łóżka.
- Nic nowego. – odpowiedziałam lekko się przy tym uśmiechając.
- O czym myślałaś?
- O życiu i o tym, że tak długo ich, go nie zobaczę. – spojrzałam na Elliot'a.
- Tak się czasem dzieje. Ale wiesz co? Jestem pewien, że niedługo znajdzie się ktoś, kto sprawi, że będziesz szczęśliwa i że zapomnisz o nich. – uśmiechnął się.
- Dziękuję. – szepnęłam i przytuliłam go.
Odwzajemnił gest i jestem pewna, że na jego ustach pojawił się ogromny uśmiech.
- Nie chciałbym przeszkadzać, ale ja z Jaxon'em lecimy na plażę podrywać laski. A Wy chyba na zakupy, bo nasza Annie nie ma ciuchów. – powiedział Marco.
- No tak! – odsunęłam się od Elliot'a i palnęłam się w głowę. – To co, Elliot? – spojrzałam na niego. – Idziesz ze mną? – uniosłam brwi ku górze.
- Jasne. – powiedział z uśmiechem na twarzy.
Wstał z mojego łóżka i podszedł do Marco.
- To bawcie się dobrze. – powiedział Marco i opuścił pokój.
- Idziesz? – spytał Elliot.
Poderwałam się z miejsca i podbiegłam do chłopaka. Chwyciłam go pod ramię i razem opuściliśmy pokój.
*
- Annie.. – zaczął błagać Elliot.
- No proszę.. Jeszcze tylko tutaj i potem możemy iść coś zjeść. – powiedziałam i zaczęłam ciągnąć go w stronę sklepu z letnimi ciuchami.
- Ostatni sklepi i idziemy jeść. – poddał się.
- Tak. – powiedziałam.
Przejrzałam kilka wieszaków i spakowałam do koszyka kilka ciuchów.
- Idziemy zapłacić i idziemy jeść. – powiedziałam.
Elliot podszedł ze mną do kasy i podał koszyk starszej kobiecie, która po chwili podała nam cenę. Elliot zapłacił i wziął w ręce kolejne torby.
- Ładna z Was para. – powiedziała kobieta, na co oboje lekko się zarumieniliśmy.
- Dziękujemy. – wyszeptałam i pośpiesznie opuściliśmy sklep.
W milczeniu doszliśmy do najbliższej restauracji. Usiedliśmy przy stoliku, a po chwili podeszła do nas kelnerka i podała nam menu. Szybko je przejrzałam.
- To co podać? – spytała patrząc na Elliot'a.
Widocznie jej się podobał, a Elliot'owi to się zbytnio nie podobało, bo zaczął nerwowo się kręcić na siedzeniu.
- Dla mnie sałatka owocowa, do tego zwykła woda i może lody na deser. – powiedział chłopak i spojrzał na mnie. – A dla Ciebie, kochanie? – spytał akcentując ostatni wyraz. Zmroziłam go wzrokiem.
- Dla mnie też sałatka owocowa, może zielona herbata i lody czekoladowe. – uśmiechnęłam się i spojrzałam na Elliot'a.
- To wszystko. Możesz już iść.. – powiedział chłopak przez zaciśnięte zęby.
Kelnerka speszyła się i pośpiesznym krokiem odeszła od naszego stolika.
- Kochanie? – spojrzałam na Elliot'a. – Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego? – powiedziałam z ironią.
- Wybacz mi.. Ta kelnerka mnie przerażała. – zaśmiał się.
- Dobra. – powiedziałam.
Po około 10 minutach nasze zamówienie w końcu przyszło. Zjedliśmy je, cały czas śmiejąc się i opowiadając o swojej przeszłości.
Okazało się, że mamy bardzo dużo wspólnego. Tak samo jak ja miał rodziców, którzy go nie szanowali. W wieku 14 lat jego młodsza siostra została zakatowana na śmierć. Elliot zabił wtedy swoich rodziców i trafił do poprawczaka. Mając 18 lat opuścił go, jednak dalej siedział w mordowaniu ludzi, ale stał się teraz ostrożniejszy. Mimo tego ma uczucia. Jest bardzo opiekuńczy. Opowiadał o swojej siostrze z uśmiechem na twarzy. Kochał ją. I to bardzo mocno. Wolałby żeby to ona żyła, a on teraz leżał w białej trumnie, 8 stóp pod ziemią..
- Wracamy? – spytał wstając od stolika.
- Jasne. – powiedziałam i ponownie złapałam go pod rękę.
Elliot wziął nasze torby i opuściliśmy restaurację. Po godzinnym spacerze doszliśmy do naszego hotelu. Wsiadając do windy spotkaliśmy Jaxon'a i Marco z jakimiś laskami. Wychodzili akurat.
- O siema! – krzyknął z uśmiechem na twarzy Marco.
- My jakby co idziemy. Nie wiemy kiedy wrócimy. – powiedział Jaxon, mocno trzymając się przyjaciela.
- Nie uchlejcie się mi tam. – pogroziłam im palcem.
- Annie, słonko.. – zaczął Marco. – Znasz mnie jak własną matkę.
- Emm. Zły dobór słów. - wcięłam mu się.
- Sorry. Jak Laurę czy Simon'a. Możesz mi zaufać. – puścił mi oczko.
- I tego się obawiam. – zaśmiałam się.
- Obiecujemy, że wrócimy trzeźwi. – powiedział Jaxon i przyłożył rękę do serca. – Na życie tego blondyna z Londynu.
- Nawet nie próbuj, bo coś mu się stanie przez Was! – warknęłam.
- Sorry, na życie naszych matek. –poprawił go Marco.
- Dobra, ale jak przyjdziecie schlani w cztery dupy to czeka Was nocka na korytarzu i jutro wielka katorga. – zaśmiałam się i razem z Elliot'em weszłam do windy.
Wjechaliśmy na nasze piętro i udaliśmy do naszego pokoju hotelowego, albo raczej apartamentu. Wrzuciliśmy torby na łóżko w moim pokoju i usiedliśmy w salonie.
- Co robimy? – spytałam patrząc na chłopaka.
- Może.. Hmm.. – potarł skronie i po chwili spojrzał na mnie z uśmiechem. – Mam dla Ciebie niespodziankę. Idź na taras, albo gdzieś, a ja wszystko przygotuję.
- To pójdę do pokoju. Zawołaj jak skończysz. – powiedziałam i opuściłam salon.
Weszłam do pokoju i zabrałam się za rozpakowywanie zakupów. Po około godzinie wszystko było na swoim miejscu.
- Annie! – z salonu słychać było krzyk Elliot'a.
- Idę! – krzyknęłam i opuściłam pokój.
Weszłam do salonu. Elliot siedział na kanapie. Gdy tylko mnie ujrzał podniósł się i podszedł do mnie.
- Zamknij oczy. – powiedział uśmiechając się.
Zrobiłam to co mi kazał.
- Teraz podaj mi ręce.
Podałam mu je. Zaczął mnie gdzieś ciągnąć.
- Uważaj, próg.
Gdy tylko przekroczyłam próg owinęło się wokół mnie powietrze. Pewnie jesteśmy na tarasie.
- Otwórz. – powiedział.
Chłopak uśmiechał się, dzięki czemu dołeczki w policzkach stały się bardziej widoczne. Rozejrzałam się wokoło. Elliot trzymał w ręce różyczkę. Na tacy na stoliku leżały truskawki w czekoladzie – coś co uwielbiałam bardziej od lodów czekoladowych.
- Ty sam to.. – zaczęłam, ale chłopak mi przerwał.
- Tak. – powiedział i podał mi różyczkę. – To dla Ciebie.
Odebrałam ją od niego i usiadłam na leżaku.
- Skąd wiedziałeś, że lubię truskawki w czekoladzie? – spytałam, gdy Elliot zajął miejsce na leżaku po drugiej stronie stolika.
- Przeczucie?
- Powiedz mi prawdę. Proszę..
- Zadzwoniłem do Philip'a. – zaśmiał się.
- Co za parszywy kundel. – zaśmiałam się.
Elliot wzruszył ramionami i wziął do ręki jedną truskawkę, poczym skierował ją w moją stronę.
- Otwórz. – powiedział tak, jakbym była dzieckiem.
Wzruszyłam ramionami i wykonałam jego polecenie. Po chwili smak truskawki rozniósł się po moim organizmie (czyt. żołądku), a zapach czuć było wszędzie.
- Dziękuję. – powiedziałam i zarumieniłam się.
- Proszę. – powiedział i uśmiechnął się.
- Mogę zadać jedno pytanie? – spytałam i nie czekając na odpowiedź kontynuowałam. – Dlaczego to robisz? – spojrzałam na niego.
- Bo jesteś dla mnie zagadką? Bo jesteś piękna? Bo pociągasz mnie pod każdym względem? Bo chyba się w Tobie zakochałem? Bo chcę, byś była szczęśliwa? Bo chcę, byś przestała myśleć o tym blondynie z tamtego zespołu i żebym mógł mieć u Ciebie szanse? Wybierz co bardziej Ci odpowiada. – powiedział i spojrzał na mnie.
- Wow. To mnie zaskoczyłeś..
- Wiem. Sam siebie zaskoczyłem. Nie spodziewałem się, że zakocham się i to jeszcze w Tobie. – prychnął, na co wywróciłam oczami. – Ale teraz tak na poważnie.. Mam u Ciebie jakiekolwiek szanse?
Wstałam z miejsca.
- Szanse masz, ale czy je wykorzystasz to zależy od Ciebie. – powiedziałam i wyszłam z tarasu.
Szybko weszłam do pokoju i przebrałam się w pidżamę. Ułożyłam się do snu i po kilku minutach zasnęłam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No cześć :3
Rozdział wyszedł tak sobie .. : /
Ale już jutro bądź pojutrze przeczytacie rozdział 12 , z którego jestem bardzo , ale to bardzo zadowolona ^^
Rozdział pojawił by się rano , tyle że pomagałam Julkowi ( kocham Cię :3) napisać rozdział : )

Haha , przed moim domem jest jakiś zjazd rowerowy czy cuś , młodzi panowie w obcisłych ciuchach .. Sexy *_*

Moją niespodzianką miało być zdjęcie. Jest to koszulka, którą z Wielkiej Brytanii przywiozła mi ciocia, która aktualnie wróciła do swojego mieszkania w Poznaniu xd
Ciocia ma ją już jakieś dwa lata , tyle że jej nie nosiła, a gdy powiedziałam jej, że jestem Directionerką, to powiedziała, że jak wróci do Polski to będzie miała dla mnie prezent. Zastanawiałam się co to jest a ona przywozi mi koszulkę z XF za czasów, gdy One Direction tam byli. SĄ NA TEJ KOSZULCE *_*

Odbieram od ciotki prezent i mówię "jak znowu będziesz jechać do Wielkiej Brytanii to weź się rozglądaj za tymi chłopakami, jak ich spotkasz nagraj ich , albo nie , zwiąż ich, wsadź do samochodu i przywieź mi" , ta zaczęła się śmiać, a ja do niej mówię "Mówiłam poważnie" , jej mina bezcenna. XD

~~~~~~~~~~~~
Ja : "Perrie chyba nam się udało"
Perrie : "Udało się. Spełniłyśmy ich największe marzenia"
Ja : "Mam nadzieję że będą dobrymi ojcami"
boziu *_*
~~~~~~~~~~~~

No i mamy małego Horan'a *_* ♥♥♥♥

Ano i jestem se chora xd
O ! i mam fazę na hiszpański , a to wszystko przez Julka XD *_*

Impresionante *_*
Me encanta GBOverload ♥

okey , idę spamować do nich , żeby mnie zaczęli obserwować ^^

A i jeszcze coś xd
Pytałam się Julki , czy wstawić moje zdjęcie , powiedziała , że tak więc proszę . Za uszkodzone monitory ona odpowiada , więc z pretensjami do niej :3
Takie se w kukurydzy XD

Do : Belive in Dreams ♥
"Kocham Cię <3
Tak cieszy mnie ludzka krzywda xd
Nie kłamię ;c
No, bo wśród dzieci tak cudownie wyglądacie <3"
Okej , też Cię kocham <3
Mamy coś wspólnego , mnie też cieszy ludzka krzywda xd
Kłamiesz :c
Nie podlizuj się .. I nie, ja nie wyglądam wśród dzieci "cudownie" , Niall tak , ale nie ja ! :3

Do : Nie trać nadziei... ♥
"No to prawda że jesteś ładna ! JA bym Cię NIGDY nie okłamała . "
To kłamstwo , że jestem ładna . Prawda jest taka , że jestem brzydka !

Do : ♥Everything About You♥
"HMMMMMM, CZYŻBYŚ ZNOWU CHCIAŁA SIĘ KŁÓCIĆ, ŻE NIE JESTEŚ ŁADNA? TYLKO SPRÓBUJ JESZCZE RAZ ZAPRZECZYĆ XD
FAKT, TA WIADOMOŚĆ O TT MNIE POCIESZYŁA, SERIOOO *.* XD
NO BARDZO, BARDZO, BARDZO MI SIĘ TEN ROZDZIAŁ PODOBA. I BARDZO, BARDZO, BARDZO CIĘ KOCHAM ZA TWÓJ TALENT, WIEEESZ? <333"
Bo nie jestem ładna ! Jestem brzydka ! Spróbowałam zaprzeczyć , mam się bać ? XD
Cieszę się , bo mnie też pocieszyła ^^
Och , bardzo , bardzo się cieszę z tego powodu . To ja mam talent ?! O.o
Nie wiedziałam , ale dzięki ♥


Basta por hoy . Te quiero ♥
Os saludo , Zander :3
  • awatar Love Will Remember .: haha, taak, jesteś śliczna nawet w kukurydzy ^^ Co do rozdziału, jest on genialny ^^ Ona kocha Niallera, ja to wiem! No bo w końcu non stop o nim myśli! To przecież logiczne jest, noo! Dawaj prędko następny, bo zaraz nie wyrobię ! ^^
  • awatar ♥Everything About You♥: Z KAŻDYM TWOIM WPISEM ROZWALASZ MNIE CORAZ BARDZIEJ, WIESZ? XD HAHAHAHA, PROOSZĘ, NAD KOMENTARZEM JEST KOLEJNY DOWÓD, ŻE JESTEŚ ZAJEBIŚCIE ŚLICZNA, NAWET W KUKURYDZY *.* TAK, TO, ŻE MASZ TALENT TO TEŻ PRAWDA. I KOSZULKA JEST ZAJEBISTA! :333 I ZDJĘCIE CHŁOPAKÓW Z DZIECIACZKAMI TEŻ! AWWWWW :3 A TERAZ CO DO ROZDZIAŁU. NO KURWA, ZNOWU MUSZĘ CI NAPISAĆ, ŻE JEST GENIALNY, ZAJEBISTY, IDEALNY I BÓG WIE CO JESZCZE XX A CO NAJBARDZIEJ UTKWIŁO MI W GŁOWIE Z TEGO DZIAŁU? TO, ŻE ONA MYŚLI O NIALLU. CAŁY CZAS MYŚLI O NIM, MYŚLI O NIM, JEEEEEJ! I ONA GO KOCHA I KOCHAĆ NIE PRZESTANIE, NA PEWNO! MOŻE I DA SZANSĘ ELLIOTOWI, ALE NIALLA NA PEWNO NIE PRZESTANIE KOCHAĆ, JEEEEJ *.* TAKŻE TEGO, CZEKAM NA TEN WYCZEKIWANY 12 ROZDZIAŁ <3
  • awatar Vi i Ve: Zajebisty <3 Mam nadzieję, że Niall i Ann w końcu się zobaczą i że bd razem... Masz ogromy talent. Masz zajebistą ciotkę and... ładne zdjęcie i ładna jesteś i nie pisz, że tak nie jest;) Pozdro :* Vi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
*10 czerwca 2013 roku – poniedziałek , Luton*

Obudził mnie krzyk któregoś z chłopców. Gwałtownie usiadłam i rozejrzałam się. Leżałam na kanapie w jakimś salonie, który był nawet ładnie urządzony.
- Stefan! Zabiję Cię! – krzyknął Philip i po chwili brunet wraz z jakimś nieznanym mi chłopakiem wlazł do pomieszczenia, w którym przebywałam.
Bezczelnie usiedli obok mnie i włączyli telewizor.
- Gdzie my jesteśmy? – spytałam.
- Na 12 Ashburnham Road w Luton. – odpowiedział niejaki Stefan.
- Okey? A co my tu robimy? – spytałam lekko zdziwiona.
- Pytaj Elliot'a. – powiedział Philip. – Siedzi w kuchni.
- A gdzie to? – spytałam, a oni kiwnięciem głową wskazali mi odpowiedni kierunek.
Wstałam i powolnym krokiem ruszyłam w stronę domniemanej kuchni. Po chwili przekroczyłam jej próg. Przy stole siedział Elliot i zawzięcie rozmawiał z jakąś blondynką o zielonych oczach. Na oko miała około czterdziestki.
- Dzień dobry. – powiedziałam, a dwie głowy spojrzały w moją stronę.
- Och, Ann! Dobrze, że jesteś! – krzyknął uradowany Elliot.
- Też się cieszę. – powiedziałam znudzona. – Co my tu robimy? Nie powinniśmy ukrywać się w jakimś lesie, czy coś?
- Spokojnie, ona nas nie wyda. – spojrzał na nią. – Siadaj. – powiedział i wskazał miejsce obok siebie.
Zajęłam miejsce i spojrzałam na kobietę. Oglądała mnie wzdłuż i wszerz.
- Może nas przedstawisz? – spytałam Elliot'a i lekko go walnęłam w brzuch.
- Ach tak! Annie, to Twoja mama Carla, Carla to Twoja córka Annie. – powiedział Elliot.
- Że co? – spytałam z niedowierzaniem.
- Jestem Twoją matką Annie. – powiedziała i uśmiechnęła się.
- Zacznijmy o tego, że jestem Ann. I Elliot, jak ją znalazłeś? – spytałam.
- Wszystko dla Ciebie. – powiedział i puścił mi oczko.
- Elliot, może zostawisz nas same? – spytała Carla, albo raczej moja mama.
Elliot przytaknął i opuścił kuchnię.
- Więc.. – zaczęłam. – Jesteś Carla i jesteś moją mamą..
- Tak. Bardzo się cieszę, że żyjesz. – powiedziała z entuzjazmem. – A co tam u Kurt'a i jego żony Lindy?
- Oni nie żyją. – powiedziałam bez skrupułów.
- Jak to? – spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Wzruszyłam ramionami. – Kiedy zmarli? Jak to się stało?
- W jakiej erze Ty żyjesz?! – podniosłam głos. – Huczało w necie od tego, że Annie Colins bez skrupułów wprowadziła się do rodziny słynnego wokalisty z boysbandu One Direction!
- Spokojnie. Nie przesiaduję 24 godziny na dobę w necie i szukam informacji o jakimś tam wokaliście.
- Przepraszam. – powiedziałam. – Zginęli w wypadku samochodowym jakoś w tamtym miesiącu. Gdyby nie szybka pomoc innych kierowców również bym była teraz martwa. W ciężkim stanie trafiłam do szpitala. Po dwóch tygodniach bodajże zamieszkałam w Doncaster u siostry Kurt'a. I teraz zostałam zmuszona do wyjazdu z kraju.
- Przykro mi.
- A mi nie. – powiedziałam wzruszając ramionami. – Nawet się cieszę z tego, że oni nie żyją. Moje dzieciństwo było masakryczne. Zabrali mi to, co w tamtych czasach najbardziej kochałam. Zabrali mi matkę.
- Mi zabrali córkę.. – szepnęła.
- Ale skończmy temat o nich. Jak Ci się powodzi?
- Jestem bibliotekarką w miejscowej bibliotece miejskiej. Mam dwójkę dzieci: 13-letniego syna Jasper'a i 4-letnią córkę Halszkę, które aktualnie są u mojej mamy. Mój mąż, Justin, jest kierowcą tirów, podróżuje i prawie cały czas nie ma go w domu.
- Więc jesteście szczęśliwą rodzinką. – powiedziałam odwracając wzrok od jej zielonych oczu.
- Tak. Ale czegoś nam tu brakuje. – powiedziała i udała zamyśloną.
- Psa? – spytałam lekko się śmiejąc.
- Ciebie Ann. – powiedziała.
Spojrzałam na nią ze zmieszaniem w oczach.
- Zamieszkaj z nami. – powiedziała z nadzieją w głosie.
- Nie mogę. – powiedziałam.
- Dlaczego? – zdziwiła się.
- Nie chcę, by ktoś potem cierpiał z mojego powodu.
- Ja wiem, że Ty masz za sobą kryminalną przeszłość.
- To dobrze, że wiesz. Elliot wspominał Ci, że jestem ścigana przez policję i muszę się kryć? Nie chcę, byś poszła siedzieć przeze mnie. Kumasz? – wstałam z miejsca.
- Jak to?! - spytała z przerażeniem w oczach.
- Zabiłam człowieka na oczach tysięcy ludzi. Muszę zniknąć. – szepnęłam. – Zaraz się nas pozbędziesz. Znajdę chłopaków i znikamy.
- To chociaż zostańcie na obiad. – powiedziała z nadzieją.
- Nie możemy. Policja już pewnie wychwyciła nasz trop. Musimy spadać. Ale dziękuję za propozycję. – powiedziałam.
Opuściłam kuchnię i weszłam do salonu, w którym aktualnie przebywał Marco z jakimiś dwoma typami.
- Zbieraj resztę i spadamy. – rzuciłam i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych.
Stanęłam w holu i czekałam na resztę. Po około 10 minutach wszyscy wraz z Carlą stali w holu i ubierali buty.
- Wpadniesz do nas jak ta sprawa ucichnie? Chciałabym, żebyś poznała swoje młodsze rodzeństwo. Tyle im o Tobie opowiadałam, że nie mogą się doczekać. – powiedziała Carla z uśmiechem na twarzy.
- Zobaczę. – powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
Chłopacy wyszli z mieszkania i wsiedli do busa.
- Będę tęsknić. – powiedziała Carla i przytuliła mnie.
- Okey. – powiedziałam i odsunęłam się od niej. – Jeszcze kiedyś się spotkamy.
Opuściłam jej mieszkanie i wsiadłam na tyły busa. Elliot ruszył.
- To gdzie jedziemy? – spytał Philip.
- Do Doncaster. Zabierzemy Jaxon'a i Dennis'a. – spojrzał na mnie. - Ty wpadniesz po jakieś ciuchy do tej swojej ciotki. I wtedy wypierdalamy z Anglii.
- Masz fałszywe dokumenty? – spytał Marco.
- Jasne. Dla każdego. – powiedział uśmiechając się.
*
Dojechaliśmy do Doncaster pod dom Angels'ów. Elliot i Marco pomogli Dennis'owi wnieść Jaxon'a do busa. Następnie załadowali ładunek wybuchowy w piwnicy, poczym odjechaliśmy.
Następny przystanek – dom mojej ciotki. Po 20 minutowej jeździe dojechaliśmy tam.
- Daj mi swój telefon. – powiedział Elliot.
Podałam mu go. Farbowany blondyn otworzył okno i wyrzucił mój telefon na ogródek domu Jay.
- Co Ty kurwa robisz?! – wydarłam się.
- Policja. Są w środku. Czekają aż wrócisz. – powiedział i ruszył.
- Ale moje ciuchy! – krzyknęłam.
- Kupimy coś w drodze na lotnisko lub już jak będziemy na miejscu. – powiedział Marco.
- Dobra! To się wykosztujecie. – powiedziałam śmiejąc się.
- Spokojnie. Mamy trzy miliony, więc możemy szaleć. – powiedział Elliot i zaśmiał się.
- Skąd wy je.. – zaczęłam, ale Jaxon wciął mi się w zdanie.
- Okradliśmy kilku ludzi. – zaśmiał się.
- Okey. Żeby nie było na mnie. – powiedziałam szybko.
- Spokojnie. To będzie sprawka Jordan'a, jakby co. – powiedział Marco śmiejąc się.
- Dobra. – powiedziałam.
Do końca drogi siedziałam cicho.

*Na lotnisku*
- Ann, pośpiesz się.. – narzekał Elliot.
- Spokojnie. Lot mamy za dwadzieścia minut. – powiedziałam i słodko się uśmiechnęłam.
Elliot z czarującym uśmiechem zaśmiał się pod nosem i podbiegł do mnie. Wziął mnie na ręce i dołączył do reszty.
- Co Ty do kurwy nędzy robisz? – spytałam śmiejąc się.
- Pokazuję, że takie piękne i mądre kobiety trzeba rozpieszczać. – uśmiechnął się.
Wywróciłam oczami. Całą grupą podeszliśmy do kontroli. Kobieta wzięła moje i Elliot'a dokumenty i zaczęła je studiować.
- Państwo Crisby? – spytała i spojrzała na nas.
- We własnej osobie. – powiedział Elliot i postawił mnie na ziemi. - Lecimy na miesiąc miodowy. – mrugnął do mnie i lekko ucałował w policzek.
- To życzymy miłego wypoczynku! – krzyknęła radośnie i przepuściła nas.
Po 20 minutach byliśmy już w niebie.
- Udało się! – powiedział szczęśliwy Marco.
Spojrzałam na Elliota.
- Państwo Crisby? – spytałam go i uniosłam jedną brew do góry.
Farbowany blondyn przeniósł wzrok na mnie.
- Nie wiem o czym mówisz. – powiedział kręcąc się na siedzeniu.
- Serio, mój kochany mężu?! – spytałam akcentując ostatnie wyrazy.
- No coś Ty.. – powiedział śmiejąc się. – To była tak dla żartu. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz. – spojrzał na mnie.
- Skądże. – powiedziałam z sarkazmem.
- Annie, no proszę Cię. – złapał mnie za rękę.
- Nie gniewam się, ale nie będę uchodziła za Twoją żonę. – zaśmiałam się.
- No okey, chciałem, żebyś się trochę pośmiała. – mrugnął do mnie.
- Uśmiałam się na maksa. – powiedziałam z ironią. – Obudź mnie jak wylądujemy.
Ułożyłam się na ramieniu Marco i zamknęłam oczy.

_______________________________

Cześć miśki ! <3
Z góry przepraszam za to , że rozdział wyszedł krótki .. : c
Następny jest dłuższy ..

Wiadomość do Julka :
Bardzo rozbawił mnie Twój komentarz ..
Szczególnie kilka jego fragmentów xd

"ale przynajmniej zginęli wszyscy
hahhah xd
kretyni -.-"
Cieszy Cię cudza krzywda ? XD
Mnie też ^^

"słodko wyglądasz pośród dzieci ;D pasujesz do Niall'a "
Żartujesz sobie ze mnie ? XD
Ja ? słodko ? Ja ? Pasuje ? Niall ?
Czemu mnie kłamiesz ? Why ? : c


Wiadomość do : "Nie trać nadziei... ♥"
"Ładna jesteś . *-*"
Serio ? Ty też kłamiesz ? Ja , ładna ? Kpisz sobie . Jestem brzydka i tyle ..

~~~~~~

Małe pocieszenie dla dziewczyn które mają TT
'Nie followujemy
fanek ktore w przyszlosci
moglibysmy
poslubic.byloby dziwnie
miec ja w
obserwowanych-1D' TO WSZYSTKO WYJAŚNIA

via. FB

To wszystko wyjaśnia , serio xd
Paczajta , w przyszłości mogę być żoną któregoś z chłopców ^^
~~~~~~

Ano i mam dla Was niespodziankę xd
Jeśli chcecie ją (to będzie zdjęcie) zobaczyć to piszcie i pojawi się ona pod następnym rozdziałem :3

Ok . Kończę na dzisiaj ^^
Zander :3
  • awatar Summer Rain .: awwww, odnalazła matkę! Cieszę się, cieszę. hahaha a Elliot dojebał tym miesiącem miodowym i wg xD hahaha, nie no, kocham cię kobieto <3 czekam na następny ; *
  • awatar ♥Everything About You♥: PEWNIE, ŻE CHCEMY TĘ NIESPODZIANKĘ, COKOLWIEK TO JEST XOXO HMMMMMM, CZYŻBYŚ ZNOWU CHCIAŁA SIĘ KŁÓCIĆ, ŻE NIE JESTEŚ ŁADNA? TYLKO SPRÓBUJ JESZCZE RAZ ZAPRZECZYĆ XD FAKT, TA WIADOMOŚĆ O TT MNIE POCIESZYŁA, SERIOOO *.* XD A TERAZ CO DO ROZDZIAŁU... MATKO BOSKA, ONA SPOTKAŁA SWOJĄ MATKĘ *.* TYLKO SZKODA, ŻE MUSZĄ UCIEKAĆ. SZKODA MI JEJ I CHŁOPAKÓW Z 1D, ALE WIEEEM, ŻE JESZCZE SIĘ SPOTKAJĄ, MUSZĄ :3 I MIESIĄC MIODOWY, TO ŻEŚ DOJEBAŁ ELLIOT, AHAHAHAHAHA XOXO NO BARDZO, BARDZO, BARDZO MI SIĘ TEN ROZDZIAŁ PODOBA. I BARDZO, BARDZO, BARDZO CIĘ KOCHAM ZA TWÓJ TALENT, WIEEESZ? <333
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: Oooo Elliot odnalazł jej mamę jak słodkooo .. ! No to prawda że jesteś ładna ! JA bym Cię NIGDY nie okłamała . :D I to że są małżeństwem ahahhahah xD " - Serio, mój kochany mężu?! " padłam Boski ! *o* Czekam na następny .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Na scenie zobaczyłam bruneta, z masą tatuaży na ciele, dziewczynę w fioletowych włosach i czwórkę nieznanych mi chłopaków przytrzymujących mojego kuzyna i jego przyjaciół.
- Jordan.. – syknęłam do siebie pod nosem.
- Co jest?! – wydarł się przestraszony Louis.
- Zamknij się! – warknął Jordan.
Po chwili na scenę zaczęła wchodzić ochrona.
- Cofnijcie się, albo ich zabijemy. – powiedział Jordan z szatańskim uśmieszkiem, i cała piątka przytknęła pistolety do szyi chłopaków, a dziewczyna zaśmiała się wrogo.
- Czego chcecie?! – krzyknął jeden z ochroniarzy.
- Chciałbym, żeby kuzynka Louis'a, Annie Colins, przyszła w tej chwili na scenę. Zapraszamy Annie. – powiedział z intrygującym uśmiechem.
Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam. Dziewczyny siedzące obok mnie zaczęły szeptać coś do siebie pod nosem. Pewnym krokiem weszłam na scenę i stanęłam przed Jordan'em i Niall'em.
- Och, Annie. Dobrze, że jesteś. Twój przyjaciel.. Hmm.. Szkoda by było, gdyby zginął, nie sądzisz? – powiedział uśmiechając się.
- Puść go! – warknęłam.
Spojrzałam w oczy Niall'a. Był przerażony, zupełnie tak jak reszta osób na arenie.
- Stevenson! – krzyknęłam. – Chcesz mojej śmierci, więc zostaw moich najbliższych w spokoju!
- Och, kochaniutka.. – zaczęła dziewczyna. – Byłaś taka bezbronna w szpitalu, a teraz rzucasz się na przestępców? – zaśmiała się.
- Gówno o mnie wiesz, suko! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy! – krzyknęłam zła.
- Violetta? – spytał Harry patrząc na dziewczynę.
- Jaka tam Violetta. – powiedziałam. – Wiedziałam, że skądś kojarzę tą mordę! – warknęłam. – Jordan, nie wiedziałam, że teraz pieprzysz tą sukę. – zaśmiałam się. – Myślałam, że stać Cię na lepsze, ale widocznie się myliłam. – westchnęłam. – Camille Alexandra Spectrum. Masz 16 lat i za grosz szacunku dla innych. Jej ojciec zginął w wypadku 10 lat temu, a matka 5 lat temu przedawkowała kokę. Do 18 roku życia miała przebywać w rodzinie zastępczej. Niestety, potem wzięli ją do ośrodka karnego za zabicie siedmioletniej siostry. Zbiegła stamtąd i do dzisiaj jej nie znaleźli, prawda? – zaśmiałam się. – Och, Harry.. Tak mi przykro, że nie skumałam wcześniej, że to ona. Nie musiałbyś teraz tak cierpieć.. – spojrzałam na niego. W kącikach oczu gromadziły się łzy. – A wracając.. Stevenson.. Proszę Cię, daruj sobie te gierki. Skoro chcesz mojej śmierci, proszę, strzelaj. Nie mam broni, nie mam nic na swoją obronę. Dawaj. – uśmiechnęłam się.
- Wiesz.. O wiele lepiej patrzałoby się na Ciebie i na to jak cierpisz, gdybym zabił jedną z osób na których Ci zależy. – zaśmiał się z pogardą. – A ten blondyn jest tego najlepszym okazem. Chyba, że powiesz, że nic dla Ciebie nie znaczy, ale w to wątpię. – zaśmiał się.
- Ten blondyn?! Proszę Cię! – zaczęłam się śmiać. –On?! Jordan, dobrze wiesz, że w takich nie gustuję. On jest.. taki dziwny, brzydki, gruby i w ogóle.. Ale wiesz.. – zamyśliłam się. – Musisz być totalnym zerem, jeśli chcesz zabić bezbronnego chłopaka. On nic dla mnie nie znaczy, więc strzelaj. Zrób to tak, jak zrobiłeś to Chris'owi. – spojrzałam w jego oczy. – No zrób to!
- Oszalałaś?! – wydarł się Zayn.
- Morda Malik! – krzyknęłam. – Strzelaj, Stevenson!
- Malutka Annie, nie będzie płakać za chłopakiem? – zaśmiała się ponownie Camille.
- Zamknij się i nie mieszaj w to, bo ta twoja morda może zaraz spocząć w ziemi, rozumiesz? – spojrzałam na nią. – A Ty, Stevenson, strzelaj! Dalej kurwa, strzelaj!
Brunet opuścił broń i rzucił Irlandczyka na ziemię. Ukradkiem spojrzałam na niego, w jego oczach widać było łzy. Skrzywdziłam go, to było widać, ale co mogłam zrobić, by przeżył?
- Ciota. Nic dobrze nie potrafisz zrobić. – zaśmiałam się z pogardą i założyłam ręce na piersi.
- Nic się nie zmieniłaś. Myślałem, że po tych 3 latach wydoroślejesz i zrozumiesz, że ze mną się nie zadziera. – syknął.
- Ops! – wyrwało mi się. – Widzisz, nic a nic się nie zmieniłam. – podeszłam do niego pewnym krokiem. Zbliżyłam usta do jego ucha. – Pamiętasz Jasper'a, twojego brata? Nie chcesz chyba, by to samo spotkało Ciebie i tą Twoją sukę. – wyszeptałam i spojrzałam na zdezorientowaną dziewczynę.
Odsunęłam się od niego. Pustka w jego oczach była.. dziwna?!
- Chcesz mnie, więc chodźmy. – powiedziałam. – Załatwmy to bez świadków.
- Puśćcie ich! – krzyknął Jordan. – A weźcie ją!
Czwórka chłopaków puściła Louis'a i jego przyjaciół. Podeszli do mnie i dwójka z nich złapała mnie za ręce.
- Mam nogi, mogę iść sama. – syknęłam do nich i wyrwałam się.
- Idziemy! – rozkazał Jordan.
Ruszyliśmy do wyjścia.
- Gdzie ją zabieracie?! – spytał Harry.
- Nie Twój interes, gówniarzu! – odkrzyknął mu Jordan.
- Nie martwcie się o mnie. – powiedziałam. – A Ty Jordan, sądzisz, że Marco i reszta odpuści Ci, że zabiłeś jedną z Angels'ów?
- Kiedy wróciłaś? – spytał ze strachem w oczach.
- Gdy zacząłeś grozić moim przyjaciołom. – zaśmiałam się z pogardą.
- I jesteś teraz dziewczyną Jaxon'a? – spytał śmiejąc się.
- Skądże. Musisz wiedzieć, że ja do niego nie wrócę. Nigdy. – powiedziałam patrząc na niego.
W tym momencie przez drzwi weszła trójka chłopaków.
- Witaj Stevenson. – powiedział jeden z nich, po głosie rozpoznałam, że to Marco. – Chyba się nie nauczyłeś, że jeśli się zadziera z jednym z nas, to zadziera się z całą grupą, co nie? A Annie jest z naszej grupy, więc wiesz..
- Marco.. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy. – Długo kazałeś na siebie czekać. Gdzie reszta?
- Jaxon siedzi w chacie razem z Dennis'em. – powiedział uśmiechając się. – A teraz do rzeczy. Stevenson, puść ją. Chyba, że wolisz skończyć tak jak Twój brat..
- Wasza trójka przeciw naszej piątce? – powiedział Jordan i zaśmiał się złośliwie.
- Sądzisz, że przyszlibyśmy w trójkę, by odbić Annie? – powiedział Philip śmiejąc się. – Chyba nas nie doceniasz..
Po chwili przez drzwi weszła jeszcze piątka chłopaków i stanęli za Marco i resztą.
- A Annie jest za ważną osobą w naszym życiu. Pamiętaj! Nie pozwolimy, by ktoś ją skrzywdził! – syknął Drake.
Jednego z chłopaków, którzy właśnie przed chwilą weszli znałam i przeklnęłam się w duchu, że ponownie muszę go oglądać.
- Witaj Ann. I znowu muszę ratować Ci tyłek. – powiedział farbowany blondyn i uśmiechnął się.
- Bo jesteś jak wrzód na tyłku. – powiedziałam.
- Jeśli chcesz to mogę wyjść. – powiedział i spojrzał na drzwi.
- Elliot, uspokój się i pomóż nam. – powiedział Marco.
- Nie ma sprawy, ale po skończonej akcji czekam na buziaka od Annie. – powiedział i zalotnie się do mnie uśmiechnął, na co wywróciłam oczami.
- Emm, mogę się wtrynić? – spytałam. – Może przeniesiemy się na zewnątrz, bo wiecie, ludzie się boją.
- A no racja. – powiedział Jordan.
Wyszliśmy na zewnątrz, a cała arena ruszyła za nami. Padało. Powoli robiło się ciemno. Marco i reszta jego „pomocników” wyciągnęła pistolety i zaczęli kierować je w strony przeciwników. Jordan rzucił mną na ziemię i on, jak i jego ekipa, również je wyciągnęli i zaczęli celować w stronę moich. Szybko wstałam i pobiegłam do Marco, który dał mi swoją zapasową spluwę. Odblokowałam ją i wycelowałam w Jordan'a. Wymieniałam z Jordan'em spojrzenia.
- Będziesz martwy tak jak swój brat Jasper! – syknęłam.
- A Ty tak jak Twój malutki Chris! – syknął z jeszcze większym jadem.
Marco strzelił w jakiegoś blondyna. Zaczęło się. Ludzie bali się, że jakaś kula trafi w nich. Gdy ludzie Jordan'a leżeli na ziemi widziałam w jego oczach panikę.
- Zostałeś tylko Ty. – powiedziałam, a na moich ustach zagościł uśmiech.
- To dawaj! – powiedział.
- Widok Ciebie w rozterce, po śmierci Twojego brata był cudowny. Czas na Ciebie. Śmierć już się zbliża, drzwi do piekła stoją już dla Ciebie otwarte. – podeszłam bliżej niego. Kop z półobrotu w brzuch i Jordan znalazł się na ziemi. Jego pistolet poleciał gdzieś na bok.
- Strzelaj! – krzyknął Jordan. – Inni Cię odnajdą i załatwią!
Zza rogu słychać już było syrenę policji.
- Annie, pośpiesz się! – krzyknął Marco.
- Będziesz smażyć się w piekle, Stevenson! – syknęłam.
- Do zobaczenia za niedługo, kochanie. Diabeł na Ciebie też już czeka. – powiedział z uśmiechem.
Wystrzeliłam. Jordan odszedł do piekła z uśmiechem na twarzy.
- Spierdalamy! – krzyknął Elliot.
- Ann! – krzyknął Louis.
Spojrzałam na Elliot'a.
- Idźcie beze mnie! Zaraz Was dogonię! – odkrzyknęłam.
Louis i reszta chłopków podbiegła do mnie, a Marco stanął obok mnie.
- Co teraz zrobisz? – spytał Zayn.
- Przeczekam burzę, razem z chłopakami wyjedziemy. – powiedziałam patrząc na Marco, który panicznie się rozglądał dookoła.
- Jak Cię znajdziemy? – spytał Harry.
- Nie szukajcie mnie. Zapomnijcie. Tak będzie łatwiej. Za dużo ludzi to widziało. Będę o Was pamiętała. – powiedziałam uśmiechając się i spojrzałam na blondyna. – Niall, wybacz, że tak się stało. Znajdziesz sobie kogoś o wiele lepszego ode mnie. Zaufaj mi. Tak będzie lepiej. Psuję Waszą reputacje. Żyjcie tak, jakbym nigdy nie pojawiła się w Waszym życiu.
- Kończ już! Gliny już prawie są! – krzyknął Marco.
Podeszłam bliżej Niall'a i mocno go przytuliłam. Płakał.
- Kiedyś wrócę. – wyszeptałam do jego ucha, poczym odsunęłam się od niego i szybko przytuliłam pozostałą czwórkę.
- A co z Violettą, znaczy Camille? – spytał Harry.
- Uciekła, ale nie martwcie się. Ona nic Wam nie zrobi. Będzie się bała. Ale miejcie oczy szeroko otwarte. – powiedział Marco. – Dobra, Annie, spieprzamy.
- Żegnajcie! – krzyknęłam.
Złapałam Marco za rękę i rzuciliśmy się w ucieczkę. Po chwili znaleźliśmy się w ciemnej uliczce, na której Elliot zaparkował swojego busa. Pośpiesznie do niego wsiedliśmy, a chłopak szybko odjechał.
*
Jechaliśmy już kilka godzin. Wszyscy oprócz mnie i Elliot'a już spali. Za oknami busa widać było tylko ciemność i drzewa, pewnie przejeżdżaliśmy przez las.
- Przykro mi. – powiedział Elliot i w lusterku spojrzał na mnie.
- Huh? – spojrzałam na niego.
- Widać, że go kochasz.
- Co Ty pieprzysz?! – spytałam podnosząc głos.
- No o tym blondynie. Kochasz go. – chłopak się uśmiechnął. – Tak samo, jak kiedyś kochałaś Jaxon'a.
- Tyle, że Jaxon jest skończonym zerem i już nigdy z nim nie będę. – powiedziałam wywracając oczami.
- Ale kochałaś go.
- To co?
- Nic. Teraz kochasz tamtego, ale za jakiś czas to minie. Znajdziesz innego. Zakochasz się, zostaniecie parą..
- Ale znowu wpierdoli się jakiś palant i spieprzy moje na nowo poukładane życie. – wtrąciłam mu się w połowie zdania.
Chłopak zaczął się śmiać.
- Dlatego musisz szukać kogoś twardego. Kogoś z kim współpracujesz. – powiedział zalotnie się uśmiechając.
- Kogoś takiego jak.. no nie wiem.. Ty? – zaśmiałam się.
- Czemu nie? – również się zaśmiał.
- Może kiedyś. A tak w ogóle to gdzie jedziemy?
- Mam dla Ciebie niespodziankę. – powiedział i mrugnął do mnie.
- Jaką? – spytałam zaciekawiona i lekko się uśmiechnęłam.
- Niespodzianka. – powiedział uśmiechając się.
- Elliot! – podniosłam głos.
- Prześpij się. Rano jak się obudzisz, to się ucieszysz.
- Dobra. To lepiej się do mnie rano nie odzywaj, wtedy będę najszczęśliwszą osobą na świecie.
Udałam obrażoną i ułożyłam się na torsie Marco, który pochrapywał lekko na plecach Philip'a. Marco lekko się uśmiechnął i położył swoją rękę na mojej talii. Po chwili zasnęłam.

_____________________

No cześć :3
Rozdział wyszedł do dupy , ale kurczę , nie mogę doczekać się , aż dojdziemy do 12 rozdziału , który jest zajebisty i strasznie się nad nim napracowałam (pisałam go 3 dni, musiał być idealny) *_*
Będę pisać dwie części tego opowiadania .
Pierwsza ma 14 rozdziałów , druga jeszcze nie wiem , bo nie mam weny by ją pisać . Tak myślałam , że drugą część zacznę wstawiać jak będzie skończona i idealna , czyli gdzieś we wrześniu .
W sierpniu zaplanowałam iż będę wstawiać jakieś inne opowiadanie , żebyście o mnie nie zapomniały rzecz jasna , a we wrześniu (tak myślę) zacznę wstawiać część drugą :3
Mam nadzieję , że zaakceptujecie to , bo naprawdę nie mam pomysłu co dalej pisać w tej drugiej . Mam niby jeden rozdział , czy nawet dwa napisane , ale nie wiem co dalej . Zatrzymałam się na tym i koniec . Będziecie musiały niestety poczekać : c

I mam dla Was zdjęcie z "moją" rodziną (znaczy kuzynostwem , czy jak to się tam mówi) XD
Od lewej : Kinga , ja, Damian, Dominika i Dominik xd

Nie śmiać się ! Byłam nie uczesana ani nic xd

I paczajcie jakie słodziaki *_*
Jeden i drugi ! Ten mały to widać , że od Horan'ów . Schrupałabym go ^^
Ciekawe jakie imię mu dadzą XD

A słyszałyście o Cory'm ? Biedak ... Spoczywaj w pokoju .. [*]
Lea .. bardzo jej współczuje w tym momencie , pewnie jest jej trudno .. : c
Jeśli nie wiecie o co chodzi , to zajrzyjcie w mój poprzedni post .. [*]

To na tyle ..
love you with <3
Zander :3
  • awatar Love Will Remember .: smutam teraz ;C Przez nagłą zmianę w opowiadaniu i z powodu śmierci Cory'ego [*] Ale z jednej strony cieszę się z powodu narodzin bratanka Nialler'a. Mimo wszystko, rozdział jest cudowny. Czekam na następny ^^
  • awatar Don't kill butterfly !: świetny blog ! Również piszę opowiadanie, są dopiero 2 rozdziały i nie wiem czy pisać , wiecej . Jeśli byś miała chwilkę czasu t zapraszm wpadnij i skomentuj, a jeśli się spodoba dodaj do obserw , będę bardzo wdzięczna ;*
  • awatar NEVER STOP DREAMING: jejku, aż się popłakałam :c smutno się zrobiło :c mam nadzieję, że się poukłada i Ann nie będzie miała problemów. świetny rozdział, czekam na następny <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Mój ulubiony aktor Glee odszedł .. : c

Jeden anioł opuścił ziemię, inny właśnie na nią przyszedł. ♥
Cory zmarł - anioł, który odszedł.
Bratanek Niall'a się urodził - anioł, który zstąpił na ziemię.
Piękne. :'
http://25.media.tumblr.com/233493a8282914fcbe43bdd190d16734/tumblr_mq2k6cigZu1s53xzyo1_500.jpg


Kanadyjski aktor Cory Monteith, gwiazda popularnego serialu "Glee", zmarł z powodu przedawkowania heroiny i alkoholu - poinformował we wtorek urząd koronera prowincji Kolumbia Brytyjska. Aktor miał 31 lat.
W oświadczeniu urzędu koronera napisano, że nie ma żadnych dowodów, które wskazywałyby, iż śmierć Monteitha "była czymś innym niż tragicznym wypadkiem".
Ciało Monteitha w pokoju na 21. piętrze hotelu Fairmont Pacific Rim w Vancouver znaleźli pracownicy hotelu, którzy weszli do pomieszczenia, gdy aktor nie wymeldował się na czas.
31-letni Monteith zmagał się z uzależnieniem od narkotyków. Na pierwszą terapię odwykową zgłosił się w wieku 19 lat. Już wcześniej otwarcie mówił w wywiadach o swoim uzależnieniu; w jednym z programów przyznał, że "brał już wszystko" i "ma szczęście, że żyje". W kwietniu ponownie zgłosił się do ośrodka leczenia uzależnień.
Cory Moteith znany jest przede wszystkim z serialu "Glee", gdzie grał Finna Hudsona, popularnego w swoim liceum sportowca, który zaczyna śpiewać w szkolnym chórze. Serial, w którym gościnnie występują też znani aktorzy i aktorki, m.in. Gwyneth Paltrow, bił w USA i na świecie rekordy oglądalności, czyniąc ze stosunkowo mało znanych aktorów międzynarodowe gwiazdy.



Spoczywaj w pokoju Cory .. [*]
Biedna Lea .. : c
 

 
*9 czerwca 2013 roku – niedziela , Doncaster. Około godziny 4 w nocy*
Z dołu dobiegał dzwonek do drzwi, który mnie obudził. Dawał się we znaki, a nikt nie miał zamiaru otworzyć. Niechętnie wstałam i ruszyłam na dół. Obok drzwi spotkałam zaspaną Jay.
- Spodziewamy się kogoś? – spytałam.
- Ja nie, Ty pewnie też nie. – powiedziała i otworzyła drzwi.
O ścianę opierał się jakichś chłopak, jego biała podkoszulka i niebieska bluza były poplamione krwią, a on sam miał liczne rany na twarzy.
- Annie.. – wyszeptał.
Uklękłam obok niego.
- Jezu, Marco?! Co Ci się stało?! – krzyczałam.
- Dziecko.. – powiedziała zdenerwowana Jay. – Ann, trzeba go zawieźć na pogotowie.
- Nie! – krzyknęłam równo z półprzytomnym Marco.
– Proszę, pomóż mi go wnieść do środka. Opatrzę go, a potem zadzwonię po jego kolegów.
Wnieśliśmy go do kuchni.
- Marco, połóż się na stole. – powiedziałam.
Chłopak powoli doczłapał się do stołu i spoczął na nim.
- Masz jakieś opatrunku, czy coś?! – krzyknęłam zdenerwowana.
- Zaraz przyniosę. – powiedziała i pobiegła schodami na górę.
- Jak to się stało? – spytałam podczas oglądania ran.
- Jordan i jego grupa wrócili do Doncaster. Dowiedzieli się, że Ty tu jesteś. Jaxon.. zmierzył się z nim. Jordan złamał mu nogę, ale on żyje, nie bój się o niego. Drake i Philip zawieźli go do szpitala.
- A Scott? – spytałam.
- Dennis? Spokojnie, żyje. Siedzi w chacie.
- A co z Jordan'em?
- Jego ekipa nie żyje. On sam spierdolił nam, ale spokojnie, nie pozwolimy, żeby coś Ci się stało. Ważne, żebyś nie wychodziła z domu do czasu, aż go załatwimy.
- Marco, ja jutro jadę do Londynu. – powiedziałam.
- Słucham?! – podniósł głos.
- Spokojnie, tam mi nic nie zrobi. Za dużo świadków. – powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
- Ann, Ty chyba go nie znasz..
- Marco, spokojnie. Jordan, nie jest taki głupi za jakiego go uważacie. Dam sobie radę. Mój kuzyn ma cały czas ochronę na karku to nawet przez myśl mu nie przejdzie, by mnie tam dorwać.
- Colins zabiłaś mu brata. Uwierz, że go nic nie powstrzyma przed zabiciem Ciebie.
W tym momencie do kuchni wbiegła Jay. Podała mi apteczkę, a ja wyciągnęłam z niej wacik i nalałam na niego trochę wody utleniającej. Delikatnie przyłożyłam go do ran na twarzy Marco.
- Może lepiej będzie, jeśli tu zostaniesz. Będziemy mogli Cię chronić. – powiedział Marco zaciskając zęby.
- Pojadę tam. Nie bój się o mnie. Sama wpakowałam się w to gówno i sama sobie z tym poradzę. A Wy zajmijcie się moją rodziną, żeby im się nic nie stało, rozumiesz? – spytałam patrząc to na niego to na Jay, która była na maksa wystraszona.
Chłopak kiwnął głową. Po około półgodzinnym odkażaniu ran Marco założyłam kilka plastrów i zajęłam się raną na brzuchu. To bolało go o wiele mocniej niż rany na twarzy, bo gdy przykładałam mu wacik na ranę aż zgiął się w pół.
- Marco, nie ruszaj się.. Pamiętasz nauczkę sprzed 4 lat? – spytałam. – Nie chcesz, żeby tym razem też wylała na ranę całą buteleczkę wody utlenionej, co nie?
Pokiwał przeczącą głową i ponownie położył się na stole. Dłonie mocno zagnieździł w kieszeniach od spodni, szczękę mocno zacisnął, a oczy zamknął. Zaczęłam odkażać najgorszą ranę. Przypominała mi ranę, którą kiedyś zrobił mi Jordan, dokładnie w tym samym miejscu. Po chwili skończyłam i założyłam opatrunek.
- Gotowe. – powiedziałam i uśmiechnęłam się. – A teraz spieprzaj do domu i zobacz, czy Dennis jeszcze żyje.
- Dziękuję. Nie wiem jak mam Ci to wynagrodzić. Nigdy nie zapomnę tego co dla mnie, dla nas zrobiłaś. – uśmiechnął się. – Mimo tego, że popełniłaś tyle błędów w młodości to jesteś aniołem i moją ulubioną współpracownicą.
- Już się nie przymilaj i zjeżdżaj stąd. I teraz proszę, żeby żaden z Was tu nie przychodził. Kumasz?
- Spokojnie. Będziemy tu gdzieś w pobliżu obserwować Twoich najbliższych, żeby nic im się nie stało.
- Jakby co to informujcie mnie o Jordan'ie. Muszę wszystko wiedzieć.
- Niema sprawy. Jeszcze raz dziękuję i cześć. Do widzenia Pani. I ten Annie, możesz się jutro kogoś spodziewać, że będzie za Tobą do Londynu jechać. Pa. – powiedział i wybiegł z domu Jay.
Spojrzałam na nią.
- Przepraszam Jay. - powiedziałam. – Mogę Cię prosić, żeby nikt się o tym nie dowiedział? A tym bardziej policja?
- Jasne. Ale powiedz mi o co chodzi?
- Nie mogę Ci tego powiedzieć. Wiedz tylko tyle, że będziecie bezpieczni. Marco i reszta nie pozwolą, by coś stało się moim najbliższym. Będzie dobrze, nie musisz bać się o Wasze życie. Tylko nikt nie może się o tym dowiedzieć.
- Ale co to za Marco i reszta?
- Moi przyjaciele. Byliśmy kiedyś rodziną, ale odeszłam od nich. Nie pytaj o nic więcej. Mam autobus do Londynu jakoś teraz?
Jay spojrzała na zegar wiszący nad wejściem do kuchni.
- Tak. O 64. Masz jeszcze 20 minut. Zdążysz tam dojść. – odpowiedziała mi.
- Dziękuję. – powiedziałam.
Szybko pobiegłam na górę, go mojego pokoju. Podeszłam do małej komody i zaczęłam w niej grzebać. Po dłuższej chwili zdecydowałam się na białą bokserkę, czarną bluzę oraz jasne spodenki. Szybko to na siebie założyłam. Nogi przyozdobiły czarne vansy. Włosy szybko rozczesałam i założyłam na głowę czarna czapkę. Wbiegłam do łazienki. Szybko wymalowałam oczy i po raz ostatni przejrzałam się w lustrze. Gdy uznałam, że dobrze wyglądam z powrotem weszłam do mojego pokoju. Telefon wrzuciłam do kieszeni, okulary przerzuciłam przez bokserkę, wzięłam w rękę walizkę i opuściłam pokój.
Pośpiesznie zeszłam na dół. W salonie siedziała Jay.
- Ja już lecę. Dziękuję Ci za wszystko. – powiedziałam i przytuliłam ją.
- Kiedy wrócisz? – spytała, gdy już się od niej odczepiłam.
- Jeszcze nie wiem. Muszę poczekać, aż chłopacy zajmą się tą sprawą z gościem, który wyrządził mi i reszcie gangu tyle krzywdy. Będę bezpieczna, o mnie nie musisz się martwić. Poradzę sobie. Pamiętaj, nie zawiadamiaj policji, a gdy do Ciebie przyjdą nic nie wiedziałaś o tym, że znam te wszystkie gangi z Doncaster, ani że Marco tu był.
- Oni nic nam nie zrobią?
- Nie, oni nie. Oni Wam pomogą. Będziecie bezpieczni. Prosiłabym, żebyś nie dzwoniła do mnie, bo jakbym trafiła w ręce Jordan'a to on może namierzyć Twój telefon i wtedy może ty przyjść i nigdy więcej się nie zobaczymy.
- To jak będziemy się porozumiewać?
- Marco nam pomoże. Damy radę. Muszę już lecieć.
- To pa. – powiedziała i przytuliła mnie. – Masz tutaj coś pieniędzy. – wręczyła mi pieniądze.
- Dziękuję. Oddam jak będę miała. Pa Jay.
Wybiegłam z domu i pognałam na przystanek. Zdążyłam w samą porę. Autobus akurat podjeżdżał. Pośpiesznie wsiadłam i kupiłam bilet. Zajęłam miejsce mniej więcej na środku autobusu.

*2 godziny później*
Przed chwilą wysiadłam z autobusu. W Londynie jest teraz 8. Do koncertu zostało 10 godzin.
- Przepraszam, gdzie można coś zjeść? – spytałam młodego mężczyznę.
- Tu niedaleko jest Nando's, mają zajebiste jedzenie. – powiedział i spojrzał na grupkę swoich kolegów.
- A jak tam dojść? – spytałam.
Mężczyzna wytłumaczył mi dokładną drogę cały czas uśmiechając się i patrząc to w moje oczy to w mój dekolt.
- Dziękuję. – powiedziałam i ruszyłam w kierunku Nando's.
Po jakichś 15 minutach już tam byłam. Powoli weszłam do środka. Zapach jedzenia czuć było już na zewnątrz. Usiadłam przy jednym ze stolików i zamówiłam coś ciepłego. Po chwili kelnerka przyniosła mi spaghetti. Szybko je zjadłam i spojrzałam na zegarek. Dochodziła 9. Wstałam z miejsca i ruszyłam do galerii handlowej, którą mijałam jak szłam do restauracji. Gdy znalazłam się w budynku usiadłam na jednej z ławek i zaczęłam obserwować ludzi. Około godziny 13 zaczęło mi się to nudzić, więc wstałam i ruszyłam pod arenę, w której miał odbyć się koncert. Przed 14 byłam już przed nią. Ludzi było pełno. Każdy miał jakąś koszulkę z One Direction, tylko ja byłam inna.
- Cześć. – powiedziała jakaś ruda dziewczyna i podeszła do mnie.
- Siema. – odpowiedziałam.
- Fanka?
- Tak jakby. A Ty?
- Directioner. – powiedziała z uśmiechem.
- Jestem Ann, a Ty?
- Och, gdzież moja kultura. Jestem Elizabeth. – powiedziała i podała mi rękę, którą po chwili uścisnęłam. – Gdzie masz miejsca?
- VIP, a ty?
- Też. W sektorze A, pierwszy rząd.
- Patrz! Ja też! – krzyknęłam uśmiechając się.
Jeszcze przez chwilę z nią pogadałam i weszłam do budynku. Około godziny 17:45 siedziałam wygodnie na moim miejscu. Walizkę musiałam zostawić z przodu, bo ludzie bali się, że zabiję chłopaków. Debile, nie?
Chwilę później na scenie pojawiła się 5 chłopaków. Tryskała z nich energia. To cudowne. Robili to, co kochają. Nie wiele ludzi może takie coś robić.

*Około godziny 19:30*
- Dobrze. To teraz może jakieś pytanie. – powiedział Liam.
- „Niall, Harry, czy jest już ktoś, kto skradł Wasze serca? Daisy xoxo” – przeczytał Louis.
- Tak. – odpowiedzieli razem i zaczęli się śmiać.
Sala zrobiła coś typu „uuu”. W tym momencie w sali zrobiło się ciemno. Przeczuwałam najgorsze. Po chwili słychać było upadnięcie mikrofonów, a dosłownie kilka sekund później wróciło światło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ubiór Annie :
_____________________________
Siemacie :3
Rozdział miał być wczoraj , ale jest dzisiaj , bo wczoraj Internetu nie miałam .. : c
Rozdział wyszedł słabo , ale następne są lepsze *_*
I mam do Was pytanie . Mam zrobić dwie części tego opowiadania , czy pisać tą część do końca , wiecie do happy end'u ? ^^
To wszystko wiąże się z tym , że nie wiem jak wam się lepiej czyta .
Bo w drugiej części zamierzałabym pisać na przykład jeden rozdział to teraźniejszość, drugi wspomnienia .. Kumacie ? A gdybym pisała jedną część tylko to by był taki ciąg .. Nie wiem co będzie lepsze ..

To na tyle. Pa pa .
love you with <3
Zander :3

  • awatar Love Will Remember .: ej ej ej! ty mnie weź nie strasz, bo ja się o nich serio boję! Rozdział świetny *.* czekam na następny ; *
  • awatar Let me to go to paradise ... †: O matko ... Co się stało ?! Boże nie wiem co mam myśleć ! ;o Boje się o nich ! Pisz szybko kolejny ! Bo już nie mogę się doczekać następnego ! Rozdział jest boski . Biedny Marco . :c Pisz dwie części . :)
  • awatar ♥Everything About You♥: Walizkę musiałam zostawić z przodu, bo ludzie bali się, że zabiję chłopaków. - TO MNIE POWALIŁO XD ALE OGÓLNIE ROZDZIAŁ MNIE TROCHĘ WYSTRASZYŁ. CO JEŻELI TEN GOŚCIU ZROBI COŚ ANN ALBO CHŁOPAKOM? NO NIE MOGE NO XOXO I JESZCZE KOŃCZYSZ W TAKIM MOMENCIE, JA JESTEM CIEKAWA CO DALEJ! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Pośpiesznie przeszłam przez bramę i skierowałam się w stronę głównych drzwi od domu. Dumnie otworzyłam drzwi i przekroczyłam próg. Nie minęło nawet pół minuty, a przede mną ukazała się sylwetka podenerwowanego Louis'a.
- Witaj Loui. – zaśmiałam się.
- Gdzie Ty do cholery byłaś?! – krzyknął.
Wzruszyłam ramionami i wyminęłam go. Weszłam do salonu, a tam reszta domowników z wrogimi minami. Usiadłam na fotelu i spojrzałam na nich.
- Więc.. gdzie byłaś? – spytał spokojnie Harry.
- Na spacerze. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Bo widzisz.. – zaczął Louis. – Simon powiedział nam, że byłaś się z kimś spotkać. Imię i nazwisko proszę. – zażądał.
- Nie jesteś moją matką i nie będę Ci się spowiadała. – syknęłam i spojrzałam na Simon'a. – A Ty miałeś mnie kryć. Pamiętaj.. karma wraca. – rzuciłam do niego i wstałam.
Ruszyłam w stronę schodów.
- Gdzie idziesz? – spytał Harry.
- No a na co Ci to wygląda? Idę do pokoju, bezmózgu.. – odpowiedziałam.
Szybko wbiegłam do swojego pokoju i usiadłam na parapecie. Zaczęłam przyglądać się widokom podwórka, na którym aktualnie bawiły się bliźniaczki.
- Mogę wejść? – spytał Niall.
- Jasne. – powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam.
- Znowu to robisz. – powiedział siadając obok mnie na parapecie.
- Co? – spytałam nie wiedząc o co chodzi.
- Sztuczny uśmiech. Widać z daleka, kiedy uśmiechasz się sztucznie, a kiedy prawdziwie. – powiedział wyglądając przez okno.
- Skąd to wiesz? – zdziwiłam się i spojrzałam na niego.
- Gdy Twój uśmiech jest prawdziwy masz takie małe iskierki w oczach. – uśmiechnął się. – Wyglądasz wtedy cudownie. – dodał trochę ciszej.
- Dziękuję.. – szepnęłam.
- Za co? – zdziwił się i spojrzał na mnie.
- Za to, że jesteś sobą. – zaśmiałam się. – Fajnie, że mimo iż jesteście sławni, to nadal zachowujecie się.. normalnie.
- Wiesz.. Ja nigdy się nie zmienię. – zaśmiał się.
- Nie wątpię. – uśmiechnęłam się.
- Jesteś piękna, gdy się uśmiechasz. – powiedział prawie niesłyszalnie, tak jakby do siebie.
- Ty cały czas jesteś piękny. – powiedziałam, a blondyn lekko się zarumienił.
- Dziękuję. – powiedział i spojrzał na mnie. – Od jakiegoś czasu chciałem Ci coś powiedzieć, ale zazwyczaj ktoś nam przeszkadzał, a potem tchórzyłem.
- To gadaj. Szybko, bo zaraz ktoś przyjdzie i znowu nie powiesz.. – zachęciłam go do dalszego mówienia.
- Bo wiesz.. – przerwał. – Ja Cię chyba.. kocham..
- Wow.. To mnie zaskoczyłeś..
- Przepraszam, nie powinienem tego mówić.. to nie było na miejscu.. wybacz.. już idę.. cześć. – powiedział i wybiegł z pokoju.
On mnie kocha?! Dobra, rozumiem, lubić mnie można, ale żeby od razu kochać?!
Do mojego pokoju wleciała Laura.
- Coś Ty mu zrobiła?! – wydarła się. – Nie chce z nikim gadać! I chce już jechać do Londynu! Gadaj! – usiadła obok mnie.
- Bo on.. on powiedział, że chyba mnie.. kocha..
- A Ty go kochasz?
- No właśnie nie.
- A podoba Ci się?
- Tak.
- A tęsknisz za nim, gdy niema go obok Ciebie?
- Czasami.
- Kochasz go.
- Nie. To przecież nielogiczne..
- Kochasz go, ale nie chcesz z nim być, bo jest sławny. – powiedziała i opuściła mój pokój.
„Kochasz go, ale nie chcesz z nim być, bo jest sławny.” - te słowa cały czas krążyły po mojej głowie.
Coś w tym było..
Około godziny 17 z domu wyszli chłopacy z walizkami. Poderwałam się z miejsca i zbiegłam na dół. Wleciałam do kuchni.
- Gdzie Niall?! – wydarłam się.
- Poszedł już z chłopakami do samochodu. – powiedziała Jay.
Szybko wybiegłam z domu i pobiegłam do samochodu chłopaków.
- Niall! Gdzie.. on.. jest?! – mówiłam sapiąc.
- Niall? Ann do Ciebie. – powiedział Zayn zaglądając do środka samochodu.
Po chwili blondyn wyszedł niechętnie ze środka i podszedł do mnie.
- Przepraszam. – powiedziałam.
- Spoko. Głupi jestem, wiem o tym. – powiedział. – Nie powinienem tego mówić.
- Dobrze, że to powiedziałeś. Po prostu.. – zaczęłam, ale mi przerwał.
- Nic do mnie nie czujesz.
- Nie. – zaprzeczyłam. – Coś czuję, ale po prostu, gdybyśmy byli razem długo bym nie wytrzymała. Masz fanki. Laura powiedziała, że kocham Cię, ale nie chcę z Tobą być, bo jesteś sławny. I chyba miała rację.
- Czyli co? Gdybym nie był sławny, to byś mnie chciała? Jeśli tego chcesz, to mogę zrezygnować ze śpiewania.
- Nie! Rób to co kochasz.
- Ciebie kocham.
- Niall..
- Proszę.. Chociaż spróbujmy..
- Ale Twoi fani..
- Nie będą na razie o tym wiedzieć..
- Będziesz próbował ukryć swoją dziewczynę? – spytałam i uniosłam brwi do góry.
- Wszystko, byle byś była ze mną. Proszę, spróbujmy. Okres próbny?
- Okres próbny w miłości? Możemy spróbować, ale wątpię, że to się uda. – powiedziałam, a Niall mocno mnie przytulił.
- Dziękuję.. – wyszeptał i jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Tej, Romeo. Rusz dupę! – z samochodu dobiegł głos Zayn'a.
- Lepiej już idź. – powiedziałam śmiejąc się.
- No dobrze. Zobaczymy się niedługo? – spytał z nadzieją.
- Jasne. Jak wpadniesz do Doncaster, to oczywiście. – zaśmiałam się.
- Miałem na myśli, że Ty przyjedziesz do Londynu do mnie i zobaczysz jak mieszkam. – powiedział i spojrzał mi w oczy. – Co Ty na to?
- Jak Jay się zgodzi, to mogłabym wpaść na dzień, dwa. – uśmiechnęłam się.
- Tydzień, dwa. – powiedział śmiejąc się.
- No nie wiem. – zamyśliłam się. – Ewentualnie tydzień. – zaśmiałam się.
- Do końca miesiąca mamy koncerty w Londynie. A w lipcu gramy po Ameryce. I wiesz co? Louis powiedział, że będziesz z nami. – uśmiechnął się promiennie.
- Słucham? – zdziwiłam się.
- Muszę jechać. Do zobaczenia wkrótce. Pa. – powiedział, poczym dał mi całusa w policzek i zwiał do samochodu.
Zostawił mnie na środku wgapioną w czarne szyby ich auta.
- Do zobaczenia niedługo, kochanie! – krzyknął Harry, a po chwili samochód zniknął za bramą.
Zaśmiałam się pod nosem i weszłam do środka domu. Od razu skierowałam się w stronę kuchni. Wchodząc od razu usiadłam na jednym z krzeseł przy blacie.
- I jak? – spytała Jay.
- Ale co? – spytałam uśmiechając się.
- No wiesz.. Ty i Niall.. – powiedziała Laura.
- Ahh.. To. – zaśmiałam się. – Nic nadzwyczajnego. A ten, Jay? Chłopcy chcą, żebym wpadła do nich niedługo. Będę mogła?
- Chłopcy, czy Niall? – powiedział Simon dusząc się śmiechem.
- Chłopcy. – odpowiedziałam szybko.
- Niall. – Powiedział Simon równo z Laurą patrząc na siebie.
- Oczywiście, że będziesz mogła. Możesz jechać nawet i jutro z rana. A po południu będziesz już na ich koncercie. – powiedziała Jay.
- Ale nie mam biletu. – powiedziałam smutna.
- Ja mam jeden bilet VIP. Miała jechać Lottie, ale ona musi jutro iść do szkoły. – powiedziała Jay.
- To wspaniale. Dziękuję, Jay. Cieszę się, że Was wszystkich mam. Bez Was nie dałabym sobie rady. – przytuliłam ich. – Dziękuję Wam, ale teraz wybaczcie. Idę się pakować! – krzyknęłam i pobiegłam na górę.
Gdy tylko znalazłam się w moim pokoju zaczęłam pakować kilka najpotrzebniejszych rzeczy, które ze sobą wezmę.
Po godzinie byłam gotowa do wyjazdu, ale niestety musiałam czekać do rana na autobus. Usiadłam na łóżko i zaczęłam oglądać jakieś czasopismo, które podrzuciła mi rano Jay. Plotki z życia gwiazd – coś co ona zapewne lubiła. A ja? Ja nie przepadałam za tym, ponieważ uważałam, że większość z nich była kłamstwem wymyślonym przez dziennikarzy.
„Angelina Jolie usunęła obie piersi.” – wielki nagłówek zdobił jedną z pierwszych stron czasopisma. Zaciekawił mnie ten artykuł, ponieważ od kogoś w szpitalu usłyszałam o tym, a nie było mi dane dowiedzieć się więcej.
Już miałam zamiar wczytać się w tekst, ale przeszkodził mi dzwonek w telefonie. Chwyciłam go i odebrałam.
/- Cześć tygrysie. – z drugiej stronie słychać było głos Niall'a.
- Cześć. Dojechaliście już?
- Nie. Nadal jedziemy.
- To czemu tam jest tak cicho? – zaśmiałam się.
- Harry gada z kierowcą, Lou, Liam i Zayn śpią, więc możemy gadać ile tylko chcemy. – zaśmiał się. – Więc co robiłaś zanim zadzwoniłem?
- Zamierzałam przeczytać o Angelinie Jolie i jej zabiegowi usunięcia obu piersi.
- A to stare. Gadali o tym jakoś na początku maja. Miała 87% szans na zachorowanie na raka piersi i poddała się obustronnej mastektomii. Coś jeszcze było, że ma 50% szans na zachorowanie na raka jajnika. Kotku, skąd Ty masz takie stare gazety?
- Dzięki, chciałam sama przeczytać. – zaśmiałam się. - Jay rano mi ją wrzuciła do pokoju.
(...)
- Dobra, Niall. Dochodzi 23. Idziemy spać, bo ja musze wcześnie rano wstać. – powiedziałam ziewając.
- Zadzwonię do Ciebie z rana. Dobranoc i słodkich snów.
- No dobranoc i nawzajem. – powiedziałam, poczym rozłączyłam się i przykleiłam głowę do poduszki./
Gdy tylko to zrobiłam odpłynęłam do świata Morfeusza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nooo cześć ^^
Wróciłam od wujka i macie , cieszcie się i oceńcie rozdziała xd
Jutro rano lecę na zakupy i do fryzjera (robie nowy kolor włosów xd , jak się uda to paczcie na TT , wstawię , a jak tam nie dacie rady zobaczyć , to pod kolejnym rozdziałem wstawię ^^) .
A już wieczorem dwugodzinna jazda do ciotki . Dzwoniłam dziś do niej w przerwie na picie , i powiedziała , że jak uda mi się załatwić hasło od sąsiadów , to będę miała NETA i BYĆ MOŻE kolejny ROZDZIAŁ się pojawi w weekend . :3
W niedzielę będę u innej ciotki , na takim zadupiu , że masakra (myślałam , że moje miasto to zadupie , ale myliłam się , tamto jest jeszcze gorsze xd) i tam niestety nie ma neta .. :c i na dodatek tam są same MAŁE DZIECI , żadnego FAJNEGO NASTOLATKA ! ;_;
Dobra , mama się drze , że jutro o 7 nie wstanę (i ma rację) i nie zdążę na autobus xd
I na koniec „ciekawa” rozmowa z moją mamą :
„M: Co Ty tyle czasu spędzasz na tym komputerze , za moich czasów wychodziłam na dwór ..
J: Za Twoich czasów nie było komputerów ! Bam ! Nie było telefonów !
M: Uważaj , bo wyślę Cię na całe wakacje do babci !
J: Przepraszam ..
M: To chociaż powiedz co Ty tam robisz w tym Internecie ?
J: Wiesz .. Twitter , Facebook , blog i takie tam ..
M: Blog ? Twitter ?
J: No prowadzę dwa blogi , każdy o czymś innym , nie ? A Twitter to coś podobnego do fejsa , tyle że Ty byś się w tym nie połapała xd
M: O czym blogi ?
J: No jeden taki z opisami .. A drugi .. nie mogę Ci powiedzieć , bo będziesz się darła ..
M: Nie będę , powiedz .
J: No o One Direction opowiadanie .. – powiedziałam to szeptem xd
M: Jakie łan ?
J: No Direction .
M: To gówno ?
J: Ty , uważaj sobie ! Nie obrażaj moich idoli ! Nie moja wina , że Ty za „Twoich czasów” nie miałaś swoich ! Oni dają mi nadzieję na lepsze jutro , nie to co Ty ! Ty potrafisz się na mnie drzeć całymi dniami !
5 minut ciszy ..
M: Przepraszam ..
Cisza ..
M: Pamiętasz tą sukienkę , co oglądaliśmy w tamtym sklepie ? Tak bardzo Ci się podobała ? Chcesz ją ?
J: Jak ja kocham kłótnie z Tobą , ale pamiętaj , jak jeszcze raz ich obrazisz .. Wtedy usłyszysz „Pierdolę, wyprowadzam się” , kumasz ?
M: Tak ♥”
I taka jest moja mama , proszę jej nie hejtować , ona po prostu jest już zmęczona , że cały czas o nich gadam xd
No dobra , bo oczy mi się same zamykają .. Za bardzo się dla Was wysilam .. Ale bądźmy szczerzy , nie zrezygnuję z tego , kocham Was :3
Dobranoc . Dzień Dobry właściwie xd
Do napisania !
Zander :3
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: Cudowny . :) Ahahahha ... xD Twoja mama mnie rozwaliła . :D " ...jak jeszcze raz ich obrazisz .. Wtedy usłyszysz „Pierdolę, wyprowadzam się” , kumasz ? M: Tak ♥ " Awwwww ... Słodko , że są razem . :) Będzie na ich koncercie i Niall się ucieszy :D Czekam na następny .
  • awatar ♥Everything About You♥: My Ciebie też kochamy! <3 Ale to mnie rozjebało : ale pamiętaj , jak jeszcze raz ich obrazisz .. Wtedy usłyszysz „Pierdolę, wyprowadzam się” , kumasz ? hahahahahahaaha, a teraz co do rozdziału, uwaga... O KURWA, ONA JEST Z NIALLEM I JESZCZE ZDĄŻY POJECHAĆ NA ICH KONCERT, TO HORAN BĘDZIE MIAŁ NIESPODZIANKĘ, AWWWWW. IM SIĘ MUSI PO PROSTU UDAĆ NO! NO JEST GENIALNY! BARDZO MI SIĘ PODOBA TEN ROZDZIAŁ I DAWAJ SZYBKO NEXT♥
  • awatar Belive in Dreams ♥: cudowny rozdział <3 aww <3 Horanek powiedział jej, że ją kocha <3 i ona też powiedziała, że go kocha <3 ja chcę już następny <3 haha Boże kocham Twoją mamę <3 jest genialna ^^ aż mam ochotę ją poznać xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
„No cześć, Słońce. Dlaczego nie mówiłaś, że wracasz na stare śmieci? Chłopacy cieszą się, że będą mogli zobaczyć dawnego przywódcę naszej grupy. Widzę Cię dzisiaj o 14 w naszym miejscu, bo inaczej źle się to skończy dla.. a właściwie co ja Ci będę mówił. Możesz się domyślić, skarbie. Do zobaczenia. Jaxon xoxo”
No to teraz się wszystko pokomplikowało.. Spojrzałam na zegar. 13:30. Kurwa! Muszę się jakoś wymknąć.. Myśl Ann, myśl..
Opuściłam pokój i schodząc na dół zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniach, które mijałam. Gdy byłam już przy wyjściu, myślałam, że mi się uda.. niestety los chciał, że z salonu właśnie wyszedł Simon.
- Gdzie idziesz? – spytał i podszedł do mnie.
- Idę się przewietrzyć. Za godzinkę wrócę. – powiedziałam i wymusiłam uśmiech na twarzy.
- Coś mówi mi, żeby Cię puścić, ale coś innego podpowiada, że kłamiesz. Mów prawdę Ann..
- Idę się spotkać z kolegą, z którym dawno się nie widziałam. Za niedługo będę.. I chciałabym Cię o coś poprosić..
- O co?
- Zrób coś, żeby nie przychodzili do mnie do pokoju.. Wrócę zanim się obejrzysz..
- Dobra, ale robię to ostatni raz. – westchnął. – Ale jak wrócisz masz mi wszystko opowiedzieć.
- Obiecuję. – powiedziałam i szybko wyszłam z domu.
Przebiegłam przez podwórko i wyszłam na chodnik przed bramą. Głęboko oddychając ruszyłam na koniec Doncaster, do kryjówki Angels'ów.
20 minut później byłam na miejscu. Wchodząc po skrzypiących schodach na górę, lekko zapukałam w czarne drzwi. Po chwili drzwi otworzył mi Drake.
- Siema Sandoz. – rzuciłam. – Gdzie ten kretyn?!
- Jaxon? – spytał.
- Nie, Philip geniuszu. – powiedziałam z sarkazmem.
- Wejdź. Wszyscy siedzą w salonie. Podejrzewam, że wiesz gdzie to jest. – otworzył mi szerzej drzwi.
- Jeśli nie zmieniliście nic wewnątrz domu, to wiem. – zaśmiałam się.
Przekroczyłam próg domu. Idąc korytarzem podziwiałam ich wspólne zdjęcia, gdy zatrzymałam się przy największym obrazie na korytarzu. U góry był napis „Black Angels”. Zaczęłam podziwiać chłopaków, gdy mój wzrok przykuła niska blondynka.
- Macie jakąś nową w bandzie? – spytałam wskazując na blondynkę.
- To Ty. – powiedział Drake.
- Przecież ja już nie należę do Angels'ów. – powiedziałam.
- Weszłaś w to raz, i nigdy już z tego nie wyjdziesz. – westchnął i wszedł do salonu.
Ciężko wzdychając weszłam za nim. Wszystkie głowy natychmiast zwróciły się w moją stronę.
- Widzę, że składu nie zmieniliście. – zaśmiałam się.
- Siema Annie! – rzucił Marco.
- Co tu robisz? – spytał Dennis z fajką w gębie.
- Jak myślisz?! – spytałam.
- On nie myśli. – powiedział Philip i zaśmiał się.
- Davis, uważaj sobie. – syknął Dennis.
- Widzę, że jednak przyszłaś. Zaczynaliśmy w to wątpić. – powiedział Jaxon.
- Wiesz Steward, musiałam zobaczyć Twoją krzywą mordę.. – westchnęłam. – Ale nie wiem dlaczego, bo takie dupki jak Ty, nie zmieniają się. – skrzyżowałam ręce na piersi.
- Colins! – krzyknął i wstał na równe nogi.
- Steward! – krzyknęłam śmiejąc się przy tym. – Czego debilu?!
- Nie przeginaj!
- Bo co?! – nadal się śmiałam.
Chłopak podszedł do mnie i teraz staliśmy ramię w ramię, oko w oko.
- Myślisz, że się Ciebie boję? – spytałam z kpiną w głosie.
- Nie wiem co myślę, gdy jesteś obok mnie.. Tęskniłem, skarbie.. – szepnął mi do ucha, uśmiechając się przy tym.
- Tej, Steward, nie zaciągniesz jej teraz do łóżka, nie masz szans. –rzucił Marco.
- I tu się zgadzam. – powiedziałam i zaśmiałam się.
- To co, młoda, wracasz? – spytał Drake.
- Wiesz.. – zamyśliłam się. – Co powiesz na.. – przedłużyłam. –Nie? – zaśmiałam się ironicznie.
- To po co tu przyszłaś? – spytał zdziwiony Philip.
- Wiesz, tak z nudów.. – powiedziałam z sarkazmem.
- Chodź. – powiedział Jaxon i złapał mnie za rękę.
Wyszliśmy na korytarz. Jaxon po schodach kroczył do góry, uznałam, że mam iść za nim. Tak też zrobiłam. Wszedł do pomieszczenia, gdzie kiedyś był mój pokój. Przekroczyłam próg i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Nic się tu nie zmieniło. – powiedział Jaxon.
Spojrzałam na niego.
- To wszystko czekało na Ciebie te trzy lata. – dodał.
- Ale ja nie mogę wrócić.. – wybełkotałam.
- Dlaczego?
- W lipcu będę już Londynie. – odpowiedziałam mu.
- Czemu?
- Moi rodzice nie żyją. Do 21 roku życia muszę być pod opieką ciotki. Potem będę szukała matki. – wyjaśniłam.
- Jakiej ciotki?
- Jay Tomlinson. – odpowiedziałam.
- Ale będziesz przez ten miesiąc do nas przychodziła? – spytał z nadzieją.
- Nie wrócę do tego. – postawiłam na swoim.
- Do cholery Ann! – podniósł głos. – Dlaczego Ty taka jesteś?!
- Kurwa, Jaxon! Nie mogę, jeden mój błąd i stracę dom nad głową!
- Masz jeszcze nas..
- Tak, mam.. Ale tu nie czuję się bezpieczna.. Tam mam bezpieczeństwo zapewnione.. Mam ciotkę, jej córki, jej syna i jego przyjaciół.. Jest jeszcze Laura i Simon..
- Ale my jesteśmy dla Ciebie bliżsi.. Przecież jesteśmy rodziną.
- Nie.. – zaprzeczyłam. – Byliśmy rodziną..
Ruszyłam w kierunku wyjścia. Gdy otwierałam drzwi, ktoś złapał mnie za ramię i gwałtownie odwrócił.
- Mylisz się, złotko. Jeżeli raz w to wejdziesz, nigdy z tego nie wyjdziesz.. – powiedział Jaxon.
Wyrwałam mu się i opuściłam to miejsce. Po pół godzinnym spacerze i analizowaniu jego słów w końcu doszłam nad staw, w którym pierwszy raz spotkałam mamę. Usiadłam na spróchniałej ławce i spojrzałam na drzewo, znajdujące się kilka metrów ode mnie. Oprócz pierwszego spotkania tutaj mamy, pierwszy raz spotkałam też tu Jaxon'a. Niski brunet z deskorolką w ręku przejeżdżał na drugą stronę lasku. Zatrzymał się i usiadł obok mnie. Jego szare niewinne oczka były cudowne. Zadał mi pytanie, czy nie widziałam może jego pieska. Wtedy opisał mi go. Zaczęliśmy go razem szukać. Wieczorem okazało się, że piesek był w domu, a my mieliśmy niezłą karę. Zaśmiałam się przypominając sobie nasze wspólne spacery i zabawy w tym parku. Co zadziwiające, park był zaniedbany i nieodwiedzany przez nikogo od wielu lat. Było to miejsce spotkań moich i chłopaków. Mimo iż było tu mroczno, to i tak przyjemnie.
Poczułam wibracje w kieszeni spódnicy. Niechętnie wyjęłam telefon i odblokowałam klawiaturę. Odebrałam, nie patrząc kto to.
/- Tak? – spytałam,
- Gdzie Ty do cholery jesteś!? – po drugiej stronie usłyszałam głos wnerwionego Simon’a.
- Zaraz będę. Musiałam.. – zamyśliłam się. – Coś załatwiać. – dodałam po chwili.
- Do cholery, Annie, nie okłamuj mnie tu i w tej chwili masz tu przybiec! Chłopacy muszą jechać już dzisiaj i chcą się z Tobą pożegnać, a Ciebie tu kurwa nie ma! – krzyczał./
Rozłączyłam się i zaczęłam biec. Gdy wybiegłam z lasku i znalazłam się na chodniku wpadłam na kogoś.
- Sorry.. – wybełkotałam i znowu zaczęłam biec.
- Czekaj Ann. – powiedział chłopak i podbiegł do mnie.
Ciemny blondyn o zielonych oczach z kolczykiem w przegrodzie nosowej stał przede mną i się we mnie wpatrywał.
- Marco śpieszę się. – powiedziałam.
- To Cię odprowadzę. Dawno się nie widzieliśmy i chciałbym z Tobą pogadać..
- Okey. – powiedziałam i zaczęliśmy iść w kierunku mojego domu. – O czym chciałeś gadać?
- Ogólnie.. O życiu. – uśmiechnął się.
- A dokładniej? – uniosłam brwi ku górze i spojrzałam na chłopaka.
- O Twoich rodzicach. O Kurcie i Lindzie. – powiedział ciszej.
- Oni nie żyją. – powiedziałam i zamknęłam na chwilę oczy, poczym je otworzyłam.
- Przykro mi.. – powiedział i mnie przytulił.
- Marco.. Nie mów tak, bo wiem, że nie jest Ci wcale przykro. – powiedziałam. – Szczerze to mi zbytnio też nie jest.
- Co? Dlaczego? Przecież to Twoi rodzice Ann.
- Kurt owszem, był moim ojcem.. Ale Linda nie była moją matką i Ty dobrze o tym wiesz..
- Ale wychowywałaś się z nią, to o czymś świadczy..
- Świadczyło do pewnego czasu..
- Nie możesz ich winić całe życie, dlatego, że tak odnosili się do Ciebie. Kochali Cię mimo wszystko..
- Szkoda, że tego nie okazywali..
- Annie, może nie wiedzieli jak..
- To już nie ma większego znaczenia.. – westchnęłam.
- Ehh.. I znowu wracamy do punktu wyjścia..
- Co?! – spytałam zdezorientowana.
- Zanim opuściłaś Angels'ów też rozmawialiśmy o Twoich rodzicach i wtedy się pokłóciliśmy. Nie chcę do tego wracać.. Okey?
- No okey. – powiedziałam. – To tu teraz mieszkam. – wskazałam na budynek.
- Zapamiętam. – zaśmiał się.
- To pa. – ucałowałam go w policzek.
- No pa. – powiedział i odszedł.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siemka :3
Co tam u Was ? Jak podoba się rozdział ? Z góry przepraszam , że taki krótki .. :c

Ahhh .. I jeszcze coś .. Do końca tygodnia prawdopodobnie rozdziału nie będzie ..
Jutro jadę na zakupy i do wujka (wracam bardzo późno) . W czwartek jadę na budowę (mój wujek buduje domy i mam mu pomóc .. zapowiada się ciekawy czwartek ..) . W piątek jadę do ciotki , bo wróciła z Hiszpanii , wracam w niedzielę .
Ale .. Jeśli moja ciotka będzie miała wifi to dodam rozdziała , bo biorę laptopa ^^
Spróbuję do piątku dodać jeszcze chociaż jeden rozdział , ale nie wiem , czy dam radę .. Musicie mnie zrozumieć .. : )

W razie pytań , pytajcie tu :
FB:
https://www.facebook.com/sandra.stypa?ref=tn_tnmn

TT:
https://twitter.com/ZanderTrue

ASK:
http://ask.fm/LegoHouse15

GG:
34279309

Skype:
chodztudomniexd

Nr telefonu:
Jeśli chcesz , napisz w komentarzu , wyślę na priv : )

Nuuum , to na tyle . Do napisania !
Zander :3
  • awatar Roads Untraveled .: nie, ja nie mogę słów dobrać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . TO JEST MEGA! KOBIETO, NAWET NIE WIESZ JAK SZYBKO SIĘ TO CZYTA! JA CHCĘ WIĘĘĘĘĘCEJ! MARCO - LUBIĘ GOŚCIA JAXON - WREDNY (LUBIĘ TAKICH) XD I OGÓLNIE WSZYSCY SĄ MEEGA, TWOJE OPOWIADANIE JEST MEEGA, TY JESTEŚ MEEGA!!!! . . . . . . . . . Ups, sorry że z CapsLocka, ale inaczej nie mogłam wyrazić zajebistości tego rozdziału ^^ Czekam na następny ;3
  • awatar **I will forgive, but never forget **: Boski ... Ale to zaczyna być podejrzane a szczególnie ten Jaxon ^^
  • awatar Belive in Dreams ♥: vOHDWVAVOAHVOB *__* no a ja pierwsze co to wysłałam Ci zaproszenie na skajpaju xd rozdział cuuudowny, ale w ujj za krótki ;c Jaxon, nie lubię typa -.- i nie! nie pozwalam, żeby Ann wróciła do Angels'ów! i mam nadzieję, że zdąży się pożegnać z chłopakami ; ) kurde..no nic poczekamy ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Tydzień później. 9 czerwca 2013 roku (niedziela), Doncaster.

Wczoraj wróciłam już do domu ciotki Jay. Szczerze, to cieszę się. Szpitalne jedzenie potrafi nieźle kopnąć, w stronę łazienki oczywiście.. Przez cały mój pobyt tam zaprzyjaźniłam się jeszcze bardziej z Niall'em i Harry'm. Przychodzili codziennie z rana i wychodzili wieczorami, znaczy Harry wychodził ciągnąc za sobą Niall'a, bo on zazwyczaj chciał zostać.
Podniosłam się z bardzo wygodnego łóżka i rozprostowałam nogi. Przeciągnęłam się raz i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czarną bokserkę z nadrukiem białego krzyża oraz czarną spódniczkę. Z ciuchami udałam się do łazienki. Ściągnęłam moją pidżamę i szybko założyłam przyniesione ze sobą rzeczy. Włosy rozczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Szybko umyłam zęby i stanęłam przed lustrem. Moje odbicie mówiło, że wyglądam masakrycznie. Stosując podkład zakryłam wszystkie niedoskonałości. Przejechałam kredką oczy i maznęłam rzęsy kilka razy tuszem. Powieki pomalowałam na czaro, żeby pasowało do mojej kreacji. Usta potraktowałam błyszczykiem i ponownie przejrzałam się w lustrze. Wyglądało to jak wyglądało, w miarę.. Na koniec włosy potraktowałam lakierem.
Po raz ostatni spojrzałam jak wyglądam i opuściłam łazienkę. Biegnąc do pokoju wpadłam na Jay.
- Dzień dobry! – krzyknęłam z uśmiechem na twarzy.
Tak, uśmiechem. Chłopacy udowodnili mi, że lepiej będzie, jeśli będę się uśmiechała i pokazywała, że wszystko jest okej, niż żebym pokazywała innym jaka jestem ponura. Wiem.. Brzmi to dziwnie, ale do mnie to bardziej przemawia niż kazania osób w necie.
- Dzień dobry. – powiedziała zszokowana.
- Kiedy śniadanie? – spytałam.
- Już jest na stole. Właśnie idę obudzić chłopaków. – powiedziała.
- To ja ich obudzę. – zaśmiałam się, knując już w myślach plany na ich obudzenie.
- No dobrze. – powiedziała i zaczęła się ode mnie oddalać.
- A ten.. – zaczęłam, a ona się odwróciła. – Przepraszam. – wydukałam i spuściłam wzrok.
- Ty? Za co? Przecież nic nie zrobiłaś.. – podeszła do mnie.
- Zrobiłam. Najpierw wprowadziłam się tu bez skrupułów i oczywiście bez mojej zgody, bo lekarz mnie tu siłą zaciągnął. Później próbowałam popełnić samobójstwo.. Byłam chamska.. Przepraszam.
- Spokojnie. Nie gniewam się, tylko proszę nie rób tego więcej. – przytuliła mnie.
Stałam sztywno. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś mnie przytula. Rodzice robili to rzadko, ojca nie było prawie całymi dniami w domu, a matka ciągle siedziała i podziwiała swój brzuch z przyjaciółkami. Czasami było to denerwujące, ale mimo to i tak ją kochałam, na swój sposób.
- Dobrze.. To może ja już pójdę. – powiedziałam.
Puściła mnie, a ja wbiegłam do swojego pokoju. Szybko na nogi założyłam czarne buty na koturnie, na ręce zawiesiłam kilka bransoletek i przez szyje przewiesiłam złoty wisiorek z serduszkiem. Wychodząc z pokoju chwyciłam w ręce okulary i przewiesiłam je przez koszulkę. Swoje kroki skierowałam najpierw do pokoju Harry'ego. Na palcach weszłam do środka i podeszłam do jego łóżka. Spał w dziwnej pozycji, cicho pomrukiwał jak mały kotek, jego loki bezwładnie zakryły jego twarz. Przybliżyłam usta do jego ucha.
- Dzień dobry seksiaku. Wstawaj, bo ja i Niall wszystko Ci zjemy. – wyszeptałam i zaśmiałam się.
- Daj całusa w policzek i wstaję. – wyszeptał i zamruczał.
Lekko ucałowałam wcześniej wskazane miejsce i gwałtownie ściągnęłam z niego kołdrę, na co on się lekko zaśmiał i po chwili skrzywił usta w formie grymasu.
- Wiesz Haroldzie.. Na Twoim miejscu bym się nie śmiała. – powiedziałam poważnie. – Bo wiesz.. Spałeś bez majtek..
Zanim wybuchnęłam śmiechem opuściłam jego pokój. Następny był Zayn. Arogancki tchórz. Miałam pomysł jak go obudzić. Na samą myśl zaśmiałam się w duchu. Wbiegłam do łazienki i wzięłam wszystko co będzie mi potrzebne. Skradając się na palcach do jego łóżka powstrzymywałam śmiech. Gdy stałam naprzeciw niego, całą zawartość małego wiaderka do zabawy wylałam na jego czarne włoski.
- Co jest?! – wydarł się i stanął gwałtownie na nogi.
- Ja jestem. – zaśmiałam się.
- Dlaczego to zrobiłaś? Teraz moje włosy.. oklapły.. – powiedział.
- Oj.. Przepraszam Zayn. - zaśmiałam się. – Wybaczysz mi?
- Śnisz złotko. – puścił mi oczko.
- Dobra. – powiedziałam szybko. – Uważaj, bo jutro twoje włoski mogą skończyć o wiele gorzej niż dzisiaj. – pogroziłam mu palcem i opuściłam pokój.
Teraz Louis. Uchyliłam drzwi od jego pokoju i biorąc głęboki wdech przekroczyłam próg. Zaczęłam się rozglądać po pokoju. Nigdzie nie widziałam kuzyna.
- Siemasz młoda. – powiedział Louis, który nagle wyskoczył ze swojej łazienki.
- No wiesz.. A chciałam Cię obudzić.. – westchnęłam. – Idę podroczyć się z Liam'em.
Wyszłam z jego pokoju.
Wchodząc do pokoju tego najspokojniejszego według nich wszystkich (Ale bądźmy szczerzy.. Nie był on spokojny..) zaśmiałam się pod nosem. Chłopak spał przytulając.. banana?! Lekko się zdziwiłam.
- Liam! – krzyknęłam i zabrałam mu kołdrę.
- Nie drzyj się tak.. – powiedział. – Już od 20 minut nie śpię. Obudził mnie krzyk Zayn'a..
- To dobrze. Śniadanie jest już na stole. Ruchnij dupę i na dół. – powiedziałam i zaśmiałam się.
Opuściłam pokój. Jako ostatniego postanowiłam obudzić Niall'a. Po cichu weszłam do jego pokoju. Spał mówiąc coś do siebie. Usiadłam na podłodze, blisko niego i zaczęłam podsłuchiwać.
- Ale ona ładna.. zabawna.. urocza.. tak pięknie się śmieje i jeszcze te jej zniewalające oczy. – mówił. Zaczęłam się zastanawiać o kim tak mówi. – Ann.. Ja ją chyba kocham.. – na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Zrobiłam wielkie oczy. Gapiłam się na niego jeszcze przez chwilę, aż w końcu dotarło do mnie co on powiedział. Wstałam i poczochrałam go po włosach.
- Nie tykaj włosów, Louis. – powiedział wrogo.
- Pudło kociaku. – zaśmiałam się.
Chłopak otworzył oczy i spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Co Ty tu robisz? – spytał bardzo wolno.
- Emm.. – udałam zamyśloną. – Jay powiedziała, że już jest śniadanie na stole i lepiej będzie jeśli już zejdziemy.
- Śniadanie?! – ożywił się.
- Nie. Kolacja. – powiedziałam, a sarkazm przesiąkł każde moje słowo.
Chłopak zaśmiał się i odkrył się, na co zaśmiałam się.
- Jesteś taki sam jak Harry! – krzyknęłam i odwróciłam się.
- Co? Czemu? – zdziwił się.
- Pomyśl, a ja wychodzę. – pomachałam mu nie odwracając się i opuściłam jego pokój.
Ruszyłam biegiem na dół, niestety ktoś wylazł z pokoju i doszło do zderzenia. Zanim się obejrzałam leżałam na podłodze z wielkim bólem tyłka.
- Osz kurna! Mój tyłek! – wydarłam się. – Zapłacisz za to! – pogroziłam Louis'owi palcem.
- Przepraszam mała. – powiedział i pomógł mi wstać.
- Mała? – uniosłam brwi ku górze. - Mała to może być twa pała! – zaśmiałam się.
Zrzedła mu mina.
- Przepraszam.. Po prostu tak się nauczyłam i coś nie kwapi mi się, żeby się oduczyć.. – zaśmiałam się. – Wybaczysz mi kuzynie? – uniosłam prawą brew ku górze.
- Wiesz to podlega głębszej dyskusji. – zaśmiał się. – Jasne, młoda.
- Jak nie mała, to młoda.. Co za ludzie.. – westchnęłam.
- Śniadanie! – krzyk Jay sprawił, że po moim ciele przeszły dreszcze i powróciła przeszłość.

*Retrospekcja*
- Śniadanie! – obudził mnie krzyk matki dobiegający z kuchni. – Annie! Rusz się! Jeżeli doliczę do 5 i Ciebie nie będzie, będziesz chodziła bez jedzenia do 15!
Gwałtownie się podniosłam i biegiem wpadłam do kuchni zajmując swoje miejsce.
- Masz szczęście! – krzyknęła.
- Czy Ty musisz zawsze krzyczeć? – spytałam przestraszona.
- Słucham?! Mówiłaś coś?! – krzyknęła.
- Nie.. Nic. – zaprzeczyłam.
- Mam nadzieję, bo źle by się to skończyło!
Do końca posiłku siedziałam cicho.
- Jedz szybciej idiotko! – krzyknęła na mnie matka. – Śpieszy mi się do pracy, a Ty marnujesz tylko mój czas! A przedszkole nie jest tak blisko!
Nie dokończywszy jedzenia wyciągnęła mnie siłą w pidżamie na korytarz.
- Ale ja jeszcze się nie ubrałam! – krzyknęłam oburzona.
- Czy Ty właśnie krzyknęłaś na mnie?! – spytała zirytowana.
- Nie.. – sprzeciwiłam się.
Uderzyła mnie, na co łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
- To za kłamanie! – krzyknęła. – I żeby mi się to nie powtórzyło!
Złapała mnie za rękę i na siłę zaciągnęła do przedszkola.
*Koniec retrospekcji*

W moich oczach pojawiła się niechęć do zejścia na dół, jak i przerażenie tego, iż ktoś przed chwilą krzyknął.
- Ejj, Ann, co się stało?! – spytał wystraszony Louis.
- Nie krzycz.. – złapałam się za głowę i skulona usiadłam na podłodze.
- Co jest?! – spytał Zayn, który przed chwilą wyszedł ze swojego pokoju.
- Niech on nie krzyczy.. – wyszeptałam.
- Co się stało?! – krzyknął przestraszony Harry i podbiegł do mnie.
- Nie krzycz.. – powiedział spokojnie Louis i podszedł do mnie.
Ukucnął i objął ramieniem.
- Już spokojnie Ann.. Powiedz co się stało? Jakieś wspomnienie z przeszłości? – spytał. Kiwnęłam głową. – Ono już nie wróci.. Nie bój się..
Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać.
- Uspokój się i chodźmy na dół, zanim moja mama znowu zacznie krzyczeć.. – powiedział spokojnie.
Dłonią otarłam łzy i spojrzałam na Louisa.
-Dziękuję.. – szepnęłam.
Kiwnął głową i uśmiechnął się. Wstaliśmy i zeszliśmy na dół. Jak gdyby nigdy nic zajęliśmy swoje miejsca przy stole i zaczęliśmy jeść.
- Więc, Louis? Kiedy wracacie do Londynu? – spytała Jay, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Niestety jutro. – odpowiedział i spuścił głowę. – wyjeżdżamy z samego rana.
- Ale co? Gdzie? Jak? – spytałam.
- Jedziemy do pracy kuzynko. Do Londynu. – odpowiedział Louis.
- Jeśli chcesz to możesz jechać z nami. – zaproponował Zayn.
- Nie może. Pamiętacie, że do wakacji musi zostać tu i będzie przychodził do niej nauczyciel na prywatne lekcje. – przypomniała Jay.
- To co? Wynajmiemy jej guwernantkę.
- Wykazał się inteligencją Harry Styles. – powiedziałam z sarkazmem, na co wszyscy w pomieszczeniu zaśmiali się. – I nie. Zostanę tu. Z dala od Ciebie i Ciebie. – wskazałam na Harry'ego i Zayn'a.
Chłopcy zaśmiali się i wrócili do jedzenia.
- Ann, może opowiesz nam coś o Lindzie? – spytała Jay.
Na samo to imię ciarki przeszły mnie po plecach.
- Muszę? – spytałam zirytowana.
- Nie nalegam, ale dlaczego nie chcesz opowiedzieć czegoś, o swojej mamie? – ciągnęła dalej.
- Ja już nie mam siły udawać.. – westchnęłam i podniosłam się z krzesła. Podeszłam do okna. – W końcu i tak poznacie prawdę. – popatrzyli na mnie z minami typu „wtf?!”. Wyjrzałam przez okno. – Jesteście moją rodziną i powinniście się o tym dowiedzieć. – wzięłam głęboki wdech, poczym go wypuściłam. – Linda.. ona nie była moja matką. Była moją macochą.. Przez pewien czas uważałam ją za matkę, ale to się zmieniło, gdy zaczęłam chodzić do przedszkola, a ojciec do pracy. Wtedy okazała swoją prawdziwą twarz. Znęcała się nade mną.. – przerwałam i przetarłam oczy w celu pozbycia się łez, które kumulowały się powoli w moich oczach. – Byłam poniżana przy koleżankach ze szkoły, bita przy przyjaciółce, wyzywana od różnych przy jej koleżankach.. – przerwałam, żeby uporządkować to, co przed chwilą powiedziałam. – Ojciec też nie był święty.. – zakpiłam. – Czasami był jeszcze gorszy od niej. Kurt.. On nie lubił, gdy mówiłam do niego „tato”.. Gdy zaczęłam 3 rok nauki.. – przerwałam i otarłam ponownie łzy. – Wtedy było jeszcze gorzej. Ciągle słyszałam od nich zdania typu ‘nie kocham Cię’ ‘jesteś taka beznadziejna, że nawet Twoja matka Cię opuściła’ ‘jesteś gównem, którego nikt nie kocha’. Linda coraz częściej wyzywała mnie przy ojcu..
- A czy.. – przerwała mi Jay. – Ktoś o tym wiedział? – spytała niepewnie.
- Nie. Kto by mi uwierzył? Byłam wtedy smarkulą, jak to większość mnie nazywała. Nawet nauczyciele.. – mówiłam nie patrząc na nich. – Miałam wtedy 13 lat, kiedy wpakowałam się w wielkie bagno.. W wieku 12 lat poznałam prawdziwą matkę. Była idealna. Czasami nie wierzyłam, że ona naprawdę istnieje. Ale jak to jest u mnie.. moja radość długo nie trwała. Ojciec się dowiedział.. Zagroził mojej matce, że jeśli.. – przerwałam i ponownie wytarłam łzy. – Że jeśli jeszcze raz się ze mną spotka, to zginę i ja i ona.. Wyjechała za granicę.. Kilka razy do niej dzwoniłam. Odebrała raz i powiedziała, że lepiej będzie, jeśli nie będziemy się ze sobą kontaktować. Że tak będzie lepiej. Dopiero co ją poznałam i już straciłam.. Nawet nie wiecie jak trudno było mi ją znaleźć.. Szukałam jej odkąd skończyłam 14 lat.. I nic nie znalazłam.. Nie wiem w jakim jest kraju, co u niej.. Zapomniałam jak wygląda.. Widzę wszystko jak za mgłą.. – przerwałam i schowałam twarz w dłonie.
Przez dość długą chwilę była cisza..
- Co miałaś na myśli mówiąc, że wpakowałaś się w wielkie bagno? – spytał Louis.
- Nieważne. Nie chcę do tego wracać. – spojrzałam na niego, kiwnął głową.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To może ja pójdę otworzyć. – zaproponowała Jay i wstała od krzesła.
Opuściła kuchnie. Po chwili w progu pojawiła się dwójka dobrze mi znanych ludzi i po chwili Jay.
- To chyba do Ciebie. – uśmiechnęła się. – Może dosiądziecie się i zjecie z nami? – zaproponowała naszym gościom.
- Nie trzeba Pani Tomlinson. Jedliśmy w samolocie. – powiedziała Koreanka.
- Cześć Annie. – powiedział blondyn i obdarzył mnie swoim zniewalającym uśmiechem.
Potrząsnęłam głową i popatrzyłam jeszcze raz w jego stronę.
- Ty tu naprawdę jesteś.. – wyszeptałam.
- No wiesz Annie.. Bo się zaraz obrażę, że się ze mną jeszcze nie przywitałaś. – zaśmiał się i otworzył przede mną swoje ramiona.
Podbiegłam i mocno się w niego wtuliłam. Po chwili jednak odsunęłam się od niego i spojrzałam zaniepokojona.
- Ale powinieneś leżeć teraz w szpitalu pod obserwacją lekarzy. – powiedziałam. – Simon, jesteś chory.. Nie powinno Cię tu być.
W tym momencie Laura zaczęła się śmiać.
- Co Cię tak śmieszy? – spytałam ją. Pokiwała przecząco głową i położyła swoją rękę na ramieniu Simon'a.
- Powiedz jej. – wybełkotała.
- Annie.. Lekarze się pomylili, nie mam raka. – uśmiechnął się.
- Co? Ale jak to? – otworzyłam szeroko oczy.
- Pomylili się.. Jestem zdrowy. – powiedział tak, jakby sam w to nie wierzył.
Ponownie się do niego przytuliłam.
- Dobrze, że jesteś. – wyszeptałam.
- Też się cieszę. – zaśmiał się lekko.
Odsunęłam się od niego i podeszłam do Jay.
- Jay.. – zaczęłam. – To jest Laura, ale pewnie już ją poznałaś. – wskazałam na Koreankę, która lekko pomachała w naszą stronę. – A to Simon.. Mój kuzyn. – wskazałam na blondyna. – Czy mogliby się tu zatrzymać na trochę?
- Nie.. Nie trzeba. Zamieszkamy w hotelu. Nie będziemy robić problemu.. – zaczął nawijać Simon.
- Nie pozwolę Wam spać w tych tanich hotelach. – powiedziała Jay. – Zostańcie u mnie tyle ile chcecie. W końcu jesteście jedynymi najbliższymi Ann.
- Widzisz Simon.. A teraz siadajcie i zjedźcie coś. – zaśmiałam się.
Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Gdy skończyłam wstałam od stołu i pomogłam wraz z Laurą Jay.
- Dobrze dziewczynki. Poradzę sobie, a wy idźcie do salonu do chłopców. – powiedziała Jay.
- Jesteś pewna? – spytałam.
- Jasne. Idźcie zanim się rozmyślę. – zaśmiała się.
Wyszłyśmy z kuchni i udałyśmy się do salonu, skąd dochodziły śmiechy. Weszłyśmy do środka i jedyną rzeczą jaką zrobiłyśmy był śmiech. Chłopcy spojrzeli w naszą stronę.
- Przepraszam bardzo, co Was tak śmieszy? – zapytał Louis z brytyjskim akcentem.
- Cokolwiek. – powiedziałam i spojrzałam na Laurę. – Zaraz wrócę, a Ty postaraj się nad nimi zapanować. – zaśmiałam się i opuściłam salon.
Wbiegłam na górę, do mojego pokoju. Podchodząc do biurka chwyciłam telefon i spojrzałam na ekran. 1 nieodebrane i wiadomość. Jako pierwsze postanowiłam sprawdzić, kto do mnie dzwonił. Kliknęłam i przeczytałam imię ‘Jaxon’. Zmroziło mi krew w żyłach. Przeczuwałam, że wiadomość też jest od niego. Otworzyłam ją.

******
Ubiór Ann :

~~~~~~~~~~~~~~
No to mamy kolejny xd
Jak się podoba ? :3


Do napisania !
Zander :3
  • awatar Belive in Dreams ♥: cudo, cudo, cudo i jeszcze raz cudo <3 ahhahha xd najlepsze było jak ich budziła xd w sumie to Horan wyznał jej miłość, chociaż o tym nie wie xd oj Harry, Harry xd uff..całe szczęście, że Simon nie jest chory *-* ale co to za typek? w sensie ten Jaxon? dawaj Ty mi już następny ^^
  • awatar Let me to go to paradise ... †: Ahahhahahahah ... xD Te pogudki u Harry'ego i Niall'a Boże nie wytrzymam ... Brzuch mnie boli . Uff ... Jaka ulga że Simon nie ma raka . :D W TAKIM MOMENCIE PRZERWAĆ ... ;( Jak możesz ... Czekam na następny. A i świetny . :)
  • awatar Love Will Remember .: SCENY Z POBUDKĄ ROZPIERDOLIŁY SYSTEM xD Aa i cieszę się że Simon nie ma raka i jednak nie umrze. Ale zgadzam się z ♥Everything About You♥ MAM OCHOTĘ CIĘ ZA BIĆ ZA TO W JAKIM MOMENCIE SKOŃCZYŁAŚ! Genialny ;* czekam na następny geniuszu ty mój <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Nie odzywali się. Po chwili znaleźliśmy się pod szpitalem. Ratownicy natychmiast wyciągnęli Ann z karetki i szybko znaleźli się w budynku. Biegłem cały czas za nimi. Wjechali na salę operacyjną, niestety ja nie mogłem tam wejść. Zostałem na korytarzu. Zacząłem chodzić w kółko.
*
- Lou! – usłyszałem krzyk Harry'ego.
Podbiegł do mnie i mocno przytulił.
- Co z nią? – spytał Niall, który nadal płakał.
- Nie wiem.. Nikt nie chce mi nic powiedzieć. – odpowiedziałem.
*
Dochodziła 22. Z sali operacyjnej wyszli lekarze, zostało tam kilka pielęgniarek. Od razu rzuciłem się na pierwszego lepszego lekarza.
- Dobry wieczór.. Ja jestem jej kuzynem, co z nią? – mówiłem szybko.
- Jej stan jest już w normie. Straciła bardzo dużo krwi. Gdyby odnaleziono ją kilka minut później.. Już by nie żyła.. – powiedział.
- Możemy do niej wejść? – spytał Niall.
- Niestety nie. Dziewczyna musi przebywać przez kilka godzin sama. I na dodatek tego, jeszcze się nie wybudziła. – powiedział.
- Ale.. Ona przeżyje, tak? – spytałem pełen obaw.
Lekarz zawahał się. Długo milczał, bał się odpowiedzieć.
- Wie Pan.. Mamy taką nadzieję. Nigdy nie wiadomo, czy człowiek przeżyje. – powiedział patrząc w ścianę. – Ale wie Pan, nadzieja matką głupich..
- Macie zrobić wszystko by ona żyła, rozumie Pan?! – krzyknął Niall.
- Oczywiście, Pani Colins będzie pod 24 godzinną obserwacją, nie pozwolimy by coś jej się stało. A teraz przepraszam, muszę iść do innych pacjentów. – powiedział lekarz i ulotnił się.
- Może wróćcie już do domu. Ja zostanę. – powiedziałem.
- Ja zostaję.. – powiedział Niall.
- Dobra, przyjedziemy z samego rana. Powiadomimy Twoją rodzinę, odwołamy koncerty.. – powiedział Liam. Ruszyli do wyjścia.
- Niall, Ty też idź.. – powiedziałem i spojrzałem na blondyna.
On nie odzywał się. Gapił się w drzwi od pomieszania, w którym przebywała Ann. Bardzo się tym przejął. Próbował być silny, ale on był tym najwrażliwszym z nas wszystkich, nie potrafił ukryć przerażenia. Bał się o nią..

******
2 czerwca 2013 roku (niedziela), Doncaster.
Z wielkim trudem otworzyłam oczy, które natychmiast zamknęłam i syknęłam z bólu. Lampy strasznie raziły moje tęczówki. Spróbowałam jeszcze raz otworzyć oczy, ale znowu to samo. Podchodziłam do próby kilka razy, nadaremno. W końcu udało się, moje oczy przyzwyczaiły się do rażących lamp. Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Na łóżku obok leżało dwóch chłopaków, mimowolnie pisnęłam. Chłopacy się obudzili. Był to Louis i Niall.
- W końcu się obudziła! – krzyknął Louis i wybiegł z sali, natomiast Niall rzucił się na mnie i zaczął ściskać.
- Puść mnie. Nie mogę oddychać. – wybełkotałam.
Chłopak odsunął się i usiadł na łóżku obok.
- A więc jednak żyję.. – powiedziałam bardziej do siebie, ale niestety on to usłyszał.
- Tak, żyjesz i jeszcze nas przeżyjesz. – zażartował sobie Niall.
Już chciałam coś powiedzieć, ale do sali wpadł Louis z eskortą lekarzy i pielęgniarek. Zaczęli podłączać do mnie najróżniejsze kroplówki.
- I jak się Pani czuje? – spytał w pewnym momencie lekarz.
- Jak zgubione sto dolców. – powiedziałam. – Ale niestety ktoś je znalazł i teraz ktoś się nim cieszy, a ono ubolewa.
Lekarz zaśmiał się sztucznie.
- Dobrze. Przez najbliższy tydzień zostaniesz w szpitalu pod ścisłą obserwacją. Pani lekarzem prowadzącym jest Pan Brown. – lekarz wskazał na ciemnoskórego mężczyznę. – Od dzisiaj on będzie się Panią zajmował.
- Dobra. Coś jeszcze? – spytałam oschle.
- Nie, już wszystko. – odpowiedział mi i razem z resztą wyszedł.
- Jak się czujesz Ann? – spytał Louis i usiadł na brzegu łóżka.
- Znakomicie. – powiedziałam z ironią.
- Dlaczego to zrobiłaś? – spytał Niall.
- No bo.. – przerwałam. – Za dużo emocji jak na jeden dzień, w szczególności dla mnie. – Powiedziałam ironicznie.
- Dobra, nie wnikam. – powiedział Louis. – Słuchaj, ja już muszę iść. Niall z Tobą zostanie. Przyjeżdża Eleonor i wiesz..
- Mam to gdzieś. – powiedziałam.
- Cześć. – rzucił i wyszedł z sali.
Spojrzałam na blondyna. Siedział na łóżku obok i bawił się telefonem.
- Lepiej też idź.. – powiedziałam przerywając ciszę.
- Nie, zostanę. I tak nie mam co robić. Liam jest z Danielle, Louis teraz poszedł z Eleonor, Harry tez wczoraj poderwał jakąś laskę w barze i dzisiaj z nią gdzieś wyszedł. Zayn pojechał do pobliskiego miasteczka spotkać się z Perrie. – odpowiedział mi.
- Rozumiem. Ale ja jestem nudną osobą, więc zanudzisz się tu. – powiedziałam.
- To co.. Ja też jestem nudnym człowiekiem.
- Dobra.. – poddałam się. – Chciałam zostać sama, ale skoro nie chce Ci się iść, to jestem zmuszona zostać w Twoim towarzystwie..
- Skoro mnie nie lubisz to już idę. – zaczął wstawać.
- Nie.. To nie oto chodzi.. – powiedziałam szybko.
- To o co? – usiadł z powrotem na łóżko.
- Po prostu sądziłam, że już nigdy się nie obudzę.. To dla mnie nadal szok, że jednak jeszcze żyje..
- To co? Wolałabyś umrzeć? – spytał i usiadł na brzegu mojego łóżka.
- Tak. – odpowiedziałam bez skrupułów.
- Dlaczego? Skrzywdziłabyś wiele osób.. – powiedział.
- Jakich? Nie mam rodziny.. Został mi kuzyn Simon.. Ale on też niedługo odejdzie.
- Dlaczego?
- Ma raka.. Został mu miesiąc życia. – powiedziałam i zaczęłam płakać.
Niall widząc to mocno mnie do siebie przytulił.
- Ejj.. Nie płacz.. Tak będzie dla niego lepiej. – powiedział Niall i zaczął głaskać mnie po głowie.
- Wiem, ale nie wiem, czy wytrzymam to.. Czy wytrzymam jego śmierć.. – wydukałam.
- Dasz radę. Pomożemy Ci z chłopakami.
- Ale wy też w końcu odejdziecie. Zostawicie mnie..
- Nie.. Dlaczego tak sądzisz? – spojrzał w moje oczy.
- Tak to już jest w moim życiu. Znajdę kogoś, zaprzyjaźnię się z nim, a on kopnie mnie w dupę i odejdzie bez pożegnania. – powiedziałam patrząc w jego oczy.
- Nie wiem jak reszta, ale ja taki nie jestem.
- Dzięki, ale mówisz tak tylko z litości. – powiedziałam ocierając łzy.
- Skąd wiedziałaś? – spytał z sarkazmem.
Zaczęłam się śmiać.
- To skoro chcesz tu siedzieć, to może zmieńmy temat? – spytałam.
- Ty zaproponowałaś, więc ty zapodaj jakiś temat. – zaśmiał się.
- Opowiedz mi coś o sobie. Jakieś wpadki z dzieciństwa, ulubione rzeczy, sekrety.. – powiedziałam tajemniczo.
- No dobrze.. To może zacznę od tego, że nazywam się Niall James Horan. Tata w dzieciństwie powiedział do mnie Nialler i już tak zostało, teraz już wszyscy tak do mnie mówią. Mam starszego brata, Greg'a, który w tym roku wziął ślub. No i niedługo będę wujkiem! –krzyknął szczęśliwy. – Moi rodzice rozeszli się, kiedy miałem 5 lat. Na początku razem z bratem mieszkałem z mamą, potem raz u mamy, raz u taty, ale po pewnym czasie zamieszkałem na stałe u taty. Pierwszy dzień w zerówce był dla mnie koszmarny. Nie chciałem tam zostawać, więc gdy mama poszła sobie rozpłakałem się. W wieku około 12 zacząłem grać na gitarze. Często występowałem na różnorodnych koncertach i wygrywałem. Czasami były nawet artykuły o mnie w gazecie. W szkole byłem dobry z francuskiego, ale za to byłem tumanem z matmy. – przerwał na chwilę. – Chciałaś jakąś wpadkę z dzieciństwa, nie? A więc kiedy miałem 11 albo 12 lat, wygoliłem sobie V z tyłu głowy i zostawiłem po bokach dłuższe włosy. – zaczęłam się śmiać. – Ejj.. Myślałem, że to będzie fajnie wyglądać.. – przerwał. - Raz byłem przebrany za Po z Teletubisi. Na lekcji geografii pierwszego dnia w szkole średniej chłopak siedzący za mną pierdnął. Nicky, bo tak miał na imię został wtedy moim przyjacielem. Ulubioną moją rzeczą jest spanie i jedzenie. Lubię też sport.. Emm.. Sekret.. Chyba nie mam żadnych.. – powiedział zamyślony. – Teraz Twoja kolej. – spojrzał na mnie.
- Skoro tak uważasz.. Ale się nie śmiej, pod żadnym pozorem. – pogroziłam mu palcem. – Więc jestem Annie Laura Colins. Moi rodzice mieli wielkie ambicje.. Często się przeprowadzaliśmy, bo co rusz dostawali lepsze posady, za większą kasę. Kiedyś chorowałam na białaczkę.. Wtedy przestałam kontaktować się z moją jedyną przyjaciółką z Polski, Laurą. Emm.. Kiedyś uprawiałam Parkour.. Ale przestałam, bo złamałam rękę i musiałam przez dwa lata ją oszczędzać, ale chciałabym do tego wrócić. W zerówce często siedziałam na dywaniku u dyrektorki razem z taką Jasmine. Jednego roku na balu przebierańców w przedszkolu byłam przebrana za kowboja i miałam pistolety na wodę. Pod koniec zabawy nalałam do nich wody i popsikałam mojego wychowawcę oraz dyrektorkę. Niestety nie mogłam przez tydzień czasu bawić się z innymi dzieci i stałam cały czas w kącie. Gdy tylko się odwróciłam dostawałam linijką po rękach.
- To nie było przedszkole, tylko jakiś koszmar.. – wciął się Niall.
- Właściwie, ale najlepsze było to, że nigdy mnie to nie bolało i wychowawcy nie wiedzieli co mają ze mną zrobić. – zaśmiałam się. – Pamiętam, że gdy uczyłam się jeździć na rowerze, miałam chyba 4 lata i taki czerwony mały rowerek, to na początku szło mi bardzo dobrze. Potem tata puścił rower i poleciałam. Zatrzymałam się na drzewie, rower nie nadawał się do niczego, a ja trafiłam do szpitala. Miałam 13 szwów na prawej ręce, 5 na lewym kolanie oraz 3 na głowie. Pamiętam jak mama przedstawiła mnie swojej mamie, czyli mojej babci. Miałam wtedy 3 lata i gdy tylko ta babcia dała mi czekoladę natychmiast ją zjadłam i praktycznie biegałam po całym domu, podobno uspokoiłam się około 4 rano i poszłam spać. W wieku 5 lat siedziałam w piaskownicy na placu zabaw, a tata siedział na ławce i czytał gazetę. Bawiłam się wtedy różowym wiaderkiem i zieloną łopatką. Dołączyli się do mnie tacy dwaj chłopacy.. Wtedy mieli chyba po 7 lat. Zaczęli mi dokuczać, dogryzać. Ja nie pozostawałam im dłużna. Potem zaczęliśmy się bić. Pogryzłam ich i z płaczem polecieli do matek. Ja szybko pobiegam do ojca i potem poszliśmy do domu. Już więcej tych chłopaków nie widziałam. W 7 roku nauki w szkole nazywali mnie „skałą”, ale do dzisiaj nie wiem dlaczego. – zaśmiałam się.
- A coś kompromitującego? Ja Ci powiedziałem. – powiedział Niall.
- Gdy miałam 6 lat byłam pierwszy raz na basenie z Simon'em jeśli dobrze pamiętam. On był straszy ode mnie i umiał pływać, ja nie.. Weszłam do płytkiego, ale byłam mała, więc i tak było za głęboko. I jeszcze do tego miałam za duży, dwuczęściowy strój. W pewnym momencie Simon poszedł na zjeżdżalnie i zostawił mnie samą. Zaczęłam się topić, ratownik wyciągnął mnie i wtedy okazało się, że nie mam góry od kostiumu. Simon tłumaczył mi, że nikt wtedy nie wiedział, że jestem dziewczyną, strasznie się na niego o to wkurzyłam. W pewnym sensie miał rację, bo miałam tak zwanego grzybka na głowie, wyglądałam jak chłopak, ale jednak byłam dziewczyną.
- A sekret? – zabawnie poruszył brwiami.
- Mam kilka, ale nie mogę Ci ich na razie powiedzieć. – powiedziałam i wytknęłam mu język.
W tym momencie do mojego pokoju szpitalnego weszła pielęgniarka z jedzeniem.
- Proszę, to obiad. – powiedziała i wyszła.
- No więc pewnie jesteś głodny. – powiedziałam.
- No tak troszeczkę. – powiedział i oblizał wargi.
- To pomóż mi jeść. – zaśmiałam się.
Niall przysunął się bliżej mnie i zaczął jeść.
- Wiesz co zauważyłem? – spytał z pełną buzią.
- Co? – spytałam mieląc kęs ziemniaka.
- To, że dzisiaj szczerze się uśmiechnęłaś. Ba! Nawet zaśmiałaś się! – powiedział.
- Zdarza się najlepszym. – zaśmiałam się. – Jest w Tobie coś innego niż w innych poznanych przeze mnie ludziach. Jesteś inny i to czyni Cię cudownym. – chłopak zarumienił się. – Mówię prawdę. Nie znam Cię za długo, ale przy Tobie czuję się o wiele lepiej niż w towarzystwie Laury. Oczywiście nie dorównasz Simon'owi, ale z czasem mi go zabraknie i wtedy będę potrzebowała wsparcia..
- Możesz na mnie liczyć. – przerwał mi i uśmiechnął się promiennie.
- Dziękuję. – powiedziałam. – To może pójdziemy do świetlicy, słyszałam, że mają tam Fifę.
- Nie gadaj, że lubisz grać w Fifę.. – zaśmiał się sarkastycznie.
- Jeszcze z Tobą wygram. – zaśmiałam się.
Dokończyliśmy jeść i wyszliśmy z mojego pokoju szpitalnego. Idąc korytarzem Niall zaczął mnie gilgotać.
- Niall.. Już, dość! – krzyczałam śmiejąc się. Chłopak nic sobie z tego nie robił. – Nialler!
Chłopak przestał. Zrobiłam wielkie oczy i spojrzałam na niego.
- Co Ci? – spytał zdziwiony.
- Co? Jak? Dlaczego? – spytałam.
- Ale co?
- No dlaczego jak powiedziałam „Nialler”. – zrobiłam cudzysłów w powietrzu. – To przestałeś?
- Bo tak jakoś mi się odechciało. – powiedział i spojrzał mi w oczy.
Zaczął błądzić oczami w moich źrenicach.
- Co Ty robisz? – spytałam śmiejąc się.
Nie odpowiedział. Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki, były takie.. uwodzicielskie.
- Wiesz.. Już ostatnio chciałem Ci coś powiedzieć.. – zaczął.
- Ale co takiego? – spytałam.
Już otwieraj buzię, ale ktoś wykrzyczał moje imię i Niall natychmiast zamknął oczy i spojrzał na osobę, która krzyczała przed chwilą. Zawiedziona również tam spojrzałam. Był to Harry z jakąś dziewczyną w fioletowych włosach.
- O! – wyrwało mi się. – Cześć Harry i jego nowa dziewczyno. – powiedziałam z ironią.
- To jest Violetta. – przedstawił nam ją. – A to Niall i Ann, kuzynka Louis'a, o którym Ci wcześniej opowiadałem. Ahh.. Ann, nie bądź zazdrosna.
- Cześć Violetta. – powiedziałam i podałam jej rękę. – Miło mi Cię poznać. Ahh.. Harry, nigdy nie będę.
- Mała, to chociaż uśmiechnij się. – powiedział Harry do mnie.
- Powiedziałam, że uśmiechnę się, jeśli się pocałujesz w tyłek. – spojrzałam na jego dziewczynę, która cały czas śmiała się, miała tyle pozytywnej energii w sobie.
- Wczoraj ćwiczyłem. – zaśmiał się.
- Bo my Wam coś chyba przerwaliśmy.. To przez Harry'ego. – powiedziała Violetta. – Powiedziałam mu, żeby nie krzyczał, ale on..
- Nie no, spoko. – powiedziałam.
Spojrzałam na Niall'a, był cały czerwony.
- Co chcieliście robić? – spytał Harry.
- Mieliśmy zamiar pograć w Fifę. – powiedziałam i spojrzałam na blondyna.
- To idziemy z Wami. – powiedział Harry i ruszył w kierunku świetlicy.
- Emm.. Harry? – powiedziałam, a chłopak odwrócił się. – Nie wiem, czy Niall chce, żebyś szedł z nami.
- On niema nic przeciwko. – powiedział.
Spojrzałam na blondyna. Wzruszył ramionami i dołączył do Harry'ego i Violetty.
- A Ty nie idziesz? – spytała fioletowo włosa.
- Z nim? – spytałam i wskazałam na Harry'ego. Zaśmiałam się ironicznie i dołączyłam do nich.
Weszliśmy na świetlicę i od razu Harry, Niall i Violetta zajęli całą kanapę. Wcisnęłam się między chłopaków i chwyciłam dwa pady.
- Kto gra ze mną jako pierwszy? – spytałam i uniosłam jedną brew.
Do dziewczyny Harry'ego zadzwonił telefon. Wstała i odebrała. Nasza trójka bacznie jej się przyglądała.
- Cześć... No jestem z kumplem w szpitalu u jego koleżanki... Teraz?... Okey, ale za jakąś chwilę, bo to trochę daleko... Tak... Ja Ciebie też. Papa.. – rozłączyła się.
Podeszła do nas.
- Muszę już lecieć. – powiedziała do kędzierzawego i dała mu całusa w policzek.
- Co? Czemu? – spytał oburzony.
- Emm.. – zamyśliła się. – No mama kazała mi przyjść. Zdzwonimy się. Pa. – wybiegła.
- Ona coś kręci. – powiedziałam.
- Kłamiesz. – powiedział chłopak.
- Jasne. –powiedziałam z nutką sarkazmu w głosie.
- Jesteś zazdrosna i tyle. – powiedział.
- O co? O Ciebie? – spytałam, a on kiwnął głową. – Proszę Cię. Takich jak Ty, to ja zjadam na śniadanie. – zaśmiałam się ironicznie. – Grasz Niall? – spojrzałam na blondyna.
-Ja gram z Tobą! – krzyknął Harry. – Ten kto wygra daje jakieś zadanie temu co przegra, co ty na to, mała? – zabawnie poruszył brwiami.
- Mała to jest Twoja pała. – powiedziałam i zaśmiałam się.
- A co chcesz się przekonać? – uniósł brwi ku górze.
- To może być jedynie Twoje marzenie, które nigdy się nie zrealizuje. – walnęłam go w ramię.
- Przekonamy się? – spytał.
- Po co? Przegrasz chłopczyku.
- Przekonamy się. – zaśmiał się.
Zaczęliśmy grać. Z minuty na minutę wokół nas było coraz więcej pacjentów, jak i lekarzy oraz pielęgniarek.
*
W świetlicy rozległ się wiwat, jak i śmiech.
- Brawo Ann. – powiedział jeden z lekarzy i zmierzwił mi włosy, na co zaśmiałam się ironicznie.
- Haroldzie? Jaka była umowa? – zamyśliłam się. - Ten kto wygra daje jakieś zadanie temu co przegra, tak? Dobrze pamiętam Niall? – spojrzałam na blondyna.
- Tak Ann.. Harry, szykuj się na najgorsze. – blondyn, jak i reszta przebywających w świetlicy osób zaczęli się śmiać.
- Dobra, wal. Przeżyję wszystko. – powiedział Harry.
- Co w sobie lubisz najbardziej? – spytałam i uniosłam lewą brew do góry.
- To oczywiste, że włosy. – przeczesał czuprynę i uśmiechnął się.
- Wiem! – krzyknęłam. – Wymyśliłam już dla Ciebie karę, ale zrealizuję ją kiedy indziej, jak wrócę do domu. Niall z chęcią mi pomoże, co nie? – spojrzałam na blondyna, a on się uśmiechnął.
- Ale miało być zadanie! – szatyn się oburzył.
- To będzie zadanie i kara. – zaśmiałam się.
- To nie fair.. – oburzył się ponownie i tupnął nogą.
- Jak dziecko. – westchnęłam, poczym szeroko się uśmiechnęłam.
- Witaj w moim świecie. – powiedział Niall, poczym zaczął się śmiać.
- Śmiejta się póki możeta, ten okres w Waszym życiu niedługo przeminie. – powiedziała jakaś starsza kobieta stojąca w rogu.
Była około 50, ubrana w jakąś przewiewną sukienkę, jak cyganka, włosy falowane, rozpuszczone, do tego na głowie miała jakąś chustę. Na bank nie pochodziła stąd.
- Co to oznacza? – spytał Niall.
- Niedługo zdarzy się coś, co odwróci Wasze życie o 180 stopni. To jest nieuniknione i nie da się tego pozbyć. – powiedziała i odeszła.
- Nie zwracajcie na nią uwagi. To miejscowa wróżka. Chodzi w publiczne miejsca i przepowiada ludziom jakieś bzdury. Rzadko się one spełniają. – powiedziała jakaś kobieta.
Razem z chłopakami zaśmiałam się sztucznie.
A co jeśli ona mówi prawdę? I zdarzenia z przeszłości wrócą do mnie.. Tym samym zniszczę sobie życie na nowo i jeszcze chłopakom? Muszę zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić, by nie stać się znowu tym, kim byłam wtedy..
****

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No dobra .. Nie wiem zbytnio co pisać xd
Co sądzicie o rozdziale ?

Nuumm xd
To do napisania .
Zander :3
  • awatar Lies Greed Misery .: ejj, ja sie wystraszyłam tą wróżką ;o TYLKO NIE REALIZUJ KOLEJNEJ PRÓBY SAMOBÓJSTWA! świetne kochana ;*
  • awatar ♥Everything About You♥: O gsfhubshf! Kurwa, genialny, tylko Hazza ty idioto, czemu przerwałeś w tym momencie? A byłoby tak cudownie *.* Hahahahaha, doobra xdxd A ta wróżka? Wydaje mi się, że jej słowa mogą okazać się prawdą xD Pisz szybciutko next!
  • awatar Belive in Dreams ♥: cuuudo *___* kJHWGHOWO <3 oaw <3 Horanek *-* kurde Harry! Jesteś wkurzający, wiesz? co to za dziewczyna? jakaś dziwna jest.. hahaha nie mogę z Niall'a xd i jestem ciekawa co Ann wymyśliła w karze dla Hazzy ^^ ja chcę już następny <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
31 maja 2013 roku (Piątek), Doncaster.

*Niall 's POV*
Nie spałem całą noc, rozmyślałem o Ann.. Ona jest niesamowitą dziewczyną, w szczególności kiedy śpi. Wczoraj, gdy ją przenosiłem do łóżka objęła mnie, nogi mi się uginały, jej niesamowity zapach.. Ona cała.. Chyba się zakochałem..

*Annie 's POV*
Obudziłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu. Leżałam na łóżku w moim pokoju, dałabym głowę, że zasnęłam na dole, na fotelu w salonie. Podniosłam się i podeszłam do komody. Zaczęłam przeszukiwać ciuchy. Spojrzałam na okno, na zewnątrz świeciło słońce. Postanowiłam, że dzisiaj ubiorę czarne leginsy z ćwiekami po bokach, do tego czarną bokserkę z logiem Convers, i na bokserkę, że założę koszulę w czaszki. Z ciuchami pobiegłam do łazienki. Szybko zrzuciłam z siebie wczorajsze rzeczy i zarzuciłam nowe. Koszulę zostawiłam odpiętą i rękawy podciągnęłam do łokci. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Oczy umalowałam czarną kredką i tuszem do rzęs.
Wróciłam do pokoju. Szybko na nogi włożyłam czarne Convers'y. Wzięłam do ręki telefon i usiadłam na krześle przy biurku. Zegar w telefonie wskazywał 15:34. To sobie pospałam. Dziwne, że nikt nie przyszedł mnie obudzić. Wstałam i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Nikogo tam nie było. Otworzyłam lodówkę i zaczęłam się rozglądać za czymś jadalnym. W końcu zdecydowałam się na marchewkę. Wzięłam ją, ugryzłam i ruszyłam do salonu. Stanęłam w progu i moje oczy ujrzały nagiego Harry'ego siedzącego na kanapie, obok niego Liam'a i Louis'a. A na fotelu siedzącego Zayn'a. Nigdzie nie było Niall'a. Odgryzłam kawałek marchewki i resztą rzuciłam w Harry'ego, który natychmiast wstał i spojrzał na mnie.
- Gościu, nikt nie nauczył Cię, że nie chodzi się nago po czyimś domu i to dobrze wiedząc, że są tu dzieci i ja!? – krzyknęłam oburzona.
Chłopcy zaczęli się śmiać.
- Co zęby suszycie? – syknęłam w ich stronę.
W tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi.
- To ja pójdę otworzyć, a Ty Styles ubierz się. – powiedział Louis.
Po chwili zostałam w salonie sama wraz z Zayn'em i Liam'em.
- A Niall gdzie? – spytałam.
- Wyszedł gdzieś. – odpowiedział mi Liam. Wzruszyłam ramionami.
- Ann! – dało się usłyszeć krzyk Louis'a. – Ktoś do Ciebie!
Ruszyłam w stronę drzwi, a zaraz za mną szedł Zayn z Liam'em. Doszliśmy do drzwi. Na holu stała Koreanka o dużych, piwnych oczach, szczupłej sylwetce i długich bordowych włosach. Spojrzała na mnie z troską.
- Annie. – wyszeptała ledwo słyszalnie.
Nie odezwałam się. Podbiegłam do niej i mocno się w nią wtuliłam, zaczęłam płakać. Dziewczyna mocno mnie ścisnęła i zaczęła gładzić mnie po głowie.
- Laura.. – wyszeptałam przez płacz.
- Annie, nie płacz.. Mała.. – mówiła coraz głośniej. – Colins! – rozkazała.
Jak na gwałt od niej odskoczyłam. Spojrzałam na nią wystraszona.
- Nie płacz już.. Wszystko będzie dobrze. – powiedziała spokojniej.
- Już nic nie będzie dobrze. Najpierw rodzice, za niedługo on.. Dlaczego zawsze odchodzą osoby, których najbardziej potrzebuję i kocham całym sercem? – spytałam.
- Kochanie.. – powiedziała. – Masz rację. Nic nie będzie dobrze. Do końca życia będziesz żyła ze świadomością, że te kilka osób nie żyje. I co? Dasz radę skarbie. Zobacz, moi już od dawna nie żyją. Wychowują mnie jacyś obcy ludzie. A Ty? Ty masz ich. – wskazała na chłopaków. – pomyśl..
- Laura! – przerwałam jej. – Nie mam ich. Poznałam ich dopiero wczoraj. Mylę ich imiona.. Nie znam ich. Nie wiem co robią na co dzień.
- Jak to nie wiesz? – spytała.
- No a skąd? Nie gadałam z nimi o tym. Właściwie jedyny kontakt to miałam z Niall'em, ale to było przez chwilę.. – powiedziałam.
- Przecież to członkowie One Direction. Najsławniejszego boysband'u w Wielkiej Brytanii, jak nie całego świata.. – powiedziała.
Spojrzałam na nich.
- Okłamaliście mnie! – krzyknęłam. – Jesteście największymi chujami na tym świecie! Nienawidzę Was!
Pobiegłam na górę. Wbiegłam do pokoju i zamknęłam go.

*Niall 's POV*
Wszedłem do domu, było słychać krzyki. Miałem niesamowity prezent dla Ann. Chciałem jak najprędzej jej go dać, więc weszłem na górę. Stamtąd dochodziły krzyki. Weszłem na pierwsze piętro i tam, pod pokojem Ann stali chłopacy i jakaś dziewczyna. Szybko tam podbiegłem.
- Co się stało? – spytałem wystraszony.
- Ann dowiedziała się, że jesteśmy sławni. – powiedział spokojnie Liam.
- Do cholery! Przejmujecie się takim gównem, a ona jest tam sama! – krzyczała Koreanka. – Mogę się założyć, że ma przy sobie kilka paczek żyletek!
- Louis do cholery! – krzyknąłem. – To dom Twojej matki, na pewno gdzieś ma jakieś klucze zapasowe!
- No tak! Zaraz wrócę! – krzyknął i uciekł gdzieś.
- Annie.. Otwórz, mała.. – mówiła brunetka.

*Annie 's POV*
Usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Zalogowałam się na TT. Pełno wpisów, hejtów pod moim nazwiskiem i jakiś link do jakiejś stronki, którą natychmiast otworzyłam.
„Czarna postać! Annie Laura Colins, córka Kurt'a Tomlinson i Lindy Colins jest nowym domownikiem u rodziny Louis'a Tomlinson'a z One Direction! Wczoraj przybyła do jego posiadłości pod eskortą lekarza i dwóch policjantów. Jay Tomlinson, matka Louis'a, jest ciotką dla Annie, a Louis jest jej kuzynem. Cała nasza redakcja dziwi się, że taka porządna rodzina przyjęła pod swój dach przestępczynię. Podobno dziewczyna jest chora na białaczkę i dużo razy próbowała popełnić samobójstwo. Niedawno jej rodzice umarli, pewnie nie wytrzymali z nią pod jednym dachem tyle lat..”
Szybko zamknęłam stronę i spojrzałam na TT. Zaczęłam czytać.
„Ty suko! Odpierdol się od naszych mężów!”
„Nie jesteś warta żeby ich znać!”
„Jeśli zobaczę Cię w ich towarzystwie.. ZGINIESZ!”
Reszta wpisów pod moim nazwiskiem była o podobnej treści. Był tylko jeden pozytywny od jakiegoś chłopaka.
„Ludzie! Ogarnijcie się! Ta dziewczyna nie jest warta tego, żeby ją tak wyzywać! To że poznała Waszych idoli, to że oni próbują jej pomóc, bo niedawno straciła rodziców, to źle?! Ten artykuł.. Przeczytacie coś, o czym nie macie jakiegokolwiek pojęcia i już musicie ją o coś oskarżać! Jej rodzice wcale nie umarli, oni zginęli w wypadku! A Annie w poważnym stanie trafiła do szpitala! Potrzebowała wsparcia, a to, że nie ma innej rodziny, to nie jest jej wina! Zanim coś napiszecie, zastanówcie się, proszę! Elliot xxx”
Zaraz pod jego wpisem pojawiło się milion komentarzy.
„Nie broń jej gówniarzu!”
„Jak możesz bronić taką sukę?!”
„Bohater się znalazł! Nie interesuje nas Twoje zdanie! Zajmij się swoim życiem i pozwól nam robić co tylko chcemy!”
Zamknęłam laptopa. Wstałam i podeszłam do okna. Na zewnątrz pod domem było pełno dziewczyn. Kilka z nich trzymało transparenty. Na jednym z nich był napis: „Colins! Zgiń w męczarniach!”
Odsunęłam się od okna i podeszłam do mojej walizki. Otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej paczkę fajek oraz jedną żyletkę. Usiadłam na łóżku. Odpaliłam fajkę i zaciągnęłam się nikotynowym smakiem. On zawsze potrafił mnie odprężyć.
„Zapalisz jedną, problem znika. Zapalisz drugą, znikają dwa. Wypalisz całą paczkę, znikną wszystkie problemy” jak to zawsze mawiała kuzyna Stella, która wpadła pod samochód na przejściu dla pieszych i zmarła na miejscu.
Trzymając papierosa w ustach zaczęłam oglądać żyletkę. Wyglądała tak kusząco i sama wołała do mnie: „No tnij że! Długo jeszcze będziesz się nade mną modliła?!”
Przystawiłam ostrze do ręki i zrobiłam kilka cięć, dość głębokich. Chwilę później opadłam na podłogę i oczy mi się zamknęły. Zanim odpłynęłam usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi i wbiega do środka.

*Niall 's POV*
Wbiegłem jako pierwszy do jej pokoju. Gdy zobaczyłem jej ciało, leżące na ziemi, uśmiechające się, zamarłem. Z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Uklęknąłem obok niej i wtuliłem jej ciało we mnie. Wszyscy zaczęli płakać.
- Ann.. Obudź się.. – prosiłem, jednak ona i tak tego nie słyszała.
- Liam. Zadzwoń na pogotowie. – powiedział Zayn. – Louis, Harry wyprowadźcie go..
Chłopcy zaczęli mnie odciągać, ale ja za mocno ją trzymałem.
- Zostawcie go.. – powiedziała dziewczyna przez płacz.
- Dobra, ale Niall.. Jak przyjedzie pogotowie masz od niej odejść.. – powiedział Louis, któremu głos już się łamał.
- Lou, idź na dół. Jak przyjedzie pogotowie to ich tu przyprowadzisz. – powiedział Liam.

*Louis 's POV*
Zbiegłem na dół i wyszedłem na zewnątrz cały czerwony i zaryczany.
- Lou, Lou, Lou! – krzyczały fanki.
W tym momencie zza rogu wyjechała karetka na sygnale. Po chwili znaleźli się pod moim domem. Ratownicy pośpiesznie opuścili pojazd i biegiem do mnie podbiegli.
- To stąd dzwonił niejaki Liam Payne? – spytał jeden z nich.
- Tak. Szybko na górę. – popędziłem ich.
Wbiegłem za nimi do środka i zamknąłem drzwi.

*Fan 's POV*
Gdy Louis wbiegł do środka rozległy się szumy wśród obecnych tu osób.
- Co się stało? – spytała jakaś blondynka.
- Nie wiem. To może być związane z którymś z chłopków, jego sióstr, albo nawet jego kuzynką.. – powiedziałam.
- Z tą suką? – spytała jakaś Gotka.
- Nie nazywaj jej tak. Nie znasz jej, a oceniasz.. – powiedziałam.
- A Ty ją może znasz? – spytała jakaś Chinka.
- Nie, nie znam jej, ale posiadam coś takiego jak szacunek. Jeśli Lou cieszy się, to i ja się cieszę.
Nagle wszystko ucichło. Drzwi od domu Louis'a uchyliły się i wylecieli z niego chłopcy, Zaraz za nimi wyjechały nosze prowadzone przez ratowników. Na nich leżała blondynka z maską tlenową na twarzy. Pośpiesznie załadowali ją do karetki. Louis pojechał z nią, a reszta chłopaków wraz z brunetką powiedziała mu, że przyjadą jak najszybciej. Tłum nastolatek uważających się za największe fanki 1D rozszedł się w mgnieniu oka.

*Louis's POV*
-Dojedziemy jak najszybciej. –Powiedział Liam.
-Jasne. –Powiedziałem zestresowany.
Wsiadłem do karetki i chwyciłem rękę Ann. Po chwili na sygnale ruszyliśmy do szpitala. W połowie drogi zaczęły piszczeć różne urządzenia. Kierowca przyśpieszył, a dwóch ratowników rzuciło się na blondynkę. Jeden z nich odepchnął mnie na bok.
-Co się dzieje?! –Spytałem wystraszony.
Nie uzyskałem odpowiedzi.
-Co jest?! Kurwa odpowiedzcie mi! –Krzyczałem.
(…)

******
Ubiór Ann :

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Cześć wszystkim :3
Jak mijają Wam wakacje ? ^^

Wiadomość do Julka :
Tak , lubię uśmiercać ludzi . Nie , nie opanuję się
I jeszcze mama się zastanawia . Dzisiaj jak wróci to z nią pogadam na spokojnie (brata nie ma to prawdopodobnie się zgodzi) ^^

Hmmm .. To do napisania !
Zander :3
  • awatar Love Will Remember .: nie,nie,nie,nie.....NIE, DO CHOLERY! NIE!!! ONA NIE MOŻE UMRZEĆ NIE WAŻ SIĘ JEJ UŚMIERCAĆ!!! Bo cię znajdę i zrobię to samo!! wow, świetne, świetne ;* czekam na następny ^^
  • awatar black.ivy❤: dopiero dzisiaj wpadłam na Twojego bloga, ale widzę, że nie ma zbyt dużo rozdziałów, z czego niezmiernie się cieszę, gdyż szybko będę mogła nadrobić. ten rozdział jest naprawdę świetny. Bardzo mi się podoba i jeśli to nie problem, proszę o informowanie. Jeżeli masz ochotę również zapraszam do siebie :) Pozdrawiam :)
  • awatar Belive in Dreams ♥: JA PIERDOLE *___* HDIAEfofwghoGW <3 O BOŻE KOCHAM TO *__* PIERDOLONE FANECZKI, KURWA -.- haahah całkowicie zgadzam się z ♥Everything About You♥ oaw <3 Horan się zakochał <3 dobra, tam szybko nowy *__* o ja pierdole <3 no musi się zgodzić! uhh...mam zaciesza xd ja chcę już następny rozdział *-*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Annie 's POV
Do salonu weszła niejaka „ciocia” Jay. Usiadła na kanapie i dołączyła do zajęcia reszty, czyli na gapieniu się na mnie. Napisałam do kuzyna, który przebywał aktualnie w szpitalu we Francji – Simon'a.
„Cześć stary, masz czas, czy jesteś na jakichś badaniach? Ann xoxo”
Na odpowiedź długo nie musiałam czekać.
„Cześć kocie, mam przerwę.. Dopiero po obiedzie zabierają mnie na badanie krwi.. Arr.. Nie lubię tego.. A jak tam u „nowej” rodzinki? Simon xoxo”
„Wiesz, byłoby fajnie, gdyby nie to, że ciągle się na mnie gapią i nie odezwą ani słowem.. Ann xoxo”
„Daj im czas.. Jesteś nową osobą, nie znali Cię przedtem.. Dasz radę.. Muszę kończyć, bo pielęgniarki wołają na obiad.. Do potem. Simon xoxo”
Schowałam telefon do kieszeni i spojrzałam na nich. Nadal siedzieli wpatrzeni we mnie.
- To może pokażecie mi gdzie będę spała? – spytałam.
- A tak! Jasne. – powiedział niejaki Louis.
Poderwał się z miejsca i chwycił mój bagaż, który po chwili mu wyrwałam.
- To jest moje i nie waż się tego tykać. – powiedziałam wrogo.
- Przepraszam Annie.. – powiedział.
- Ann, do cholery jestem Ann! – wkurzyłam się.
- Przepraszam.. Zapomniałem.. – powiedział i ruszył schodami na górę.
Niosąc mój bagaż ruszyłam za nim. Po chwili weszliśmy do jakiegoś pokoju. Był urządzony bardzo nowocześnie, wygodnie oraz z kupą wydanej na to kasy.. Miał jasnoróżowe ściany i białe meble. Już wiedziałam, że skoro mam tu mieszkać przez dwa lata to muszę zmienić ten pokój.
- Przepraszamy za ten pokój. Twój lekarz powiedział nam, że jesteś dzieckiem, ale nie dodał, że tak dużym. – powiedział „mój kuzyn”.
„Mój kuzyn”.. Jak to dziwnie brzmi..
- Dobra, to może Cię zostawię. Obiad będzie o 15. – powiedział Louis i wyszedł z pokoju.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam wyciągać moje rzeczy z torby. Zdjęcia moje i rodziców poustawiałam tak, żeby były na widoku, czyli kilka znalazło się na komodzie, kilka na szafce nocnej i kilka na biurku. Ciuchy poukładałam w komodzie, za dużo ich nie miałam, więc długo to nie trwało. Laptopa położyłam na biurko i włączyłam go. Zalogowałam się na FB, jak zwykle nic się nie działo. Weszłam na profil mojej przyjaciółki, tak bardzo za nią tęskniłam.. Akurat była dostępna. Po chwili usłyszałam dźwięk, który oznajmiał, że dostałam wiadomość. Okazało się, że jest to wiadomość od tej właśnie przyjaciółki z Polski: „Cześć Aniu, proszę odezwij się do mnie.. Albo chociaż napisz, że wszystko u Ciebie w porządku..”. Zamknęłam wiadomość i wylogowałam się. Łzy same cisnęły się do moich oczu.
Po chwili postanowiłam dodać notkę na bloga. Zalogowałam się i zaczęłam pisać.
„Cześć Wam .
Na początku bardzo chciałabym Was przeprosić za to , że nie pisałam od dwóch tygodni .. One były dla mnie bardzo męczące .. W dniu moich 19 urodzin .. Trudno mi o tym pisać, ale muszę się komuś wygadać .. Tamtego dnia , czyli jak wiecie 16 maja .. Z okazji urodzin ojciec chciał mnie komuś przedstawić , jak się okazało w czasie drogi , była to jego siostra Jay .. Więc ruszyliśmy w drogę do Doncaster . W tej drodze mieliśmy .. Ojciec stracił panowanie nad kierownicą .. I zdarzył się ten wypadek .. Moi rodzice zginęli na miejscu .. Ja w ciężkim stanie trafiłam do szpitala . Teraz mieszkam z ciotą - siostrą ojca oraz z jej rodziną . Poznałam kuzyna Louisa, jego siostry oraz jego czterech kolegów . Nawet nie wiecie jak jest mi ciężko .. Nie chcę , żebyście się nade mną litowali , nie potrzebuję łaski .. Potrzebuję kogoś , kto wysłucha mnie i po prostu wesprze w tych trudnych chwilach .. Bez litości ..
Pamiętacie jak ostatnio pisałam Wam , o tym , że „moja mama” jest w drugim miesiącu ciąży ? Jeśli nie , to przypominam teraz . Najbardziej żal mi jest jej i mojego nienarodzonego brata albo siostry .. Wiadomość , która dotarła do mnie , gdy tylko obudziłam się z narkozy , że ta trójka , najważniejsza „trójka” w moim życiu nie żyje .. Ona .. To nie do pomyślenia .. Mimo iż tak bardzo ich nienawidziłam to i tak mocno ich kocham ..
Wiem , że Was to zbytnio nie interesuje .. Pewnie myślicie teraz coś w stylu : „Co za kretynka , po cholerę mi to wiedzieć ..” . Rozumiem Was , pewnie też bym tak pomyślała .. Ale po prostu wiem , że mogę tu się wypisać , wyżalić , a ktoś to przeczyta i wesprze mnie ..
Dobra .. Kończę .. Trzymajcie się ciepło .
Black Angel xoxo”
Zamknęłam laptopa i położyłam się na łóżku. Przytuliłam się do poduszki i zamknęłam oczy.
*
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Niechętnie się podniosłam i zaspana krzyknęłam, że ten ktoś ma wejść. Moim oczom ukazał się blondyn.
- Przepraszam, że Cię obudziłem, ale Jay kazała sprawdzić, czy nic sobie nie zrobiłaś.. – powiedział chłopak.
- Jeszcze nie.. Na razie nie mam takiego zamiaru.. – odparłam.
- To zejdziesz na dół na obiad? – spytał.
- Nie, dzięki. Coś nie jestem głodna.. – powiedziałam.
- I co? Masz zamiar siedzieć tu dniami i nocami? I na dodatek głodować?
- Czemu nie.. To bardzo kusząca propozycja. – powiedziałam.
- Jak uważasz.. – powiedział i wyszedł z pokoju.
Ponownie przykleiłam głowę do poduszki i zaczęłam patrzeć na zdjęcie mamy i taty.. Tak bardzo za nimi tęskniłam, że łzy same zaczęły lecieć po moich polikach. Ktoś otworzył drzwi od mojego pokoju i wszedł do środka. Spojrzałam na ów osobę, był to znowu blondyn.. Cholera, zapomniałam jak ma na imię.. Nie no, Ann, niezłą masz pamięć..
- Coś zapomniałeś? – spytałam przez płacz.
- Ejj, nie płacz.. – powiedział i usiadł na łóżku trzymając w ręce jakiś talerz.
- Kiedy nie mogę.. – powiedziałam. – A co tam masz? – zmieniłam szybko temat.
- A tu mam obiad dla ciebie. Nie wiedziałem co lubisz, więc przyniosłem wszystkiego po trochu. – powiedział i podsunął mi talerz pod nos, lekko się przy tym śmiejąc.
- Nie musiałeś. – powiedziałam i odebrałam od niego talerz.
- Wiem, że jesteś głodna. Mogę się założyć, że oprócz śniadania w szpitalu nic nie jadłaś. A szpitalne jedzenie jest okropne.. – zaśmiał się.
Lekko się uśmiechnęłam.
- Jedz póki ciepłe. – pogonił mnie.
Zaczęłam konsumować mój posiłek. Co chwilę zerkałam na chłopaka, który cały czas patrzył na talerz z jedzeniem.
- Emm.. Może mi pomożesz? – spytałam się go.
- Nie.. Ja już jadłem.. – powiedział oblizując wargi.
- Ależ nalegam, żebyś mi pomógł. – powiedziałam z irlandzkim akcentem.
- Skoro nalegasz. – powiedział śmiejąc się.
Blondyn zaczął pomagać mi w konsumowaniu jedzenia.
- Przepraszam, że pytam. – zaczęłam. – Ale przypomnisz mi swoje imię, bo wiesz.. Dopiero Was poznałam, i nie pamiętam zbytnio.. Wiem tylko, że jest Louis, Jay i Zayn..
- Ja jestem Niall. – powiedział śmiejąc się. – Ten łysy to Liam i jest jeszcze Harry, ten w lokach.
- Dzięki Niall.. Postaram się zapamiętać, ale z góry przepraszam, jeśli pomylę Twoje imię z którymś z chłopaków.
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
- Poczekasz chwilę? – spytałam.
Blondyn kiwnął głową. Chwyciłam telefon i odebrałam.
/- Halo? Kto mówi? – spytałam.
- To ja Simon. Możesz gadać? – spytał.
- No przez chwilę mogę. – powiedziałam patrząc na Niall'a.
- To jak idzie?
- Jest całkiem fajnie.
- Fajnie to pojęcie względne, tak?
- Tak. A jak tam Twoje badania? Wszystko dobrze?
- Wiesz.. – jego głos zaczął się łamać. – Badania wykryły..
- Jezu.. Co one wykryły? – spytałam przestraszona.
- Wykryły, że mam raka mózgu.. Niestety nie można go już wyleczyć, jest w za bardzo rozwiniętym stadium. – powiedział smutny. Łzy zaczęły wypływać mimowolnie z moich szarawych oczu.
- Powiedz, że to żart. Jeśli to naprawdę żart, to jakiś kiepski..
- Ann.. To nie jest żart.. Mówię prawdę..
- To skoro to prawda to ile Ci czasu zostało? – przez dłuższą chwilę po drugiej stronie było słychać głuchą ciszę.
- Został mi góra miesiąc. – mówił przez zaciśnięte zęby.
- Damy radę.. – powiedziałam.
- Ja dam, wątpię żebyś Ty dała radę. Tylko proszę.. Nie rób nic głupiego z Tego powodu.. Obiecaj! – mówił płacząc.
- Obiecuję. – powiedziałam cicho.
- Przepraszam, ale muszę już kończyć..
- Dobra, to do jutra. – powiedziałam i rozłączyłam się./
Telefon wypadł mi z ręki. Niall widząc to podbiegł do mnie i troskliwie spojrzał.
- Co się stało? – spytał wystraszony.
- On.. – zaczęłam się trząść.
Ta wiadomość jeszcze do mnie nie dotarła. On był jednym z najważniejszych osób w moim życiu. Był jedynym kuzynem, którego znałam. Jest teraz jeszcze Louis i jego rodzina, ale to nie to samo. Ich dopiero poznałam, a Simon był ze mną od początku. Rodzice Simona też zmarli, też mieli raka.. A to oznaczało, że zostanę sama na tym cholernym świecie.. Simon był moim przyjacielem, zawsze mnie wysłuchał, doradził, A teraz on miał tak po prostu umrzeć? On? Ten, który był najzdrowszy z nas wszystkich ma odejść? To jest niemożliwe..
- Ann.. – powiedział Niall. – Co się stało?
Przytulił mnie, wtuliłam się w niego. Nie wiem dlaczego. Normalnie bym tego nie zrobiła, ale on.. On jest jakiś inny. Zaczęłam płakać, a Niall zaczął głaskać mnie po głowie.
- Cii.. Nie płacz.. Ann.. – mówił spokojnym tonem.
- Ann! Niall! Kolacja! – dało się słyszeć krzyk Jay.
- Mała, idź się ogarnij i zejdziemy na dół. – powiedział Niall.
- Mogę Cię prosić, żeby nikt nie dowiedział się, że rozmawiałam teraz z kimś przez telefon? – spytałam niepewnie.
- Jasne. Tylko później masz mi powiedzieć co się stało. – powiedział.
- Jasne. Ale kiedy indziej.. Ta wiadomość.. – znowu zaczęłam płakać.
- Już.. Ann! Idź się ogarnij. – powiedział.
Odkleiłam się od niego, chwyciłam moją kosmetyczkę i weszłam do łazienki, która znajdowała się naprzeciw mojego pokoju. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Zmyłam makijaż i przemyłam twarz. Poprawiłam włosy przeczesując je palcami i opuściłam łazienkę. Weszłam do pokoju. Niall stał przy biurku i patrzył na zdjęcie moich rodziców.
- Możemy iść. – powiedziałam.
- Przepraszam. – powiedział speszony.
- Spoko. – powiedziałam.
Razem z blondynem zeszłam na dół.
- W końcu jesteście. – powiedziała Jay. – A Ty, Niall? Co z Tobą? Zawsze byłeś pierwszy przy stole..
- Czekałem na Ann. – odpowiedział blondyn.
Usiadłam przy stole. Po chwili obok mnie siedział już Niall i po drugiej stronie Louis. Spojrzałam na stół. Nie miałam apetytu co naprawdę mnie zdziwiło, ponieważ zawsze jadłam tyle, że „mama” musiała robić dla mnie tyle co dla trzech. Właśnie, „mama”.. Jej już nie ma. Nie ma jej, taty i mojego młodszego rodzeństwa.. Czyli jednym słowem nie ma nic..
- Ann, dlaczego nie jesz? – spytała przestraszona Jay.
- Nie jestem głodna. Jakąś godzinę temu jadłam, Niall przyniósł mi coś.. – powiedziałam.
- Niall? – spytał Louis krztusząc się jedzeniem.
- Tak.. Nie pomyliłam chyba imienia, co nie? – spojrzałam na blondyna.
Pokiwał przecząco głową.
- Nie, nie chodzi nam o to.. Niall nigdy się nie dzieli jedzeniem. – powiedział Liam, jeśli się nie mylę. – Musisz być naprawdę wyjątkowa..
- Ejj. Kiedyś musi być tej pierwszy raz. – wyrwał się czerwony jak burak blondyn.
- No właśnie, a ja nie jestem wyjątkowa.. Jestem gruba, głupia, brzydka.. – powiedziałam.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Wzruszyłam ramionami, nie miałam zamiaru kontynuować tej nudnej rozmowy. Poczułam wibracje telefonu. Popatrzyłam na ekran. Napisała moja przyjaciółka z Polski. Otworzyłam wiadomość.
„Aniu.. Piszę już do Ciebie setny raz.. Wiem, że przeczytasz tą wiadomość.. Rozmawiałam z Simonem, słyszałam, że jest chory i został mu tylko miesiąc.. Zadzwoń do mnie.. A jeśli nie, to za dwa tygodnie będę u Simona.. Przyleć też. Laura xoxo”
Łza spłynęła po moim policzku, ale zanim ktokolwiek ją zobaczył szybko ją otarłam.
- Ann, obejrzysz z nami film? – spytał Liam.
- Emm.. Jasne. – powiedziałam.
- A uśmiechnij się. – powiedział Harry z czarującym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
- Jak pocałujesz się w tyłek to się uśmiechnę. – powiedziałam wytykając mu język.
Chłopak spojrzał na swój tyłek.
- Jakieś inne wyzwanie? – spytał się mnie.
- Nie, raczej nie. – powiedziałam.
*
- Harry, Liam, sprzątacie ze stołu. Niall i Ann idźcie już do salonu. Dziewczynki myć się i spać. Louis zmywasz, Zayn wycierasz naczynia. Ja i tata idziemy do sąsiadów, nie wiem kiedy wrócimy. – powiedziała Jay i po chwili ja z Niall'em siedzieliśmy już w salonie.
- Powiesz mi teraz co się stało? – Spytał Niall.
- Proszę, nie teraz. – powiedziałam powstrzymując łzy napływające do moich oczu.
W tym momencie do salonu weszła pozostała czwórka chłopaków. Zmieniłam miejsce pobytu z kanapy na fotel.
- Co oglądamy? – spytał Zayn.
- Może niech Ann wybierze. – zaproponował Harry.
- Może być. W takim razie Ann co chcesz oglądać? – spytał Louis.
- Film. – powiedziałam.
- Zaskakujące. A jaki? – spytał Zayn.
- Ciekawy. – odpowiedziałam bez skrupułów.
- Fajnie. A jaki gatunek? – spytał tym razem Harry.
- Horror. – powiedziałam.
- To bierzemy „Topór 2”. – powiedział Niall.
Skinęłam głową.
*
Jesteśmy już w połowie filmu, a oni już się boją.
- Ann.. Ty na pewno się nie boisz, bo wiesz.. Ja mogę przyjść Cie przytulić. – powiedział Harry.
- Zamknij się Styles i odchrzań się od mojej kuzynki. – wtrącił się Louis.
- Nie skorzystam z tej okazji, bo to nie jest straszne, a ja nie potrzebuję tulić się do świńskiego i przestraszonego kurczaka. – powiedziałam, a każdy oprócz Harry'ego zaczął się śmiać. – Możecie nie gadać, bo chciałabym obejrzeć film?!
Chłopacy skinęli głowami i dalej oglądali film.
*
Dochodzi 22. Dostałam sms'a. Otworzyłam go.
„Zadzwoń proszę.. Laura xoxo”
Wstałam z fotela i ruszyłam do wyjścia.
- Gdzie idziesz? - spytał Louis.
- Zaraz wrócę. – odpowiedziałam oschle.
Usiadłam na schodach prowadzących na górę i wybrałam numer do Laury. Odebrała już po pierwszym sygnale.
/-Aniu.. – powiedziała szybko zszokowana. – Jesteś tam? Aniu? – pytała po polsku.
- Laura.. – wydusiłam z siebie.
- Jezu, wszystko w porządku? – spytała już po angielsku. (od pisarki: dodam, że do końca rozmowy będą gadać po angielsku.)
- Jest mi bardzo ciężko Lauro.. – powiedziałam. Łzy już kumulowały się pod moimi powiekami, które były teraz zamknięte.
- Kochanie, co się stało? – wystraszyła się.
- Najpierw rodzice, teraz Simon, pewnie niedługo będę ja.. – powiedziałam i zaczęłam płakać.
- Ejj.. Nie płacz.. Co się stało z Twoimi rodzicami?
- Dwa tygodnie temu.. W moje urodziny.. Wypadek.. Tata stracił panowanie nad kierownicą.. Cała trójka umarła na miejscu. – mówiłam nie do rzeczy.
- Przykro mi, gdzie Ty jesteś? – spytała.
- W Doncaster u kuzyna Louisa i jego rodziny.. – powiedziałam.
- U Louisa Tomlinson'a? Tego z One Direction? – spytała zdziwiona.
- Nie wiem jak ma na nazwisko.. – powiedziałam.
- Już wsiadam w samolot. – powiedziała i rozłączyła się./
- Ann? Idziesz? – spytała postać wynurzająca się zza ściany.
Przestraszyłam się i zaczęłam wycierać łzy. Spojrzałam na chłopaka, był to Louis.
- Przepraszam. Już idę. – powiedziałam i wstałam.
Ruszyłam ze spuszczoną głową za kuzynem. Po chwili siedziałam już na fotelu i gapiłam się w ekran.
- Ann.. A Ty wiesz kim my jesteśmy? – spytał Louis.
- Ludźmi. – odpowiedziałam obojętnie.
- Nie kojarzysz nas? – spytał zdziwiony Harry.
- Nie. Mam tylko nadzieję, że nie jesteście kolejnymi jakimiś tam piosenkarzami na tym durnym świecie. – przerwałam. – Nie jesteście, prawda? – spojrzałam na nich.
- Nie.. – sprzeciwili się wszyscy.
Zakończyłam rozmowę z nimi i dalej oglądałam film. Po chwili oczy same mi się zamknęły.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siemka Kochani :3
Z góry przepraszam za to , że rozdział numer 2 miał pojawić się wczoraj , a jest dzisiaj ..
Ale mam wytłumaczenie !
Miałam w domu dwójkę dzieci (Olek - 4 lata , Karol - rok) . Będę ich miała prawie codziennie , bo mama załatwiła , że to będzie taka jakby moja kara (miałam dobre zachowanie na koniec roku szkolnego) XD
Co tam u Was ? ^^

No i założyłam Twitter'a xd
https://twitter.com/ZanderTrue
Nad nazwą długo główkowałam xd
Chciałam ZanderOfficial , ale kuźwa ktoś zajął :c

Następny rozdział wieczorem , bądź jutro , ale nie obiecuję , bo mama chce jechać wieczorem do babci i jutro wieczorem wrócić ..

To by było na tyle xd
Do napisania ! <3
Zander :3
  • awatar Belive in Dreams ♥: dochodzę do wniosku, że lubisz uśmiercać ludzi ;D to dobrze, bo ja też to polubiłam ^^ ale może troszkę się opanujesz, co? ;D oaw Horanek *-* hahah Styles, odwal sie od Ann, ona jest Niall'a! ;p ej, ej czyli nie będziesz mogła do mnie przyjechać!? o.O ;c czekam na następny <3
  • awatar ♥Everything About You♥: OMG! NIE DOŚĆ, ŻE JEJ RODZICE TO TERAZ JESZCZE SIMON NO... ALE DOBRZE, ŻE POGADAŁA Z TĄ PRZYJACIÓŁKĄ XOXO WIESZ CO? JESTEM CIEKAWA MINY ANN JAK SIĘ DOWIE KIM CHŁOPAKI SĄ TAK NAPRAWDĘ XD GENIALNY! <3 PISZ SZYBKO NEXT! ♥
  • awatar Lies Greed Misery .: Wow, ale że Ann(ie) tak szybko załagodziła swój charakterek? No, no xD Fajnie, że dogadała sie z Horankiem ^^ I te zaczepki z Hazzą ;D KOCHAM !! Uu, chłopaki, brzydko to tak kłamać, oj brzydko ;) Czekam na następny, dodawaj jak najszybciej ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
2 tygodnie później. 30 maja 2013 roku (Czwartek), Londyn.

*Annie 's POV*
Siedzę na łóżku szpitalnym ubrana w czarne rurki, czarne glany oraz czarną koszulkę z napisem ‘NEW LOVE RECORDS’ i czekam aż ktoś raczy mnie odebrać z tego pierdolonego miejsca.
Dwa tygodnie spędzone na ostrym dyżurze są bardzo męczące..
Ktoś wszedł do środka. Spojrzałam w górę, była to policja i lekarz.
- Mamy zawieźć Cię do Doncaster. – powiedział jeden z mężczyzn.
- Do Doncaster?! Po cholerę?! – syknęłam.
- Do Twojej rodziny. – powiedział drugi.
- Do rodziny? To ja mam jakąś rodzinę? I to jeszcze w Doncaster?! – spytałam.
Policjanci wzruszyli ramionami. Wzięłam swoją walizkę, albo raczej pustą walizkę z kilkoma najpotrzebniejszymi rzeczami i ruszyłam za mężczyznami. Wsiedliśmy do radiowozu, ja usiadłam z tyłu, lekarz obok mnie, a dwaj policjanci zajęli miejsca z przodu. Po chwili byliśmy w drodze. Włożyłam słuchawki w uszy i puściłam swoją ulubioną muzykę –rock. Po chwili oczy same mi się zamknęły.

*Louis's POV*
- Louis! – krzyknęła moja mama.
Pobiegłem do salonu.
- Annie, ona już jedzie. Niedługo będzie. – mówiła zdenerwowana.
- Mamo, nigdy się nie denerwowałaś, gdy jakieś dziecko miało przyjechać.. - powiedziałem.
- Lou, stary, skąd wiesz, że to dziecko? – spytał Zayn.
- Lekarz tak powiedział mamie.. – odpowiedziałem.
- Chłopcy, macie być mili dla niej.. Dopiero co straciła rodziców, pewnie jest jej ciężko.. – powiedziała moja mama.
- Spokojnie, proszę Pani.. Nie zna nas Pani? – spytał Harry.
- No właśnie znam i boję się tego, co możecie zrobić. – powiedziała.
Harry wywrócił oczami, a Zayn i Niall zaczęli się śmiać.
- Ale z Was debile. – powiedział Liam, który akurat wszedł do salonu.
- Już cicho, Louis idź do kuchni wstaw wodę na kawę albo herbatę. Zayn i Niall idźcie posprzątać w pokoju gościnnym, Harry idź z nimi i pościel swoje łóżko. A Ty Liam idź z chłopakami i przypilnuj, żeby Niall nie jadł jedzenia z podłogi.. – powiedziała mama i weszła na górę.

*Annie 's POV*
- Panienko Colins, proszę wstać. – szturchał mnie lekarz.
Otworzyłam oczy i wyszłam z samochodu.
- Jest Pani gotowa? – spytał lekarz.
- Na co? Proszę mi nie mówić, że to jakaś psychiczna rodzina, albo jeszcze gorzej, pochodząca z patologii.. – powiedziałam robiąc wielkie oczy.
- Nie, proszę się nie bać. – powiedział.
- No to chodźmy. – powiedział jeden z policjantów.
Ruszyłam za trójką mężczyzn do niewielkiego domku. Przed bramą stało kilku mężczyzn w czarnych ubraniach z napisami „ochrona”. Fajnie, moja rodzinka jest bogata.. Gorzej być nie mogło..
Lekarz zadzwonił do drzwi, które po chwili otworzył jakiś młody chłopak, był może kilka lat starszy ode mnie. Gdy tylko mnie ujrzał zrobił wielkie oczy.
- Co się tak gapisz debilu.. – syknęłam do niego.
- Nie tego się spodziewałem. – powiedział.
- Wiem, myślałeś, że to będzie jakaś ładniejsza dziewczyna.. Przepraszam, urody nie wybierałam.. – powiedziałam znudzona.
- Możemy wjeść? – spytał lekarz.
- Jasne. – powiedział i otworzył szerzej drzwi.
Weszliśmy do środka. Szłam blisko policjantów. Nie znosiłam nowych miejsc, uczulały mnie.. Chłopak, który otworzył nam drzwi szedł z przodu i prowadził nas do jakiegoś pomieszczenia.
- Już jest. – powiedział wchodząc tam.
- To niech się pokaże to maleństwo. – powiedział inny.
Weszłam do dużego pomieszczenia, przewiduję, że był to salon, w którym było pełno osób. Każdy, gdy tylko mnie zobaczył otworzył szeroko oczy.
- Dzień dobry. – powiedział lekarz i lekko mnie szturchnął.
Spojrzałam na niego z wyrzutem. On pogroził mi wzrokiem.
- Dobry.. – powiedziałam zła.
- Ty pewnie jesteś Annie. – powiedziała starsza kobieta.
- Ann.. – poprawiłam ją wrogo.
- A więc Ann.. Jestem Twoją ciocią, mam na imię Jay. – powiedziała.
- No i? – spytałam.
Kobieta zdziwiła się.
- Proszę się nią nie przejmować.. Ma trudny charakterek. – powiedział jeden z policjantów. – Miała do czynienia z prawem.. Ann, jest.. Emm.. Jakby to ująć.. Trudnym okazem.
- Dzięki. – powiedziałam z sarkazmem.
- Proszę. – odparł.
- Pani Jay, musimy porozmawiać o Pani bratanicy. – powiedział mój lekarz. – Możemy iść gdzieś indziej?
- Oczywiście. – powiedziała.
- To my zaczekamy w samochodzie. – powiedział policjant.
Cała czwórka wyszła z salonu. Oparłam się o framugę drzwi i zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu. Było tu bardzo przyjemnie i bardzo podobnie jak u mnie kiedyś. Mój wzrok zatrzymał się na obecnych tam ludziach.
- To może mi się przedstawicie? – spytałam ich.
- To Ty nas nie znasz? – spytał brunet.
- Skąd kurwa mam Was znać?! – krzyknęłam zdenerwowana. – Widzę Was pierwszy raz w życiu! Nie wiem nawet co tu robię! A Ty kretynie wyskakujesz z takim głupim pytaniem! Następnym razem zastanów się zanim coś powiesz!
- Przepraszam.. – odpowiedział zdezorientowany.
- To może ja zacznę. – powiedział chłopak, który otworzył mi drzwi. – Jestem Louis.. I wychodzi na to, że jestem Twoim kuzynem.
- Jakże mi miło. – powiedziałam z sarkazmem w głosie.
- Ja jestem Niall. – powiedział blondyn, który dławił się jedzeniem.
- Ja Liam. – powiedział łysy chłopak.
- Ja jestem Zayn. – powiedział nadal zdezorientowany brunet.
- A ja jestem Harry. – powiedział chłopak w lokach na głowie i ucałował mnie w rękę. – I pragnę nadmienić, iż niedługo będę Ci się śnił po nocach.
- A Ty jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz będziesz płakać w nocy z bólu. – syknęłam i wytarłam rękę.
- Nie słuchaj tego kretyna. To moje młodsze siostry. – powiedział Louis. – Lottie, Fizzy oraz Daisy i Phoebe. Mam jeszcze jedną siostrę Georgię, ale nie mieszka ona z nami. – powiedział pokazując na każdą po kolei.
- Cześć Wam. – powiedziałam i wymusiłam uśmiech na twarzy.
- Może usiądziesz? – spytał niejaki Liam.
- Jasne. – odpowiedziałam.
Usiadłam na fotelu i zaczęłam grzebać coś w telefonie.

*Jay's POV*
- Czy na pewno chce ją Pani zatrzymać u siebie aż dziewczyna ukończy 21 lat? – spytał lekarz.
- Oczywiście! – odpowiedziałam mu. – To moja bratanica, sądzę, że Kurt chciałby, żebym się nią zajęła.
- Ale jest Pani pewna tego w stu procentach? Ona może źle wpłynąć na tą rodzinę.. – powiedział mężczyzna.
- Postaram się zająć nią jak najlepiej.. – powiedziałam.
- Dobrze.. W takim razie muszę Panią poinformować o kilku faktach o Annie. Jak Pani zauważyła ona nie lubi, gdy ktoś mówi do niej całym imieniem, także proszę, żebyście mówili do niej Ann. Poznałem ją już kilka lat temu, gdy była w szpitalu u nas w Londynie i leczyła białaczkę..
- To ona jest chora? – spytałam wystraszona.
- Nie, już wszystko jest dobrze. Jest całkowicie zdrowa. Ale bywały z nią problemy. Ona często bywała w szpitalach.
- Jak to? – zdziwiłam się.
- Ona.. Jakby to powiedzieć.. Ona kilka razy próbowała popełnić samobójstwo.. W tamtym miesiącu wzięła kilka tabletek nasennych.. Zdążyliśmy ją uratować. Przez te dwa tygodnie co była u nas próbowała podciąć sobie żyły.. Musi Pani na nią naprawdę uważać.. Ona strasznie przeżywa śmierć rodziców.. Zanim przystosuje się do tego domu, przyzwyczai się do tego, że jej rodzice nie żyją to trochę potrwa. Ann, ona była strasznie do nich przywiązana, nie miała nikogo poza nimi..
- Rozumiem.. Jest mi źle wiedząc, że miałam bratanicę i nie wiedziałam o jej istnieniu..
- Ja już powinienem się zbierać. – powiedział lekarz i zaczął wstawać. –Ahh.. Jeszcze jedno, my będziemy w pełnym kontakcie z psychologiem. Postaramy się, żeby Ann raz na jakiś czas również z nim porozmawiała.. Ona na pozór tylko wygląda na taką złą, ale ona jest całkiem inna. Jak chorowała jeszcze na białaczkę to uśmiech nigdy nie schodził z niej twarzy. Zdobił on jej zniewalający charakter. Często bawiła się z dziećmi, była otwarta. Nie wiem dokładnie co się z nią stało, ale ona strasznie się zmieniła. Psycholog rozmawiał z nią o tym, ale ona nie chciała powiedzieć co się wtedy wydarzyło. Przestała rozmawiać z kimkolwiek, straciła kontakt z jedyną przyjaciółką, nie uśmiechała się już tak często.. Ja Panią naprawdę proszę, niech Pani na nią uważa.. Ona.. Ona jest bardzo delikatną dziewczyną..
- Rozumiem, postaram się, żeby mi zaufała..
- Dobrze by było, gdyby zaprzyjaźniła się z którymś z chłopków, najlepiej to z tym jej kuzynem.. Przyjaciel dobrze jej zrobi..
- Dobrze, pogadam z nimi. W takim razie jesteśmy w kontakcie. - powiedziałam, gdy znaleźliśmy się pod drzwiami.
- Oczywiście.. To do widzenia. – powiedział i wyszedł z domu.
Zamknęłam drzwi i ruszyłam do salonu.

***


*Ubiór Annie*


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka xd
Jest rozdział numer 1 ^^
Kolejny jutro :3
No i postanowiłam iż .. założę TT XD
Pomożecie wymyślić jakąś nazwę ? Jestem w tym kiepska ;_;
Noo .. To ja już uciekam .. Kolejne FARBOWANIE czas zacząć <3
Do jutra miśki :3
  • awatar Belive in Dreams ♥: ja już Ci napisałam co myślę o tym opowiadaniu ^^ jest cudowne i wg *-* pff.Boże po co ja Ci to piszę skoro, ja Ci to na GG napisałam? o.O dobra, ugh..czekam na następny ^^
  • awatar ♥Everything About You♥: A Ty Liam idź z chłopakami i przypilnuj, żeby Niall nie jadł jedzenia z podłogi.. - To mnie kurwa rozłożyło na łopatki, leże i nie wstaje, muszę to sobie gdzieś zapisać normalnie ♥ Rozdział jest genialny kochana, Louis i chłopaki ją zmienią, wiem to, muszą xoxo Bardzo mi się podoba początek, wiiesz?...♥
  • awatar **I will forgive, but never forget **: ooo jak miło juto kolejny rozdział czekam ... A co do tego zaje.bisty . Buziakii
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Miejscem akcji będzie przeważnie Doncaster, ale może się zdarzyć, że będą to też inne miejscowości.
Niektóre rzeczy zostały wymyślone na rzecz opowiadania i nie są one zgodne z prawdą!

~Prolog~
16 maja 2013 roku (Czwartek), Doncaster.

Louis's POV

- Louis! – Usłyszałem krzyk mamy dobiegający z kuchni.
Podniosłem się z kanapy w salonie i chwiejnym krokiem ruszyłem do kuchni. Oparłem się o framugę od drzwi i popatrzyłem na mamę.
- Co jest? - Spytałem.
Jej mina była smutna, wystraszona, na dodatek bardzo płakała.. Nie miałem pojęcia co się stało.
- Pamiętasz ciocię Lindę, tą z Polski i jej męża Kurt'a? – Spytała.
- Coś mi świta.. To ten Twój brat, którego się Twoja rodzina wyparła kilka lat temu? – Spytałem.
- Tak.. Od jakiegoś czasu mieszkali w Londynie.. Dzisiaj.. – Przerwała i zaczęła płakać.
Podszedłem do niej i mocno przytuliłem. Mama zaczęła płakać w moje ramię.
- Mamo, spokojnie, powiedz co się stało.. – Powiedziałem głaskając ją po głowie.
Przeczuwałem najgorsze..
- Mamo.. – Pogoniłem ją.
- Wujek Kurt.. On, jego żona i ich córka chcieli przyjechać dzisiaj do nas, ale.. – Zacięła się i kolejna dawka łez wyleciała z jej oczu. – Kurt stracił panowanie nad kierownicą.. – Przerwała. –On i jego żona zginęli..
Teraz to ja miałem łzy w oczach i powoli zaczynałem płakać.
- A ta córka? – Spytałem.
- Podobno żyje, ale leży w ciężkim stanie w szpitalu.. – Odpowiedziała mi i znowu zaczęła płakać.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze.. – Powiedziałem. –A ile ma lat?
-Lekarz powiedział, że 8.. –Odpowiedziała łkając.
-Będzie dobrze, mamo.. Zajmiemy się nią ..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taki tam prolog xd
Jutro 1 rozdział :3
Do napisania ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
A więc po długiej nieobecności (spowodowanej szkołą i brakiem weny) wróciłam :3
Cieszycie się ? Wiem przecież , że nie xd
Tak jak mówiłam - 1 lipca zacznę pisać nowe opowiadanie i dlatego tu jestem :3
Zmieniłam wygląd bloga - podoba się Wam ? Macie jakieś uwagi , co mam zmienić ?
Co do opowiadania ..
Tak jak wspomniałam będzie podzielone na dwie części : )
To jest jedno z moich lepszych opowiadań , ale Wy to sami ocenicie :3
A co tam u Was ? Jak zakończenie roku ? Kto ma z paskiem ? ^^
U mnie całkiem dobrze , ale zarazem chujowo .. Pożegnałam się z klasą .. Będę za nimi tęsknić .. I oczywiście mam bez paska xd ^^
Mama załatwiła mi pracę na lato , więc rozdziały będą się pojawiać co 1-2 dni .
Pierwszy rozdział JUTRO , Prolog WIECZOREM .
A tak wgl to zastanawiam się , czy zakładać sobie Twitter'a . Co o tym myślicie ? :3
Ano i mam nowy kolorek włosów - DZIKA ŚLIWKA (wyglądają mniej więcej tak http://i.pinger.pl/pgr372/45c758ca002c016950216958/DSCF7027.jpg&; )
Jak zejdzie rozjaśniam włosy i robię na jasny fiolet bądź czerwony ^^
I mam dla Was MOJE BRZYDKIE ZDJĘCIE (tak wyglądałam na balu) :
  • awatar Lies Greed Misery .: jesteś śliczna! Kiecka śliczna! Twarz śliczna! włosy śliczne! nie no, nie wyrabiam <3
  • awatar ♥Everything About You♥: jeeeeeej, mam nadzieję, że wróciłaś tak na serio i już nas nie opuścisz ;* włosy, genialne, sukienka, boska, ty, śliczna *.* ja miałam pasek!awwww, jestem z siebie dumna xD i pewnie, że zakładaj tt *.* wiesz co? też chciałam sobie zrobić jakiś kolor na wakacje, ale mama by mnie chyba z domu wywaliła xD hahahahaha
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: Śliczne włosy i sukienka . :D Ja mam końcówki fioletowawe . :D Już się nie mogę doczekać prologu . :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Annie Laura Colins
Dziewiętnastolatka z milionem problemów na głowie. Znana jest z ironicznego tonu mówienia. Jest bardzo wrażliwa, ale zarazem odważna i agresywna, co będzie widoczne w opowiadaniu. Jest wredna, ale potrafi być miła.
Urodziny obchodzi 16 maja (1994).

Louis William Tomlinson
Dwudziestodwulatek jest jednym z pięciu wokalistów w One Direction. Jest lekko dziecinny, ale potrafi być poważny. Uznaje teorie „co będzie to będzie, co było to się nieodstanie”. Podchodzi lekceważąco do życia. Wyluzowany. Najczęściej jest miły, ale potrafi zaleźć za skórę. Jest trochę tchórzliwy.
Urodziny obchodzi 24 grudnia (1991).

Niall James Horan
Dwudziestolatek jest wokalistą One Direction. Jest niechlujny, ale dziewczynom to się podoba. Bardzo dobrze gra na gitarze. Często gada przez sen, opowiada o rzeczach o których nikt nie powinien wiedzieć, dzięki czemu często wpada w tarapaty.
Urodziny obchodzi 13 września (1993).

Zayn Javadd Malik
Dwudziestolatek jest wokalistą w One Direction i kocha to. Uchodzi za bad boya, ale tak naprawdę jest miły, chociaż czasami zdarzy się, że jest zadziorny, szczególnie wtedy, gdy ktoś dotknie jego włosów.
Urodziny obchodzi 12 stycznia (1993).

Liam James Payne
Dwudziestolatek jest wokalistą w One Direction. Jest nadopiekuńczy, ale bywa czasami wredny. Jest strasznie gadatliwy, ale bywa też nieśmiały.
Urodziny obchodzi 29 sierpnia (1993).

Harry Edward Styles
Dziewiętnastolatek jest wokalistą w One Direction. Uchodzi za flirciarza. Lubi „odkrywać” kobiety. Denerwuje się, gdy jakaś dziewczyna nie „poddaje” mu się.
Urodziny obchodzi 1 lutego (1994).

Laura Maria Nowak
Dziewiętnastolatka o koreańskiej urodzie jest polską modelką. Często bywa wredna i chamska. Ma chłopaka – Michała (w opowiadaniu raczej o nim nic nie będzie).
Urodziny obchodzi 16 stycznia (1994).

Simon Thomas Jensen
Dwudziestotrzylatek jego jedyną rodziną jest Ann, traktują się jak rodzeństwo, mówią sobie o wszystkim. Zazwyczaj jest wyrozumiały, szczery, dobry. Uwielbia, gdy prawi mu się komplementy i nienawidzi, gdy ktoś pod jego adresem śle obelgi.
Urodziny obchodzi 23 lipca (1990).

Jaxon Ed Steward
Dwudziestojedenlatek należy do gangu Black Angels (Czarne Anioły) w Doncaster i jest w nich przywódcą, co zmieni się, gdy Ann wróci do gangu. Jest arogancki, nie zna litości. Potrafi manipulować ludźmi i zrobić wszystko, by mieć to co chce. Były chłopak Ann.
Urodziny obchodzi 21 stycznia (1992).

Marco Stefan Swift
Dwudziestolatek jest jednym z Angels'ów. Najbliżej związany jest z Ann, mówią sobie o wszystkim. Ma kolczyk w nosie. Nienawidzi, gdy ktoś rani Annie, wtedy zamienia się w nieznającego litości, bezdusznego mordercę.
Urodziny obchodzi 12 czerwca (1993).

Drake David Sandoz
Dwudziestolatek należy do Angels'ów. Arogancki, wredny, chamski, ale czasami jest miły. Lubi balować, ale posiada zdrowy rozsądek. Często wpada w bójki.
Urodziny obchodzi 23 lipca (1993).

Philip Marco Davis
Dwudziestolatek należy do Angels'ów. Najczęściej miły, ale potrafi być wredny. Non stop siedzi na Twitter'ze.
Urodziny obchodzi 12 maja (1993).

Dennis Patrick Scott
Dwudziestolatek należy do Angelsów. Typowy bad boy. Cały czas chodzi z fajką w gębie. Chamski. Miły bywa tylko dla Ann.
Urodziny obchodzi 3 sierpnia (1993).

Elliot Max Schneider
Dwudziestodwulatek jest przywódcą jednego z londyńskich gangów. Odkąd pierwszy raz uratował życie Ann, zakochał się niej, jednak ona nic na razie do niego nie czuje. Elliot będzie starał się zrobić wszystko, by ona była jego dziewczyną. Jest wybuchowy, ale żałuję, że położył kiedykolwiek rękę na byłych dziewczynach. Sądzi, że Annie go zmieni, na lepsze. Jest gotów zginąć, byle tylko ona była żywa i szczęśliwa.
Urodziny obchodzi 31 grudnia (1991).

Andre, Max, Tom. (nie odegrają większej roli)

Stefan. (nie odegra większej roli)

Carla Dorothy Colins
40-letnia matka Ann. Mieszka w Luton. Dzięki Elliot'owi Ann w końcu ją odnajdzie.
Urodziny obchodzi 12 lipca (1973).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Siemacie skarby :3
Wybaczcie, że tak długo, ale czasu brak, koniec roku, bal absolwentów, kara na kompa, dopiero wróciłam z wycieczki i jeszcze te cholerne poprawianie ocen.. Wymieni się ktoś? XD
Dobra, teraz bez kitu.
Doszliśmy do końca opowiadania. Jestem bardzo wdzięczna osobom, które dotrwały do końca tego beznadziejnego opowiadania. Dziękuję Wam z całego serca. Każdy komentarz, kliknięcie „Lubię to”.. Wtedy tak jakoś cieplej robiło się na sercu. Jesteście niesamowici :”)
Powiem Wam, że ciężko było mi się żegnać z tym opowiadaniem (czyt. gównem).. Przywiązałam się. A pisząc EPILOG, nie mogłam uwierzyć, że to już koniec. Koniec problemów Zoey i Harry'ego. Ale wolę to zakończyć, niż pisać nadal takie bzdury, że masakra.. : )
Więc tak.. Epilog napisałam trochę inaczej niż rozdziały. Będzie z perspektywy Zoey, Harry'ego i narratora. Nie pisałam, kogo to perspektywa, połapiecie się ^^
To miłego czytania :3
Ahh.. Mają być szczere opinie XD
To czytajta ^^

___________________


Epilog.
14 lutego 2030
Ich życie nie miało tak wyglądać. Mieli być razem do końca. Niewytrzymali.
Okazało się, że Harry nie był chory.
Coraz częściej przychodził pijany, wracał nad ranem. Zoey nie wytrzymała.
W 2027 rozeszli się.
Harry znalazł pocieszenie u modelki, a Zoey? Zoey z dziećmi zamieszkała u Nialla i jego żony, Margaret.
Wszyscy uważali, że powodem ich rozwodu było tylko to, że Harry pił. Nikt prócz nich nie znał prawdy. „Pił” – jedno puste słowo, a ludzie uważali się za wszechwiedzących..
~~
Moje odbicie w lustrze nie uśmiechało się do mnie przyjaźnie, blada cera, podkrążone, czerwone oczy przez nieprzespaną noc, włosy w nieładzie, odstające w każdą możliwą stronę… wymieniać można było tak długo. Nie tak miał wyglądać ten dzień, wszystko miało się do mnie uśmiechać, ale ja nie miałem ochoty wyjść z łóżka. Moje ciało ciągle przechodziły dreszcze stresu, a żołądek robił fikołki.
-Uspokój się. –Mruknąłem do siebie. –To tylko ślub cywilny, a stresujesz się bardziej niż przed ślubem kościelnym z Zoey.
Zoey.. Dawno jej nie wiedziałem.. Mam nadzieję, że razem z dziećmi i Niallem przyjdzie na mój ślub. Bardzo chciałbym ich wszystkich zobaczyć..
~~
Drzwi od sali, w której mieliśmy podpisać papiery dotyczące ślubu cywilnego zaczęły się otwierać.. Caroline złapała mnie pod rękę i zaczęła lekko ciągnąć do urzędnika stanu cywilnego. Idąc poczułem wzrok wszystkich skupiony właśnie na mnie, nie na niej, na mnie! Zabrakło mi odwagi, by spojrzeć przed siebie albo, chociaż na nich. Krocząc zauważyłem buty mojej synka, Alexa, co oznaczało, że przyszli i akurat wtedy lekko się potknąłem i usłyszałem chichot małej Holly. Lekko uniosłem wzrok, by zobaczyć, czy ktoś jeszcze to widział. Wszystkie twarze jednak rozjaśniały życzliwe uśmiechy, tylko nie jeden. Nie JEJ uśmiech. JEJ twarz była nie do rozszyfrowania..
Stanęliśmy przed urzędnikiem.
W końcu zdobyłem się na odwagę i spojrzałem na gości. Ujrzałem dużo ludzi z mojej rodziny z nadąsanymi minami. Mama była wściekła, uwielbiała Zoey, a teraz będzie miała Caroline, jako synową. Louis i Zayn również byli wściekli, ale jako jedyni rozumieli to wszystko. Niall był chyba najbardziej wkurzony z wszystkich osób na tej sali i wyglądał tak, jakby został zmuszony by tu przyjść. Liam wraz z Danielle stali z wymuszonymi uśmiechami, ale w głębi duszy złość rozdzierała ich wnętrza.
Moje dzieci były równie niezadowolone z tego, iż takie wydarzenie ma miejsce. 17-letnia Juliet stała z założonymi rękami na piersiach i ze złością się we mnie wpatrywała. 15-letni Tom równie wściekły gapił się na mnie trzymając na rękach swoją 2-letnią przyrodnią siostrę Holly, która nie była moim dzieckiem, tylko Jaspera – dawnego partnera Zoey, rozeszli się kilka miesięcy temu. 10-letni Alex siedział na krześle i grał na konsoli – w ogóle nie interesowało go to, że jego ojciec bierze ślub. A mój najmłodszy syn – Nathan – jako jedyny stał z uśmiechem, ponieważ nie za dużo z tego wszystkiego rozumiał, ale co się dziwić, miał dopiero 5 lat.
Zoey.. Stała z wymuszonym uśmiechem, ale znam ją bardzo długo i mogę stwierdzić, że była strasznie niezadowolona z tego, iż po chwili ów uśmiech zniknął z jej twarzyczki. Patrząc w jej oczy coś zrozumiałem.
-Czy jesteście pewni, że chcecie wziąć ten ślub? –Spytał urzędnik i spojrzał na nas.
-Tak. –Odpowiedziała blondynka, strasznie podobna do Zoey, ale to nie była ona, to nie była moja Zoey..
-A Pan, Panie.. –Spojrzał w kartkę. –Panie Styles?
Nie odzywałem się, tylko cały czas patrzałem na Zoey.
-Panie Styles! –Podniósł głos urzędnik, co sprawiło, że spojrzałem na niego. –Pytałem, czy jest Pan pewien?
-Tak.. Nie.. Tak.. Nie wiem. –Powiedziałem zakłopotany.
-Jeszcze możesz się wycofać. –Powiedziała moja mama z uśmiechem.
-Panie Styles.. Jaka decyzja? –Spytał urzędnik.
Spojrzałem na Zoey. Lekko się uśmiechała. Wyrwałem się od Caroline i podszedłem do mojej turkusowej wybranki. Złapałem ją za ręce.
-Upadłem, wiem. –Zacząłem, a cała sala zaczęła wsłuchiwać się w moje słowa. –Ale gdy zrozumiałem, że mógłbym Cię odzyskać, zacząłem rodzić się na nowo. Jeszcze dzisiaj rano nie byłem pewny, zwątpiłem. Zacząłem tęsknić. Nie miałem pojęcia czy pojawisz się, czy nie. Ale jesteś. –Uśmiechnąłem się lekko.
-Przyjaciół się wspiera. –Powiedziała z uśmiechem.
Puściłem jej rękę i stanąłem na środku, tak, by wszyscy mnie widzieli.
-Posłuchajcie.. –Zwróciłem się do gości. –Nie kocham Caroline.. Przepraszam za te problemy.. W moim sercu nadal jest Zoey.. –Spojrzałem na nią. –Gdy straciłem Ciebie, moje życie stało się wieczną ucieczką od problemów. Gdy jakiś się pojawiał, ja znikałem. Może.. Gdybyś była ze mną nadal, może byłbym szczęśliwszy tak, jak gdy byliśmy przy sobie? Z czasem problemy tylko się kumulują, nie możemy, więc czekać na to, że może się rozwiążą. Przy Tobie dostrzegałem to, czego dawniej nie widziałem.. To właśnie Ty dawałaś mi siłę, dzięki czemu ciągłe walczę i nie mam zamiaru się poddać. Byłaś ze mną nawet wtedy, gdy rzekomo byłem chory na białaczkę.. Nie zostawiłaś mnie, a uwierz, że inne by to zrobiły.. Ale inne mnie nie obchodzą.. Kocham TYLKO Ciebie. Nikt nie wiedział, dlaczego naprawdę się rozstaliśmy.. Ale chcę.. By każdy to wiedział..
-Harry, nie musisz mówić prawdy.. To i tak nic nie zmieni.. –Powiedziała Zoey.
-Muszę. –Zaprzeczyłem. –Jedną z przyczyn było właśnie to, że zacząłem pić, ale gdy tylko Zoey mnie zostawiła poszedłem na terapię i już nie piję. –Spojrzałem na Zoey. –Prawdziwym powodem, dla czego nie jesteśmy razem jest to, że zdradziłem.. Zdradziłem Zoey. Dwa razy. Ale bardzo tego żałuję. –Spojrzałem na gości. Nie potrafiłem rozpoznać ich mimiki twarzy. Ponownie spojrzałem na Zoey. –Przy Tobie byłem silną osobą, mającą siłę pokonania wszystkiego na swojej drodze. Miłość mi ją dała i jestem pewien, że będę miał już ją na zawsze, u boku mojej Zoey, aż do końca naszego życia.. –Uśmiechnąłem się lekko. –Znaczy.. O ile mi wybaczysz.. –Spojrzałem na nią pełen obaw.
Ona nieśmiało się uśmiechnęła i podeszła do mnie. Stojąc naprzeciw mnie złapała mnie za ręce.
-Wybacz mi.. Proszę.. –Szepnąłem.
-A, co jeśli znowu mnie zawiedziesz? –Spytała.
-Nie zawiodę. Obiecuję.
-Wiele razy już obiecałeś mi podobne rzeczy.. –Powiedziała, a usta wykrzywiły się w grymas. –Wiesz.. Chyba lepiej będzie, jeśli zostaniemy przyjaciółmi..
Zamarłem. Jak to przyjaciółmi?! Dlaczego?! Co?! Jak?! Przyjaciółmi?!
Na sali nie było słychać nic innego jak przyśpieszone oddechy wszystkich tu obecnych.
-Powiedz coś. –Szepnęła Zoey po kilku minutach patrząc mi w oczy.
-Kocham Cię. –Powiedziałem bez zastanowienia.
-Przestań.. –Powiedziała.
Zauważyłem, że powstrzymuje łzy napływające do jej oczu.
-Zawsze i na zawsze. Pamiętasz? –Spytałem.
Zoey odwróciła głowę i spojrzała na Nialla.
-Proszę Cię, nie traktuj mnie tak.. –Szepnąłem.
Zoey zdezorientowana spojrzała w moim kierunku.
-Jak? –Spytała patrząc w moje oczy.
-Jakbym był kimś obcym..
-Nie jesteś.. Po prostu.. Zaufania tak łatwo nie odkupisz. Zwykłe „przepraszam” nie starczy w takiej sprawie..
-Ale spróbujmy jeszcze raz.. Czas zagoi rany..
-Być może. Ale blizna zostanie na zawsze.. –Powiedziała i ruszyła w kierunku wyjścia.
-Mamo.. –Zaczął Alex podnosząc głowę znad konsoli. –Daj tacie szansę. Może się zmieni.
-Tak! –Powiedziała Juliet. –Zaufanie można nabrać od nowa. Kochacie się.. Mamo, tata zrozumiał błąd i potrafił się przyznać. Kocha tylko Ciebie. Tato, mama też Cię kocha, ale nie potrafi znieść myśli, że coś takiego miało miejsce.
-Kochacie się. Możecie wierzyć lub nie, ale los i tak sprawi, że będziecie razem. –Dodał Niall.
-Zoey.. –Zacząłem mówić. –Oni w nas wierzą. Ja też.. Teraz czas na Ciebie. Jeśli nie, zrozumiem to, ale będę wyć w nocy z braku miłości, z braku Ciebie obok mnie. Ale jeśli się zgodzisz, będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, zaraz po Tobie.
-Zgódź się! –Krzyknęła cała sala, a ja lekko się uśmiechnąłem.
Nastała cisza.. Bardzo długa cisza.. Z sekundy na sekundę stawałem się jeszcze bardziej niecierpliwy i zestresowany.
Po 5 minutach zrezygnowałem z czekania na odpowiedź i ruszyłem w kierunku wyjścia, wymijając przy tym Zoey.
-Czekaj. –Powiedziała Zoey, gdy miałem już rękę na klamce od drzwi.
Odwróciłem się do niej i spojrzałem w jej oczy. Uśmiechając się podeszła do mnie i lekko ucałowała w policzek, na co szeroko się uśmiechnąłem. Po chwili odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
-Ale to ostatni raz. –Powiedziała poważnie.
-Obiecuję. Już nigdy się to nie powtórzy.-Powiedziałem i mocno ją przytuliłem.
~~
Od nieudanego ślubu Harrego z Caroline każdy przeszedł burzliwe zmiany. One Direction powróciło na scenę, ale nie gra już tak często jak kiedyś, ponieważ każdy ma swoje rodziny, dzieci, żony i chce z nimi być non stop.
~~
Z całej piątki chłopaków najgorzej żyło się Harremu, ale kochał to życie. Życie, w którym było blisko Zoey i dzieci, włącznie z małą Holly, która oczarowała go już na początku „ich znajomości”. Chwilę przed czterdziestką Harry z chłopakami zawiesili karierę, ale obiecali, że jeszcze, Directioners o nich usłyszą.
A co z miłością Nialla do Zoey?
To było pechowe zauroczenie, które trwało kilka lat. Zadziwiający jest fakt, że oboje teraz się z tego śmieją. Zostali przyjaciółmi do grobowej deski. Nadal rozmawiają o wszystkim, jak za dawnych czasów, a nawet śmiem ująć, że o wiele lepiej. Kłócą się jedynie o jedzenie. Bo przecież Niall Horan zostanie Niallem Horanem do końca życia, a nawet i dłużej..
A Zoey i Harry?
Są razem i układa im się lepiej niż wcześniej. Ta „przerwa” uświadomiła im, że, mimo iż będą z innymi to ich serca będą oddane tylko IM. Nikt nigdy nie przerwie tej niewidzialnej linii, która ciągnie ich do siebie. Nikt nigdy nie odkryje, dlaczego znaczą dla siebie więcej niż więcej. Nikt nigdy nie pozna smaku takiej miłości, jakiej doświadczyli oni.
Nic nie przezwycięży ich miłości. Żadna siła nie rozerwie tej niewidzialnej linii łączącej tych dwoje.
To, co ich połączyło to coś więcej i tekst, że to miłość do grobowej deski okalecza to, co ich łączy. Jest to miłość, która będzie trwała do końca świata i jeden dzień dłużej!
~~
I tak zakańcza się historia tej dwójki młodych ludzi. Przeszli osobno, jak i razem wiele sprzeczności, ale z każdej wyszli cało. Połączyła ich miłość, która zwalczy wszystko. Jedno spotkanie, podczas którego zostało wypowiedziane jedno mało istotne zdanie dla człowieka, ale dla Nich zdanie, które odmieniło Ich życie. Dwa inne światy, a tak się połączyły. W końcu odnaleźli drugą połówkę. Odnaleźli siebie w wersji płci przeciwnej. Nie przejmowali się porażkami. Żyli tylko na zwycięstwach wraz z przyjaciółmi. Jak to zostało określone: Ich miłość będzie trwała do końca świata i jeden dzień dłużej…

____________________________

PS. Zapomniałam dodać coś o nowym opowiadaniu.
Wyraziliście chęci bym pisała je. Więc tak..
Po pierwsze: na razie nie chce mi się pisać, więc najprawdopodobniej zacznę wstawiać je od lipca (chyba, że najdzie mnie chęć to już zacznę, a jak nie, to 1 lipca pojawi się przedstawienie bohaterów, prolog itp.).
Po drugie: co do nowego bloga.. Nadal się zastanawiam. Założę nowy blog, to będę musiała przenieść się tam i tam zaczynać właściwie wszystko od nowa.. Trochę głupio, ale mam trochę czasu na zastanowienie się..
Po trzecie: SPECJALNA WIADOMOŚĆ DO MOJEGO JULKA XD
MIAŁAŚ PRZESŁAĆ MI OPOWIADANIE O BIEBER'ZE ! JA NADAL NA NIE CZEKAM, WIĘC RUCHNIJ DUPĘ I MI JE PRZEŚLIJ XD ^^
  • awatar Adrianna Kotarska: cudowny blog :D Zapraszam wszystkie fanki 1D na bloga : we-have-only-one-dream.blogspot.com/ xAx
  • awatar Vi i Ve: Świetne!! I love it!!! Już chcę nowe!!!!!!!
  • awatar Milunia<lol2>: OMG!!! KOCHAM CIE KOCHAM CIE KOCHAM CIE KOCHAM CIE!!! TO bylo zaje.biste! Twoje opowiadanie wcale nie jest gownem!!! Jest wspanieale! Poplakalam sie w tym momencie o slubie!!! Zalalam sobie calego laptopa! Juz nie moge sie doczekac nowego opowiadania! Ale i tak bd tesknic za Hazza i Zoey ;"/ Kocham ich... Kochana, wiesz ze cierpisz na zaj.bis.tosc?!!! KURWAMACJAPIERDOLE!!! JEST MEGA!!! Czekam na nastepne, i nawet jesli bd musiala czekac do lipca ;*** Kocham cie i nigdy ci nie odpuszcze nowego opowiadanka ;*** A co do nowego bloga, to jak chcesz <333 I tak i tak bd czytac ;*** KOCHAM FOREVER!!! ;*** : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
(…)
-Harry? Ja chyba się domyślam.. –Powiedziałam.
Spojrzał na mnie.
-Blanca.. –Powiedział Niall tak jakby do siebie.
-Zabiję ją! –Krzyknął Harry, na co goście spojrzeli na nas. –Przepraszam. Wracajcie do tego co przed chwilą robiliście.
-Harry, uspokój się.. Ja.. Ja to załatwię, a Ty zabaw gości, czy coś.. –Powiedziałam. –Niall, chodź ze mną.
Złapałam Nialla za rękę i pociągnęłam w kierunku stolika, przy którym siedział mój tata z Blancą i resztą mojej bliższej rodziny.
-Cześć. –Powiedział Niall i usiadł na wolne krzesło.
-Ty nie powinnaś być z Harry? –Spytał tata.
-Nie, skądże. Jestem teraz z Niallem. –Powiedziałam z sarkazmem i zaśmiałam się. –Tato, mógłbyś pomóc Harremu zabawiać gości.. My z Niallem musimy coś.. załatwić.
-Jasne. Ale co? –Powiedział mój ojczulek.
-Niespodzianka. –Powiedziałam. –Horan wstawaj!
Blondyn natychmiast wstał i ruszył za mną do kuchni.
-Laski, nie możecie zrobić czegoś, by tort był na tym ślubie? –Spytałam.
-Niestety. –Powiedziała jedna z kucharek.
-Ślub bez tortu, to nie ślub. –Powiedział Niall.
-Przestań gadać o jedzeniu. –Powiedziałam śmiejąc się. -Damy radę i bez tortu w takim razie. Niall, pomożesz mi, co nie?
-Dla Ciebie wszystko, młoda. –Zaśmiał się.
Wyszliśmy na zewnątrz. Fanki zaczęły piszczeć i machać do nas.
-One nie odpuszczą nawet w takim dniu. –Powiedział głośno wzdychając.
-Przestań. –Palnęłam go w ramię. –Wpadłam na pomysł..
-Wiec słucham. –Spojrzał na mnie.
-Bo wiesz.. Nie wiem czy się zgodzisz.. Blanca odmówiła tort..
-No gadaj, bo już nie mogę się doczekać. –Powiedział, a w jego oczach widać było iskierki.
-Bo może zatańczysz z nią..
-Na pewno nie! –Wciął mi się w zdanie.
-Ale spokojnie. Zatańczysz i zaprowadzisz ją do samochodu. Zamkniesz ją i niech tam sobie posiedzi.
-O ile zgodzi się ze mną zatańczyć..
-Wierzę w Twoje możliwości. –Zaśmiałam się.
-Postaram się, ale nic nie obiecuję. To wracamy, bo Hazza mnie zabije. –Powiedział śmiejąc się.
Weszliśmy do środka, a Harry natychmiast do mnie podbiegł.
-Gdzie Ty byłaś? –Spytał śmiejąc się.
-Gadałam z Niallem, ale teraz jestem do Twojej dyspozycji. –Powiedziałam całując go w usta.
Chwyciłam go za rękę i wyciągnęłam na środek sali. Jedna z kobiet odpowiedzialnych za zabawę podała mi mikrofon.
-Ludzie? Zaczynamy zabawę? –Spytałam śmiejąc się.
-Nareszcie. –Powiedział Zayn, na co cała sala zaczęła się śmiać.
-Malik, bo Cię zaraz wyprosimy. –Powiedziałam, a brunet wyszeptał, że przeprasza. –Dobra.. Jest sprawa.. Nie będzie torta.. Z niewyjaśnionych przyczyn. –Powiedziałam, na co cała sala posmutniała. –Ale za to jutro będą dwa. –Zaśmiałam się. –To bawimy się.
Na początku zjedliśmy trochę, potem był pierwszy taniec pary młodej, więc byłam wystawiona na pośmiewisko. Nie byłam mistrzem w tańcu. Co ja mówię.. Nawet nie wiedziałam co to jest taniec. Akurat była wolna piosenka, więc byłam cały czas „przyklejona” do Harrego. Taniec przeżyłam, a teraz każdy chciał ze mną tańczyć, a jak mówi tradycja.. Panna młoda musi z każdym zatańczyć.
Około godziny 22 byłam strasznie zmęczona, nogi mi odpadały, więc usiadłam na krześle, a po chwili dołączył do mnie Niall.
-Misja wykonana. –Powiedział Niall.
-Dziękuję. –Powiedziałam i przytuliłam go. –Teraz opowiadaj.
Blondyn zaśmiał się i rozpoczął swoją historię.

*Perspektywa Nialla*
Tak jak mnie prosiła Zoey będę próbował wyciągnąć Blancę na zewnątrz i potem zamknę ją w samochodzie. Podszedłem do niej.
-Zatańczysz? –Spytałem i wyciągnąłem do niej rękę.
-Jasne. –Powiedziała i sztucznie się uśmiechnęła.
Tańcząc z nią zacząłem kierować się w stronę wyjścia. W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz.
-Gdzie my idziemy? –Spytała.
-W samochodzie jest Harry.. Czeka na Ciebie. –Powiedziałem.
-Serio? Aż taka głupi nie jestem.. –Powiedziała.
-Naprawdę. W moim samochodzie siedzi. Miałem nikomu o tym nie mówić.. Chodź.. –Pociągnąłem ją.
-Czekaj, czekaj.. Nie robisz tego, żeby mnie tam zaciągnąć i coś zrobić, prawda?
-Co na przykład? –Zdziwiłem się.
-No na przykład to, że chcesz mnie mieć tylko dla siebie.. –Szepnęła i podeszła do mnie bliżej.
Co ja mam teraz zrobić?
-To jak, idziesz, czy nie? –Spytałem zmieniając temat.
Złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę mojego samochodu. Gdy byliśmy koło niego przytknęła mnie do samochodu i spojrzała mi w oczy. Przeraziłem się. Zaczęła przybliżać swoje usta do moich.. stało się. Pocałowała mnie. Stałem sztywno. Po chwili ocknąłem się. Złapałem ją za ramiona i przesunąłem się na bok. Jedną ręką otworzyłem drzwi od samochodu, a drugą trzymałem ją, żeby mi nie uciekła. Gdy udało mi się to zrobić wepchnąłem ją do samochodu.
-Mrau.. To teraz tak chcesz się bawić? –Zamruczała niczym kot.
-Wybacz, złotko. Za wysokie progi na Twoje nogi. –Zaśmiałem się, poczym zamknąłem drzwi i zakluczyłem samochód, by ona nie wyszła.
Gdy oddalałem się Blanca zaczęła walić w szyby, ale nic to jej nie da.
Z uśmiechem na twarzy weszłem na salę. Wypatrzyłem Zoey i gdy ją znalazłem usiadłem obok niej.

*Perspektywa Zoey*
-Serio Cię pocałowała? –Spytałam śmiejąc się, gdy Niall skończył opowiadać.
-To nie jest zabawne, Zoey. –Powiedział całkiem poważnie. –Byłem przerażony..
-Dobra, dobra.. –Powiedziałam dusząc kolejną dawkę śmiechu.
W tym momencie podszedł do mnie Harry.
-Kochanie, proszę zatańcz ze mną. –Powiedział wyciągając ku mnie dłoń.
Uśmiechnęłam się i chwyciłam ją, poczym spojrzałam na blondyna.
-Wybaczysz na moment? –Spytałam, a blondyn kiwnął głową.
Razem z Harrym wyszłam na parkiet i ZNOWU tańczyliśmy do wolnej piosenki. Ukradkiem spojrzałam na Nialla. Ciocia Genowefa wyciągnęła go na parkiet. Błagającym wzrokiem patrzył na swoją dziewczynę, która cały czas się śmiała.
Resztę wieczoru spędziłam na tańczeniu z Harrym. Koło 23 na salę weszło kilka fanek. Było ich mniej, bo przecież na zewnątrz było zimno. Obsługa dała im coś ciepłego, a każdy z dawnego One Direction – włącznie z Harrym – zatańczyli z każdą z nich. Dziewczyny robiły sobie z nimi zdjęcia. Potem ze mną i Harrym i jeszcze z Adamem i dziewczynami chłopców. Ogólnie rzecz biorąc było znakomicie.
Tylko boję się reakcji ojca, gdy dowie się, że Niall zamknął Blancę w samochodzie..
Ale walę to.. Od dzisiaj jestem Styles! Zoey Styles! I niczego się nie boję!

____________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Ale mam usprawiedliwienie! Przez ten „długi” weekend byłam strasznie zajęta. W czwartek zajmowałam się dziećmi koleżanki mamy (Olek – 4 lata, Karol – rok). W piątek miałam bierzmowanie i przyjechała babcia z Darkiem (brat mojej mamy) – i od dzisiaj jestem Sandra Agnieszka Laura xd (chciałam wziąć Antonina, ale mama się nie zgodziła.. Ale i tak większość mówi mi Tosia, więc okey xd). Wczoraj byłam na wyjeździe. Dzisiaj byłam u babci.
I wybaczcie, że taki krótki.. Brak pomysłów.. :c
I mam do Was kilka spraw.
1) Od czwartku do soboty NIE MA MNIE! Ale o rozdziałach informujcie nadal. Przeczytam jak wrócę. Przyczyną mojej nieobecności jest wycieczka szkolna (Świnoujście – Berlin - Świnoujście). Jest ktoś z tamtych okolic? :3
2) Mam już pomysł na nowe opowiadanie i już powoli go realizuję. *Pytanie, chcecie bym kolejne opowiadanie pisała na tym blogu, czy lepiej założyć nowy?*
Takie małe naprowadzenie – będzie ono podzielone na dwie części. W pierwszej wszystko będzie mniej więcej po kolei – rok 2013. Czas oddzielający część 1 od 2 to 10 lat. Natomiast w drugiej będzie się wszystko działo w 2023 roku. Pierwsza część jest bardziej kryminalna, a druga będzie też troszkę kryminalna, ale akcja będzie rozgrywać się w małym zaułku, niedaleko Nowego Jorku (inspirowałam się książką Barbary Delinsky – „Sąsiadka”).
Sądzę, że może wyjść z tego coś fajnego. :3
Ahh.. Opowiadanie będzie o Niallu XD
To na tyle. EPILOG postaram wstawić do środy. A NOWE opowiadanie (jeśli je chcecie) zacznę wstawiać jak wrócę z wycieczki (tylko muszę wiedzieć, czy na tym blogu, czy na nowym).
To do napisania x3
  • awatar ♥Everything About You♥: Hahahahahahahaha! Jaka Blanca...chyba miałam nieco inne plany co do Horana xD Coś jej nie wyszło xd Ciekawe co Zoey jej zrobi xoxo Genialny! <3 Co do nowego opowiadania, możesz na nowym blogu, tylko wiesz, link please xD ♥
  • awatar Belive in Dreams ♥: jaka ja k***a głupia jestem -.- przeczytałam ten rozdział, a go nie skomentowałam -.- no pozazdrościć po prostu -.- hahahhaa ale Horan to mnie tu k***a rozwalił xd kocham tego knypka <3 hahaa Blanca -.- jeejku ona jest taka głupia czy mi się tylko wydaje? Sprawa 2: nowe załóż ; ) ahhaah no i oczywiścię ja będę czytać <#
  • awatar Vi i Ve: Pisz nowe!! Już nie mogę się doczekać!! Miłej wycieczki ;) Ja mam od 11 do 13 ;) Pozdro Ve :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
14 lutego 2015 (sobota) , Londyn .
To już dzisiaj ten dzień!
Siedzę ubrana w białą sukienkę i czekam aż Lou – dawna stylistka 1D – ułoży mi fryzurę.
Dzisiejszy dzień musi wyjść tak, jak wszyscy go zaplanowaliśmy. Nic nie może wyjść źle. Musi być idealnie.
Marzenie Harrego, żeby ożenić się w Walentynki spełni się za niecałą godzinę. Pięknie, nie?
-Lou, długo jeszcze? –Spytałam zniecierpliwiona.
-Spokojnie, Harry się nie rozmyśli. Będzie na Ciebie czekał na ślubnym kobiercu. –Zaśmiała się lekko i spryskała mi włosy lakierem. –Gotowe. –Posłała mi uśmiech. –Będzie dobrze, nie denerwuj się.
-A co jeśli on się w ostatniej chwili rozmyśli? –Spytałam i zrobiłam wielkie oczy.
-Ale Ty jesteś głupia. On Cię kocha i mogę Cię zapewnić, że się NIE ROZMYŚLI. –Uśmiechnęła się pocieszycielsko.
-Dziękuję. –Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
-Nie masz za co. –Powiedziała. –Gdy ja brałam ślub to też się bałam, że on mnie zostawi. –Zaśmiała się.
-I co? Zostawił Cię? –Spytałam. Lou zaśmiała się i pomachała mi przed oczami obrączką. –Ahh.. Rozumiem.
Do sypialni wszedł mój tata.
-Gotowa, księżniczko? –Spytał i uśmiechnął się.
-Tak.. Jasne. –Powiedziałam i wstałam z krzesła.
Wyszliśmy z domu i weszliśmy do białej limuzyny, która od rana stała pod naszym domem. Limuzyna ruszyła. Po 20 minutach byliśmy pod kościołem. Nie obyło się bez fotoreporterów i fanów. Stali pod bramami i machali do nas tym samym robiąc zdjęcia. Wyszłam z pojazdu i spojrzałam na ludzi za bramą. Uśmiechnęłam się do nich i pomachałam. Po chwili z pojazdu wyszła Lou z moim tatą i Adamem. Lou podeszła do mnie śmiejąc się.
-Co rżysz? –Spytałam patrząc na nią.
-Każdy z chłopców coś napisał na Twitterze. –Powiedziała śmiejąc się.
-Gadaj. –Zachęciłam ją do mówienia.
-Zayn: „W końcu! Nasz Hazzuś będzie miał żonę! I to jaką gorącą! Szczęścia kochani <3”, Louis: „Zoey.. Zemszczę się za zabranie mi Harrego.. Kocham Cię , szczęścia <3”, Liam: „Kto by pomyślał, że ten najmłodszy ożeni się jako pierwszy? Na pewno nie ja! Szczęścia kochani!”, Niall: „Moja mała Zoey bierze ślub.. jak ona szybko dorosła.. pamiętam jak kłóciła się ze mną w piaskownicy, normalnie jakby to było wczoraj (dobra, to było wczoraj). Szczęścia kochani <3” I Harry: „Normalnie eksploduję! Oszaleję, jeśli jej zaraz nie ujrzę.. Malik i Payne trzymali mnie od niej z dala przez 24 godziny.. Niech ta ceremonia przyspieszy się, nooo..”
-Ojej. –Powiedziałam i odruchowo przycisnęłam rękę do ust. –Zabiję Nialla za wyjawienie naszego sekretu. –Zaśmiałam się.
–Ale to później. Teraz szybko do kościoła, bo Harry już nie może się doczekać, by ujrzeć Zoey. –Powiedział Adam, lekko się przy tym śmiejąc.
Złapałam tatę pod rękę i ruszyliśmy schodami na górę. Jakoś minutę później byliśmy już pod dużymi, drewnianymi drzwiami.
-Gotowa? –Spytał Adam.
Kiwnęłam głową. Adam razem z Lou otworzyli drzwi. Organista zaczął grać melodię, a goście odwrócili się w naszą stronę. Zesztywniałam. Tata lekko mną szturchnął, bym się ruszyła. Ocknęłam się i dorównałam mu kroku.
-Nie pozwól mi upaść. –Powiedziałam do niego.
-Nigdy. –Powiedział i troszkę mocniej ścisnął mi rękę.
Powolnym krokiem zmierzałam pod ołtarz, przy którym już wszyscy stali. Moje druhny, czyli Perrie, Danielle, Naomi oraz Eleanor i drużbowie Pana Młodego, czyli Zayn, Louis, Niall i Liam. Po chwili staliśmy już pod ołtarzem. Tata ucałował mnie w czoło i poszedł na swoje miejsce. Niepewnie podeszłam do Harrego i na niego spojrzałam. Był tak samo zestresowany jak ja.
-Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. –Powiedział ksiądz i stanął przed nami. –Czy ktoś jest przeciwny temu, aby ta dwójka wzięła ślub?
Każdy wymieniał porozumiewawcze spojrzenia, a ja modliłam się, by nikt się nie zgłosił.
-Widzę, że nikogo nie.. –Zaczął mówić, ale ktoś mu przerwał.
-Ja jestem przeciwna. –Powiedziała jakaś kobieta.
Spojrzałam na Harrego. Miał zamknięte oczy i zaciśniętą szczękę. Widocznie ją znał. Odwróciłam się. Blondynka, około 25 lat. Po chwili Harry również się odwrócił. Wszyscy wlepiali ślepia w kobietę. Skądś ją znałam.
-Nikt Cię nie zapraszał. –Syknął do niej.
-Dlaczego Panienka nie wyraża zgody na ślub Pana Stylesa i Pani Lambert? –Spytał ksiądz.
-Nie chcę, by ona cierpiała. –Spojrzała na mnie. –Dziewczyno otwórz oczy. Sądzisz, że on Cię kocha? –Zaśmiała się ironicznie. –Nie. On nie potrafi kochać. Może Ci to mówić, dawać Ci prezenty, ale tak naprawdę on nie potrafi kochać. Nigdy nie potrafił.
-Zamknij się! –Krzyknął zdenerwowany Harry.
-Och, Panie Styles.. Spokojnie. –Ponownie się zaśmiała. –Lambert, powiedział Ci już gdzie był wczoraj? –Spytała się mnie.
Pokiwałam przecząco głową i spojrzałam na Harrego.
-On Ci tego nie powie, bo jest tchórzem. Ale.. –Zamyśliła się. –Ja Ci mogę powiedzieć. Całą noc spędził ze mną. Mówił Ci o tym?
Otworzyłam szeroko oczy.
-Taylor! –Krzyknął Adam. –Koniec tego, wyjdź stąd! To ceremonia zamknięta! Ochrona!
Dwaj masywni mężczyźni podeszli do niej i złapali za ręce, w celu wyprowadzenia z kościoła.
-Mam nogi. Sama wyjdę. I tak już wszystko powiedziałam. Żegnam. –Powiedziała i opuściła kościół.
-To prawda? –Spytałam się Harrego.
Spojrzał na mnie. Miał zaciśnięte zęby.
-Odpowiesz mi, czy nie?! –Krzyknęłam do niego. –Ogłuchłeś, czy co?!
Nie odzywał się. Patrzył mi się cały czas w oczy.
-A ja Ci wierzyłam. Byłeś dla mnie ideałem chłopaka. Widocznie mam pecha do facetów. Żegnam. –Powiedziałam.
Ruszyłam w stronę wyjścia.
-Zoey! –Krzyknął Harry.
Odwróciłam się.
-Co?! Czego Ty ode mnie jeszcze chcesz?! –Krzyknęłam zdenerwowana.
-To nie tak.. –Powiedział i podszedł do mnie.
-To jak? Do cholery, powiedz mi jak!
-Jeśli możemy coś powiedzieć, to trochę nasza wina. –Odezwał się Zayn.
-Tak! –Powiedział Liam. –Trochę za bardzo go upiliśmy i zostawiliśmy samego w barze.
-Nie myśleliśmy o konsekwencjach tego. –Przyznał się Zayn.
-Przepraszamy. –Powiedzieli niemalże jednocześnie.
-Zoey.. –Teraz odezwał się Harry. Z Zayna i Liama przeniosłam wzrok na niego. - Wiem, schrzaniłem, ale proszę, wybacz mi. Nie potrafię kochać, nigdy nikogo nie kochałem, ale to co do Ciebie czuję.. –Spojrzał w sufit. -Nie potrafię tego opisać. –Lekko się uśmiechnął. -Ale wierzę, że przy Tobie się tego nauczę.. –Przerwał i spojrzał na mnie. -Gdy nie mam Cię obok siebie przez minutę wariuję. Jesteś jak tlen. –Ponownie przerwał. -Bez Ciebie umieram..
Rozejrzałam się po gościach. Wszyscy mieli uśmiechy na twarzach i ręką lekko przykrywali usta.
-I co? Sądzisz, że wybaczę Ci zdradę? –Spytałam się go.
-Nie musisz mi jej wybaczać. Po prostu weźmy ten ślub i spróbujmy jeszcze raz. Na nowo. Chyba, że nic do mnie nie czujesz, to wtedy możemy zapomnieć.
-Zapomnieć?! –Krzyknęłam i zaśmiałam się sarkastycznie. –Wybacz, ale tego nie mogę zrobić. –Spojrzałam na niego.
-Dlaczego? –Zdziwił się. –Ja o Taylor już zapomniałem.
-O miłości nie da się zapomnieć. Jeśli o Tobie zapomnę, to będzie oznaczało, że nigdy Cię nie kochałam, a to byłoby nieprawdą.
-Czyli co? Kochasz mnie jeszcze?
-Ponad wszystko. Ale zrozum, że zdrada jest zdradą.
-Rozumiem to, ale Taylor nic dla mnie nie znaczy. Ba! Nigdy nie znaczyła. Odkąd Cię poznałem, odkąd na mnie zaczęłaś najeżdżać.. Zakochałem się. I to na dobre. Nigdy nikogo takiego nie poznałem, kocham Cię najbardziej na świecie. Proszę, zostań ze mną.. –Złapał mnie za ręce.
-Zgódź się! –Krzyknęło razem kilka osób.
-Harry, żeby było jasne. Daję Ci ostatnią szansę. Jeżeli coś takiego wydarzy się ponownie.. Nie ujrzysz już nigdy mnie, ani naszych dzieci.
-Obiecuję. –Powiedział i lekko mnie pocałował.
-Czyli będzie ślub, czy nie? –Spytał uśmiechnięty ksiądz.
Spojrzałam na Harrego i lekko się uśmiechnęłam.
-Będzie. –Powiedział i zaciągnął mnie ponownie pod ołtarz.
**
-Teraz powiedźcie swoje przysięgi. –Powiedział ksiądz i spojrzał na Harrego.
-Ślubuje zostać przy Tobie nawet, gdy nie będę miał sił wypowiedzieć Twojego imienia. Kiedy będzie zabierać Cię choroba i gdy będziesz całkiem zdrowa. Kiedy będzie potrzeba oddać swoje życie za Ciebie, odebrać każde cierpienie, wysuszyć i schować każą łzę, która nie będzie łzą szczęścia - zrobię to bez wahania. Ślubuje, że nie będę dla Ciebie tylko mężem, ale także przyjacielem, u którego zawsze znajdziesz zrozumienie, który będzie patrzeć na świat z dystansem i tym który podzieli z Tobą Twoje pasje. Ofiarowuję Ci całe swoje serce i głowę pełną myśli o Tobie oraz całego siebie ze swoimi wadami i zaletami, po prostu całą swoją bezwarunkową miłość do Ciebie. Przysięgam biorąc na świadka Boga i wszystkich tu obecnych, że uczynię Cię najszczęśliwszą z ludzi na zawsze.. Kocham Cię, Zoey. –Powiedział i założył mi na palca obrączkę.
-Ślubuję Ci zastąpić Twojego Anioła Stróża, gdy ten będzie chciał wziąć urlop, kiedy będzie załamywał nad Tobą ręce i skrzydła, ja wtedy będę. Mi nigdy nie zabraknie sił. Podam Ci rękę, gdy będziesz tonął, stanę twarzą w twarz, oko w oko z Twoim wrogiem, nigdy nie będę sie bać. Gdy wieczorem po ciężkim dniu zechcesz spać, ja wtedy będę odstraszać złe sny i szeptać Ci czule do ucha: nie bój sie śpij spokojnie, ja tu jestem, ochronię Cię od wszelkiego zła. Ślubuję Ci prawdę, tak piękną i tak zwyczajną. Tą w słońcu czy deszczu. Prawda jest mocą, najważniejszą potęgą, niech prawdą będzie wypełnione nasz życie. Przysięgam biorąc na świadka Boga i wszystkich tu obecnych, że uczynię Cię najszczęśliwszym z ludzi na zawsze.. Kocham Cię, Harry. –Mówiłam zakładając mu na palca złotą obrączkę.
-Ogłaszam Was mężem i żoną! –Krzyknął ksiądz. –Harry, możesz pocałować Zoey.
Harry delikatnie ujął moją twarz w dłonie i złożył delikatny, a zarazem namiętny pocałunek. Goście zaczęli bić brawo.
-To co, kochanie? Uciekamy? –Szepnął mi do ucha Harry.
Spojrzałam na niego i lekko kiwnęłam głową. Harry złapał moją rękę. Po raz ostatni spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się, dzięki czemu ujrzałam jego dołeczki w policzkach. Już mieliśmy uciekać, ale mądry Zayn i Louis stanęli przed nami.
-A państwo młodzi dokąd? –Spytał Zayn i uniósł brwi do góry.
-Gości bawić, a nie.. Łóżko nie zając, nie ucieknie, gołąbeczki. –Zażartował Louis.
-Loui? A wiesz, że dzisiejszą noc spędzasz z Juliet? –Spytałam. –I wiesz.. fajnie by było, gdybyś był trzeźwy. –Zaśmiałam się.
Pociągnęłam Harrego za rękę i ruszyliśmy do wyjścia z kościoła. Zayn śmiejąc się ruszył za nami, a Louis myślący stał pod ołtarzem.
Schodząc po schodkach goście obrzucili nas ryżem i groszami. Jak przystało na nowożeńców musieliśmy to pozbierać. Pomogły nam małe dzieci, które przyjechały z gośćmi. Po chwili siedzieliśmy już w białej limuzynie. Razem z nami jechała Juliet, Niall i Peggy.
-Niall, pożycz mi na chwilę telefon. –Powiedziałam.
Blondyn wykonał moje polecenie i mi go podał. Zalogowałam się szybko na swojego Twittera i wstawiałam wpis, poczym się wylogowałam i oddałam telefon Niallowi.
-Po co on Ci był? –Spytał Harry.
-Nieważne, kochanie. –Powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
Chłopak wzruszył ramionami i wyjrzał przez okno.
-Dużo ich. –Powiedział.
-To fani, czego się dziwisz? –Spytał Niall śmiejąc się.
-Nawet w dniu ślubu nie dadzą Ci spokoju. –Westchnął głęboko.
-Harry.. –Zaczęłam. –To fani, ich nie zrozumiesz, ale wiesz? Ja cieszę się, że przyszli. –Uśmiechnęłam się.
-Skoro Ty się cieszysz, to ja też. –Powiedział i objął mnie w talii.
-Wpadłam na znakomity pomysł. –Powiedziałam i opuściłam limuzynę.
Zaraz za mną wyszła reszta.
-Co za pomysł? –Spytała Peggy.
-Harry, może zaprosimy Waszych fanów? –Spytałam i spojrzałam na niego.
-Co?! Twój pomysł jest szalony! –Krzyknął.
-Proszę.. –Powiedziałam.
-Dobra, ale nie będę z nimi tańczyć! –Powiedział i złapał mnie za rękę.
Ruszyliśmy w stronę bramy. Podeszliśmy do jednego z ochroniarzy.
-Cześć. Mamy prośbę. –Powiedział Harry, a ochroniarz nadstawił ucho. –Moja żona, Zoey, wpadła na pomysł, żeby wpuścić na ślub fanów. –Harry spojrzał na ludzi za bramą.
-To teraz ich wpuścić? –Spytał mężczyzna.
-Nie! –Krzyknęłam, na co wszyscy na mnie spojrzeli. –Tak za dwie godziny, ale proszę nie wspominać, że wejdą. Ma to być tajemnicą.
-Niema sprawy, ale czy goście nie będą mieli nic przeciwko?
-To nasz ślub. –Powiedział Harry.
Złapał mnie ponownie za rękę i ruszyliśmy w kierunku sali, na której już wszyscy czekali. Zanim otworzył drzwi pomachałam do fanów i przekroczyłam próg.
-W końcu przyszli! –Krzyknął Zayn obejmujący Perrie.
-Siema. –Rzucił Harry, na co dostał ode mnie z łokcia w żebra. –No co? –Spytał z wyrzutem patrząc na mnie.
-Nic. –Westchnęłam. –Więc tak. Na początku chcielibyśmy podziękować za przybycie. Wiemy, że niektórym z Was było ciężko, bo mieszkacie po drugiej stronie świata, dlatego dziękujemy. Jest to dla Nas bardzo ważny dzień. Po tym wszystkim co się rano wydarzyło.. jestem wdzięczna, że jednak do ślubu doszło.. –Przerwałam. –Harry, może Ty coś powiesz? –Spytałam.
-Ja? –Zdziwił się. Kiwnęłam głową. –No dobrze. Zoey już większość powiedziała.. Hmm.. Jeszcze raz dziękuję za przybycie. Bardzo mi na niej zależało i w końcu jest tylko moja. –Zaśmiał się.
-Ejj! –Krzyknął oburzony Niall. –Ona jest też moja!
-O tak! –Krzyknęłam i przybiłam piątkę Niallowi. –Do grobowej deski, a nawet i dłużej.
-Kochanie? –Spytał Harry spokojnie. –Mam czuć się zazdrosny?
-Skądże. –Powiedział Niall.
-Tak. –Powiedziałam, na co cała sala zaczęła się śmiać.
Harry objął mnie od tyłu w talii i pocałował w policzek.
-To teraz, Niall, Ty możesz czuć się zazdrosny. –Powiedział lokowaty i zaczął się śmiać razem z resztą gości.
-Panie Styles, mamy mały problem. –Podbiegła do nas kobieta, która zajmowała się naszym ślubem.
-Jaki? –Spytał.
-Lepiej na osobności. –Powiedziała.
Harry puścił mnie i odszedł na bok z kobietą. Natomiast do mnie podszedł Liam z Danielle.
-Piękny wpis dodałaś. –Powiedziała Dan.
-Dziękuję, kochanie. –Powiedziałam i przytuliłam ją.
W tym momencie podszedł do nas Niall, a po chwili Harry.
-Co jest? –Spytałam.
-Ktoś zadzwonił do nich i powiedział, że zrezygnowaliśmy z tortu i będziemy mieli swój. Mieliśmy im go przed kościołem dostarczyć. Nikt tego nie zrobił. –Powiedział Harry. –Przyznajcie się.
-To nie my. –Powiedzieli chórem.
-To kto? –Spytał.
-Harry? Ja chyba się domyślam.. –Powiedziałam.
*
‘Panna młoda wstawiła wpis na Twittera:
„Miała kilka przyziemnych marzeń , nie takich , których nikt za żadne skarby świata nie jest w stanie spełnić . Jednym z nich ... tym najbardziej wygórowanym była miłość . I to marzenie właśnie się spełniło .”
Pod spodem dostała miliony gratulacji od fanów zespołu, w którym był kiedyś Pan Młody. Jedna, jedyna wiadomość była negatywna:
„Sądzisz, że ujdzie Ci to na sucho? Robiłam wszystko by mieć go dla siebie. Zapłacisz mi za to Zoey! Taylor była tylko przykrywką! Zobaczysz.. Zniszczę ten ślub, a Ty popamiętasz mnie na wieki! Zapłacisz za wszystkie zniewagi, za wszystko, rozumiesz?! ZA WSZYSTKO! Mógł mieć każdą, nawet mnie, a wybrał Ciebie! Oboje zapłacicie!”
Taylor była początkiem planu, który ułożyła pewna dziewczyna.
Ona również kochała Harrego. Co prawda nigdy z nim nie była, przelotnie powiedziała mu tylko cześć, podała dłoń – nic więcej. Kochała go.. za sławę. Było to zauroczenie, ale ona twierdziła zawsze, że to miłość. Już kilka razy próbowała ich od siebie oddalić, jednak za każdym razem jej plan się rujnował, a Zoey i Harry znowu byli razem.’
_________________________________
No siema skarby <3
W końcu znalazłam trochę czasu i napisałam . Szczerze to nie jestem z niego zbytnio zadowolona . W szkole miałam na niego inny plan , ale wszystko się ulotniło jak tylko wróciłam do domu .. Wiem , głupia jestem .. Według mnie tamten scenariusz był lepszy , ale kuźwa zapomniałam : c
Ostatnie dni było męczące .
Polonez – trzech chłopków do tańczenia , mam któregoś wybrać , a nie chce z żadnym , ale okey ..
Próba do bierzmowania – całkiem super . Proboszcz cały czas nas rozśmiesza , szczególnie mnie i koleżanki obok , a potem bezczelnie pyta co nas tak śmieszy xd
Szkoła – coraz lepiej . I oczywiście z bardzo dobrym zachowaniem mogę się pożegnać . Ale raczej o tym nie chcecie słuchać , więc nie będę tu tego pisała .
Kiedy następny ? Nie mam pojęcia . Mam nadzieję , że w sobotę będę w domu to wysilę mózg i wyprodukuję trochę do czytania dla Was xd
Ahh .. I tak : *Jak myślicie , kto chce zniszczyć ślub Zoey i Harrego ?*
Myślę , że się domyślicie xd
To tyle . Baju żaby :3
~~
*Harry na randce*
H: Jestem H ...
Ja: Wiem .
H: Jestem najm ...
Ja: Wiem .
H: Uwielbiam k ...
Ja: Wiem .
H: Mam na sobie skarpetki koloru ...
Ja: Wiem .
H: I buty które kupiłem w ...
Ja: Wiem .
H: Mam na sobie bokserki koloru ...
Ja: Nie masz na sobie bokserek .
H: Kurwa ! Dobra jest !
~~

Tak wyglądała Zoey :
  • awatar Milunia<lol2>: M-E-G-A!!! Czdowy rozdzial... ! Bd nastepne? A to *Harry na randce* widzialam kiedys i nie moglam przestac z tego lac! xD Super rozdzial! Kocham!
  • awatar Belive in Dreams ♥: No logiczne, że to ta cała Blancka -.- nie cierpię jej -.- jejciu też już myślałam, że ślubu nie będzie o.O hahah wpisy chłopaków na tt <3 cuudowny rozdział <3 ugh..Taylor -.- taki lol. xd dobraaa, ja chcę już następny <3
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: A JA BYŁAM W PRZEKONANIU ŻE ONA SIĘ NIE ZGODZI BY DAĆ MU SZANSĘ ! Tak czy siak jestem szczęśliwa ! Ahhahahahahahahhaa "Mam czuć się zazdrosny?" Ahahahhahahahha .. Nie moge z tego . Czema na następby cuuuudaśny rozdział . (;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

julek99
 
skumaj-to
 
No pomimo tego, że rano już składałam Ci życzenia no to teraz złożę jeszcze raz ;D
No więc wszystkiego najlepszego, gromadki dzieci, spełnienia marzeń, spotkania One Direction. Życzę Ci abyś przeżyła taką prawdziwą miłość, miała samych prawdziwych przyjaciół, abyś miała jak największą liczbę punktów na testach, abyś była na każdym koncercie na jakim będziesz chciała no i spełnienia marzeń
Wiem, wiem nie jestem najlepsza w składaniu życzeń ; /
No a tutaj sto lat zaśpiewa Ci Gloria, Melman i Alex xd

No a tutaj kilka tortów ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
(...)
*Perspektywa Zoey*
Po chwili zbliżył się do mnie i złapał moje chłodne ręce. Ucałował lekko w policzek i zaczął ciągnąć do stolika.
-Usiądź skarbie.. –Wyszeptał.
Tak jak kazał, tak też zrobiłam.
-Harry o co chodzi? –Spytałam, a on tylko jeszcze szerzej się uśmiechnął.
Po chwili dwaj mężczyźni z gitarami zaczęli coś grać.

*Perspektywa Harrego*
To miał być najlepszy wieczór i wszystko musiało się udać..
John i Mercury zaczęli grać piosenkę „Moments”. Razem z Louisem ustaliliśmy, że ta piosenka będzie najbardziej pasowała do dzisiejszej okazji.

*Perspektywa Zoey*
Harry skończył śpiewać i podszedł do mnie. Złapał mnie za ręce i zmusił do wstania. Staliśmy teraz ramię w ramię.
- „Wiesz, że będę Twoim życiem, Twoim głosem, Twoim powodem by żyć. Moja miłość, moje serce, oddycha. Dla tej chwili w czasie, odnajdę odpowiednie słowa, które powiem, zanim mnie dzisiaj opuścisz.” –Zacytował ostatnią zwrotkę piosenki, którą przed chwilą zaśpiewał.
-Harry.. –Zaczęłam, ale przerwał mi całując mnie namiętnie w usta.
-Cicho.. –Powiedział i ponownie złączył nasze usta. –Przygotowywałem te przemowę przez wiele miesięcy.. chciałem, żeby wszystko wyszło idealnie.. żeby to był Twój najlepszy i najidealniejszy wieczór w życiu.
-Ważne, że Ty tu jesteś.. –Wyszeptałam i spojrzałam mu w oczy.
-Wiem, kochanie.. –Przerwał i oblizał spierzchnięte usta. –Bardzo Cię kocham.. –Wyszeptał.
-Ja Ciebie też. –Powiedziałam i musnęłam jego usta.
-Wiesz.. nie wiem zbytnio jak to się robi.. ale usiądź na chwilę.. –Powiedział.
Usiadłam na krześle, a Harry klęknął przede mną.
-Co Ty robisz? –Spytałam lekko się śmiejąc.
-Zoey Lambert.. –Zaczął. –Nie wiem jak to się robi. Ale zrobię to tak jak w filmach.. Powiem prosto z mostu.. Czy Ty, chciałabyś spędzić ze mną resztę mojego życia?
Spojrzał mi w oczy. Otworzyłam szeroko oczy. Zaskoczył mnie..
-Tak, tak, tak! –Krzyknęłam i rzuciłam się na niego, dzięki czemu Harry upadł i teraz leżeliśmy na ziemi.
Szatyn wsunął na mój palec złoty pierścionek. I zaczął się śmiać, poczym pocałował mnie czule i delikatnie.
-To dobrze. Myślałem, że się nie zgodzisz.. –Odetchnął z ulgą.
-Spokojnie, kotku.. Ale odpowiedz mi na jedno pytanie..
-Słucham? Jakie?
-Dlaczego? Dlaczego ja? Przecież jestem taka bezsensu.. Jestem gruba, brzydka, chamska, wredna..
-Chcę Ci podziękować za to, że dałaś mi najlepsze dni mojego życia.
-To raczej ja Ci powinnam za to podziękować. –Zaśmiałam się.
-Ty? –Zdziwił się.
-Tak, ja.. Pierwsze nasze spotkanie.. Dzień, w którym się zaczęliśmy spotykać, nasz pierwszy raz.. Później Juliet.. Dałeś mi to, co potrzebowałam. Dałeś mi życie, którego nigdy nie miałam. Dałeś mi ciepło.. I miłość. –Uśmiechnęłam się.
-Dziękuję.. –Wyszeptał.
-Za co? –Zdziwiłam się.
-Za to, że jesteś.. –Powiedział i musnął moje usta.
Zarumieniłam się.
-Kocham, gdy to robisz. –Powiedział Harry i zaśmiał się.
-Robie co? –Spytałam i również się zaśmiałam.
-Rumienisz się. To jest takie.. słodkie. Cała jesteś słodka. –Ponownie złączył nasze usta.
-Dobrze.. Już skończ mnie całować i prawić komplementy, bo będę się rumienić cały czas. A poza tym.. Zauważyłeś, że cały czas leżymy na ziemi? –Spytałam i zaśmiałam się.
-No wiesz.. Z Tobą to zawsze i wszędzie jest wygodnie. –Poruszył znacząco brwiami.
-Głupek. –Palnęłam go w ramię i wstałam.
Otrzepałam się z niewidzialnego pyłu i spojrzałam na mojego ukochanego. Chłopak śmiejąc się wstał i podszedł do mnie. Oplótł swojego ręce na mojej talii i ponownie, namiętnie pocałował. Nadal się całując podeszliśmy do barierek i oderwaliśmy się od siebie. Odwróciłam się i spojrzałam przed siebie na pole Marsowe, które było całe zapełnione przez ludzi, którzy czekali na Nowy Rok. Harry przytulił się do mnie od tyłu. Czułam na sobie jego ciepły i płynny oddech.
-10.. 9.. 8.. –Ludzie na dole zaczęli odliczać, co oznacza, że do Nowego Roku pozostała minuta.
Spojrzałam na Harrego.
-Pocałuj mnie.. Teraz i skończ, gdy będzie minuta po północy. –Powiedziałam.
Harry od razu wykonał moje polecenie. Nie pytał o nic. W końcu spełnię swoje jedno z licznych marzeń..
-Szczęśliwego Nowego Roku! –Dało się słyszeć krzyki ludzi, jednak my nie zwracaliśmy na to uwagi.
Nie obchodziło nas nic, poza nami.
Wybiła minuta po północy. Harry odsunął się ode mnie i mocno przytulił.
-Dlaczego miałem to zrobić? –Wyszeptał mi do ucha.
-By był to najlepiej zakończony rok i najlepiej rozpoczęty. –Powiedziałam uśmiechając się.
-I? –Zachęcił mnie do dalszego mówienia.
-I udało się. –Uśmiechnęłam się i ucałowałam go czule w usta. –Był to najlepiej zakończony rok i jest to najlepiej rozpoczęty okres w moim życiu.
-Kocham Cię, strasznie Cię kocham.. –Powiedział mocniej mnie do siebie tuląc.
-Też Cię kocham, Harry. –Powiedziałam, a kilka łez spłynęło po moim policzku.
Harry odsunął mnie od siebie tak, żeby na mnie spojrzeć.
-Nie płacz, kochanie.. –Powiedział i lekko się uśmiechnął.
-To łzy szczęścia. –Odpowiedziałam.
Harry jednym, zgrabnym ruchem kciuka otarł moje łzy i delikatnie pocałował.
-Chłodno się zrobiło. –Powiedziałam.
Harry nic nie odpowiedział. Puścił mnie i ściągnął swoją marynarkę, poczym założył ją na mnie.
-Harry, ale teraz Tobie będzie zimno.. –Powiedziałam i zaczęłam ją z siebie ściągać, jednak chłopak zatrzymał mnie.
-Nieważne. Harry Styles może marznąć, ale dziewczyna Harrego Stylesa nie może. –Powiedział i pocałował mnie w czoło. Zachichotałam przypominając sobie przeszłość.
-Co się śmiejesz? –Spytał opierając swoje czoło o moje.
-Jak się poznaliśmy wtedy też oddałeś mi swoją bluzę, bo było mi zimno. –Zaśmiałam się.
-Tak.. Wyrzucili nas z domu i to na dodatek Ciebie bez kurtki. –Harry również się zaśmiał.
-Ejj, to akurat nie jest śmieszne. –Udałam obrażoną.
-Och, jest kochanie, jest.. –Powiedział i musnął moje usta.
-No dobra, może troszeczkę.. –Zaśmiałam się.
**
–Harry, możemy już wrócić do hotelu?
-Jasne, ale czemu? –Zdziwił się.
-Ja pić nie mogę, Ty nie możesz, trochę mi się nudzi..
-No dobra.. To chodźmy.
Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku windy. Po chwili byliśmy na dole. Zaczęliśmy się przeciskać przez tłumy ludzi bawiących się w najlepsze. W końcu stanęliśmy na chodniku.
-Poczekaj.. Zadzwonię po kogoś, żeby przyjechał po nas. –Powiedział i zaczął wyciągać telefon z kieszeni.
-Nie, Harry.. –Zatrzymałam go. –Przejdźmy się..
-No dobra.. Ale nic Ci się nie stanie? –Spytał i spojrzał na mnie.
-Spokojnie.. –Lekko się uśmiechnęłam.
Szatyn ponownie złączył nasze ręce i ruszyliśmy w kierunku naszego hotelu. Po 20 minutowej drodze znaleźliśmy się w środku wielkiego budynku. Odbierając nasze klucze weszliśmy do naszego pokoju.
-To ja pójdę się wykąpać. –Powiedział Harry i zniknął za drzwiami łazienki.
Wzruszyłam ramionami i zajęłam miejsce na kanapie. Włączyłam telewizor na pierwszej lepszej stacji i udałam się do kuchni. Nalałam wody do czajnika i wstawiłam na gaz. Wyciągnęłam dwa kubki do herbaty i postawiłam je na stoliku. Wróciłam do salonu.
-Przerywamy transmisję filmu StreetDance 2, by nadać komunikat o słynnym gwiazdorze! Harry Styles i Zoey Lambert zaręczyli się! –Do moich uszu dobiegł komunikat młodej dziennikarki.
To już cały świat wie.. Zaciekawiona usiadłam na kanapie i zaczęłam wsłuchiwać się w jej słowa.
-Oświadczył jej się na trzecim poziomie wieży Eiffla, dał niesamowity pierścionek, ona się zgodziła.. Ta para jest dla siebie stworzona. Przez pewną dziewczynę zostaliśmy powiadomieni, że Zoey jest w ciąży, co oznacza, że mała Juliet będzie miała siostrzyczkę lub braciszka! Ale czy Zoey poradzi sobie, gdy Harry umrze? W końcu białaczka to poważna choroba.. Przekonamy się za jakiś czas. I oczywiście życzymy szczęścia naszej Zoey i Harremu!
Wiadomość się skończyła, a film, który leciał przedtem ponownie pojawił się na ekranie telewizora.
-Dasz radę. Wierzę w Ciebie. –Za sobą usłyszałam Harrego.
Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Stał w samym ręczniku i z uśmiechem na ustach spoglądał na mnie.
-Idź się myć. –Powiedział i wskazał na łazienkę.
Po chwili wstałam i podeszłam do niego, lekko pocałowałam go w policzek, na co on zachichotał. Okrążył mnie i wszedł do kuchni, gdzie gotowała się woda na herbatę. Natomiast ja wykonałam jego polecenie i weszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem.
-Jesteś dziewczyną, o którą inne są zazdrosne. Powinnaś być szczęśliwa, że on Cię zechciał. Więc dlaczego jesteś nieszczęśliwa? –Gadałam do swojego odbicia w lustrze.
Przemyłam twarz wodą.
-No właśnie.. Dlaczego.. –Szepnęłam i rozebrałam się.
Wzięłam szybki prysznic i ubrałam rozciągnięte dresy i koszulkę Harrego. Usiadłam na ziemnych kafelkach i przyciągnęłam kolana do brody. Spojrzałam na pierścionek, który Harry mi dał. Był śliczny. Złoty, z kokardką i serduszkiem oraz napisem ‘love you’. Ściągnęłam go i zaczęłam się przyglądać mu jeszcze bardziej. Po wewnętrznej stronie było napisane „Harry i Zoey forever’.
-Zoey.. Wychodzisz już? –Spytał Harry za drzwiami.
-Jasne. –Powiedziałam szybko.
Włożyłam pierścionek i opuściłam łazienkę. Harry siedział na kanapie i popijał zieloną herbatę. Usiadłam obok niego i chwyciłam swój kubek. Wzięłam kilka łyków i odłożyłam go z powrotem na stolik.
-Co robimy? –Spytał Harry.
-Nie wiem. Może pooglądajmy coś, albo.. O! Zróbmy jakieś wideo dla wszystkich na świecie. –Zaśmiałam się.
-To nie jest taki zły pomysł. –Powiedział i uciekł.
-Harry, ale ja żartowałam! –Krzyknęłam za nim, jednak on to zignorował.
Po chwili usłyszałam, że ktoś puka do drzwi. Niechętnie wstałam i otworzyłam.
-Siema. –Rzucił do mnie Niall i wszedł do środka z Juliet na rękach, a zaraz za nimi reszta naszych przyjaciół.
-No siema? A co Wy tu robicie? –Spytałam się ich, gdy już siedzieliśmy na kanapie. W sensie ja razem z Niallem, Juliet i Louisem siedziałam, reszta siedziała na ziemi.
-Przyjechaliśmy świętować. Niall z Louisem nam wszystko opowiedzieli. –Powiedział Zayn. –Nie mogliśmy przepuścić takiej okazji.
-O siema. –Powiedział Harry, który właśnie wszedł do salonu.
-Cześć. Gratulujemy Wam. –Powiedziała Danielle.
Harry usiadł obok mnie na kanapie i rozejrzał się po pomieszczeniu.
-Harry, mamy Ci coś do powiedzenia. –Powiedział Louis.
Harry spojrzał na niego.
-Wiemy, że kochasz to co robisz, ale musimy to zrobić prędzej, czy później. –Dodał Liam.
-Co Wy macie na myśli? –Spytałam zdezorientowana.
-Wiem. Może.. Zróbmy to dzisiaj. –Powiedział Harry.
-Tak jak za starych czasów? Na schodach? –Spytał Niall.
Wszyscy kiwnęli głowami, a ja nadal nie wiedziałam o co chodzi.. Chłopacy wstali, a dziewczyny zaraz za nimi.
-Chodź Zoey, lepiej, żebyś przy tym była. –Powiedział Zayn.
Natychmiast wstałam i ruszyłam za nimi. Opuściliśmy pokój hotelowy i ruszyliśmy na klatkę schodową. Gdy już się tam znaleźliśmy, usiedliśmy na metalowych schodkach i Harry poleciał po kogoś z obsługi. Po chwili młoda dziewczyna trzymała kamerę i była gotowa do nagrywania.
-Dobra. Transmisja będzie na żywo, więc nie palnijcie żadnych głupot. –Powiedział Harry i dał znak dziewczynie.
Nagrywanie się zaczęło.

*Perspektywa trzecio osobowa , z domu jakiejś Directionerki*
-Hej, tu One Direction. –W głośnikach rozbrzmiał głos całej piątki.
Po chwili na ekranie pojawili się chłopcy wraz z dziewczynami i małą Juliet na rękach blondyna.
Wszyscy uśmiechnięci, jednak wyglądający na zmęczonych.
Liam odzywa się jako pierwszy.
-Chcemy podziękować za wszystko, co dla nas zrobiliście.
-Robiliście wszystko, od oglądania naszych występów na galach, aż do przychodzenia na nasze trasy. Byliście niesamowici. -Dodaje Niall.
Wydawało się, jakby uśmiechy, w których się zakochałaś zanikały razem z twoją miłością. Cisza wskazywała, że wszyscy wiedzą coś, czego ty nie wiesz.
-To czas, byśmy odeszli. -Mówi wreszcie Louis. -Bawiliśmy się dobrze, ale teraz to czas dla kogoś innego.
-Żyliśmy naszymi marzeniami i dzięki wam spełnialiśmy je miliony razy, od nowa. Nigdy nie będziemy w stanie się wam odwdzięczyć -Mówi Harry.
-Ale musimy odejść. Bawiliśmy się, cały czas na najwyższych obrotach i to dzięki wam. Więc, to chyba koniec. -Zayn cicho wzdycha.
-I dziękujemy. -Dodaje Liam.
-I przepraszamy. -Mówi Niall.
-I będziemy tęsknić. -Louis.
-I kochamy was. -Mówi Harry wykończonym głosem, po czym nastaje kolejna cisza.
Tym razem to cisza ulgi, a łzy zbierają się w twoich oczach. Tak, jak tysiące razy wcześniej witali się z tobą, gdy oglądałaś The Video Diaries trzy lata temu, mówią "Hi, we're One Direction", wszyscy uśmiechnięci, ze łzami w oczach.
Niall mówi:
-Odmeldowujemy się po raz ostatni.
Ekran ciemnieje, tak jak twoje serce. Zalewasz się łzami. Nic już na to nie poradzisz. To koniec.
Wcześniejsza wiadomość, którą Niall wstawił na Twittera, że tylko prawdziwi Directioners z nimi zostaną po usłyszeniu Tej wiadomości.. Teraz już wszystko jasne. To koniec One Direction. Jednak Ty i tak będziesz dążyła do tego, żeby zobaczyć chociaż jednego z nich. Na zawsze będą w Twoim sercu. W końcu to dzięki nim nauczyłaś się, że warto wierzyć w to, że marzenia się spełniają.
One Direction zostanie na zawsze w Twoim sercu.
(…)

______________________________
No siema, siema Piękne :3
Co tam u Was ? ^^
Więc tak . U mnie prawie nic się nie zmieniło xd
No oprócz tego , że dziś ma 16 urodziny ^^
No i mam książkę: „One Direction. Oficjalny przewodnik na rok 2013” :3
Emm .. To chyba na tyle. Kiedy nowy rozdział ? Sama nie wiem . Postaram się jak najszybciej napisać i dodać .
Musicie mnie zrozumieć . Mam bierzmowanie 31 maja i mam dwie próby tygodniowo . 14 czerwca mam bal gimnazjalny (na który musze iść, chociaż nie chcę) i trzy razy tygodniowo mamy próby poloneza (wiem, że dużo, ale mam taką zrytą klasę, która nie chce się go nauczyć xd). Do tego muszę poprawiać oceny i modlić się, żeby testy gimnazjalne dobrze mi poszły. Mam nadzieję, że wybaczycie mi, jeśli rozdział będzie się pojawiał raz na tydzień, dwa.. Jak będę miała więcej czasu to rozdziały pojawią się częściej.
Ahh! I bym zapomniała. Chcecie nowe opowiadanie? Bo tu jest już prawie koniec. Bo wtedy bym już myślała o czym może być i w ogóle.. To czekam na Wasze komentarze : )
Ahh i przepraszam za jakiekolwiek błędy , nie chce mi się sprawdzać : )
Pozdrawiam kochane <3
~~
*Niall zaginął*
Świat: Niall Horan zaginął!
Fanki: omg gdzie on jest??
Directioner: ok przyznać się która go ma.
~~

  • awatar Special Girl ♥: Jejkuuu płaczę ;( Niesamowity rozdział. Uwielbiam Cię! Tylko dlaczego koniec 1D ?! :O Ale piszesz naprawdę niesamowicie. Kochana życzę Ci wszystkiego co najlepsze ( spóźnione, ale szczere życzenia ;* ) . Też mam w cholerę dużo pracy. Też jestem w 3 kl. więc wiesz :) Trzymam kciuki, żebyś się z wszystkim uporała i pisała kolejne tak zajebiste rozdziały. No i pewnie, że chcemy nowe opowiadanko ;D
  • awatar Nie trać nadziei... ♥: Koniec One Direction ... ;( Koniec wygłupów na scenie ... Ale pozostają przyjaciele których nic nie rozłączy .. Czekam na kolejny boski rozdział . (;
  • awatar ♥Everything About You♥: Pewnie, że chcemy, żebyś dalej pisała! Ty jeszcze się pytasz?! A co do tego...awwwww, w końcu jej się oświadczył *.* To było wspaniałe! Tylko szkoda, że 1D sie rozpada, no i pisz dalej bo już nie mogę się doczekać, żeby dowiedzieć się jakie zakończenie wybrałaś ;*;D♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›